wypalana

now browsing by tag

 
 

ROK SIĘ KOŃCZY…

Dziś jego dzień przedostatni.

Jaki był?

Dobry.

Zrealizował wiele planów, które sobie poczyniłam. Inne odsunął na potem, ale ich nie przekreślił, są więc wciąż przede mną, spokojnie czekają w zakładce ” do zrobienia”… Są też i takie, które bezpowrotnie przepadły, ale jest ich niewiele i chyba tak naprawdę nie jest mi ich wcale żal.

Oszczędził nam chorób i smutku.

Dał nam wiele radości w postaci małego, kociego ciałka, które pewnego, majowego dnia zawitało pod dach siedziby. Było wtedy jeszcze całkiem białe… Od tego czasu nic już nie jest takie samo.

Był więc dobry. 

A jaki będzie ten nadchodzący, Nowy?

Lepszy!! Szczerze w to wierzę. Przyniesie nowe plany, nowe wyzwania, nowe przyjaźnie. Pozwoli zrealizować marzenia, nawet te najskrytsze…

Nowy Rok będzie lepszy!

Wiem to, jakem wiedźma.

Czego też Wam i sobie szczerze życzę.

Do Siego Roku, Kochani!!!

 

A mnie może… może?… pomoże polubić… b… bbb… bbu… bbuuutle?

Eee,  to chyba jednak byłoby przegięcie…

Trzeba marzyć realnie, bo przecież… chociaż może?… w końcu cuda się zdarzają… 😉

W każdym razie tę zrobiłam bez przymusu i obrzydzenia, tak sama z siebie, bo zwyczajnie chciałam ją zrobić.

Więc może jest nadzieja??…

Butla jest prosta, bez specjalnych ozdobników.

Duża.

Czarna.

I srebrna.

Z odrobiną szmaragdu i mięty.

I turkusu.

I szczyptą złota.

I miedzi.

Lekko opalizująca błękitem.

Z przezroczystymi oknami na świat.

I z liściem, symbolem odrodzenia.

Ostatnia butla tego roku 🙂

ONA I ON, CZYLI ICH DWOJE…

-Ja! Ja! Ja będę mówił! – wydarł się Ori gdy tylko zobaczył, że siadam do klawiatury by napisać post – Ja!

-Ty nie możesz, maleńtas jeszcze jesteś i nie będziesz wiedział co powiedzieć – rzuciłam rozwrzeszczanemu futru próbując przywołać je do porządku – jak dorośniesz to będziesz.

-Już dorosłem, sama mówiłaś jak mierzyłaś „O, jaki duży kotek„, mówiiiłaś… Nie pamiętasz?

-Ależ pamiętam –  powiedziałam łagodnie jak do chorego, zgodnie z prawdą zresztą, bo mówiłam – ale to znaczyło, że jesteś duży kotek jak na kotka,  nie jak na dorosłego kota jednak. Na dorosłego to ty musisz jeszcze urosnąć.

-Ale ja wiem co powiedzieć – wrzeszczał dalej awanturując się na całego, strosząc groźnie wibrysy i tupiąc dodatkowo wszystkimi czterema łapkami dla większego efektu w podłogę, jakby chciał wydrukować na niej cztery dziurki – wiem, bo jestem bardzo mądry kotek. Też tak mówiłaś! Kłamałaś??

-No skąd! – spojrzałam z czułością na nastroszone futro  – Matki nie kłamią. Jak urośniesz to będziesz mógł pisać posty, obiecuję.

-Ale ja chcę teraz!

-Ty, niech mówi – mruknęła zaspana Szara, przewracając się na drugi bok w ciemnym kącie czerepu – spokój będzie. Nie mam  dzisiaj zdrowia do roboty, skonana jestem tymi twoimi bombkami, odpocząć muszę, śpiąca jestem. 

– Nooo moooże?… – zaczęłam się lekko łamać, bo prawdę mówiąc sama nie bardzo wiedziałam co by tu napisać, w dodatku Szara się sfoszyła i musiałabym gimnastykować się solo – przecież kiedyś dzieciak musi się zacząć uczyć, no to czemu nie właśnie teraz? W końcu faktycznie mądry z niego kotek, rokuje dobrze, może mnie zaskoczy?

Dobrze – zgodziłam się wracając do klawiatury – dzisiaj ty mówisz, a ja piszę. Zastanów się tylko dobrze, bo post musi być ciekawy, mieć wstęp, rozwinięcie i zakończenie, rozumiesz?

-No! Łatwizna! – napuszyło się futro, wywracając niebieskimi ślepkami z irytacją p.t. „nie gadaj bzdur, przecież każdy kot to wie!”

-To zaczynaj.

-Matka zrobiła butlę.

……………………………………………

-I co???

-I już!

 

Hmmm….no i w sumie ma rację…. w końcu „I już” wyczerpuje temat 😉

0IMG_5691 (32) 0IMG_5691 (30) 0IMG_5691 (29) 0IMG_5691 (28) 0IMG_5691 (27) 0IMG_5691 (26) 0IMG_5691 (25) 0IMG_5691 (24) 0IMG_5691 (23) 0IMG_5691 (22) 0IMG_5691 (21) 0IMG_5691 (20) 0IMG_5691 (19) 0IMG_5691 (18) 0IMG_5691 (17) 0IMG_5691 (16) 0IMG_5691 (15) 0IMG_5691 (14) 0IMG_5691 (13) 0IMG_5691 (12) 0IMG_5691 (11) 0IMG_5691 (9) 0IMG_5691 (8) 0IMG_5691 (7) 0IMG_5691 (6) 0IMG_5691 (5) 0IMG_5691 (1) 0IMG_5426 0IMG_5394 00IMG_5691 (12) 00IMG_5691 (11) 00IMG_5691 (10)

BO Z PATERAMI TO JEST FEST…

 

 

 

– Bo z paterami to jest fajno, oj fajno jest,
czy słońce świeci, czy też nawet gdy pada deszcz,
bo można maznąć sobie tu i tam,
i znowu tu, i znowu tam…

Szara darła się wniebogłosy, udając, że śpiewa, niemiłosiernie fałszując i przytupując sobie do taktu obu nóżkami, aż się echo niosło po czerepie całym i przyległościach, i to odkąd  tylko zobaczyłyśmy tę paterę wśród miliona rupieci na jakimś zapyziałym stoisku, pewnej zimowej niedzieli w Starej Rzeźni, czyli od jakiś jedenastu minut i szesnastu sekund, zupełnie nie dając mi się skupić.
– Zamknij się na chwilę, jak rany – warknęłam pod nosem – pomyśleć muszę.
– Co musisz?? Pomyśleć?? Dobre :)… bo z paterami to jest fajno.. – chyba zobaczyć czy ci bejmów starczy? No to se zobacz… oj fajno jest
– Żadne czy „starczy”… zresztą  nie mówi się czy „starczy”, a czy „wystarczy”, starczy to jest uwiąd… muszę pomyśleć czy ją brać – mruknęłam, przyglądając się paterze.
– Że co proszę? – Szara ze zdziwienia aż otworzyła otwór gębowy na całą szerokość i zapomniała dośpiewać do końca, nawet zaprzestała tupania, darując mi całe dwie sekundy boskiej ciszy – że niby co?? Ty nie myśl, bo to nie jest twoja najmocniejsza strona, ja tu jestem od myślenia, ty jesteś od płacenia. Bierz!
– Ale ty tylko zobacz… ona jest straszna – próbowałam nieśmiało negocjować – brzydka jak kupa i do niczego niepodobna, i pomazana jakąś nibychromową farbą jak do kołpaków, i brudna, i… no rzygrey to jest, a nie patera.
– A metalowa jest?
– Jest – potwierdziłam zgodnie z prawdą, bo ja prawdomówna bywam.
– A da się coś z niej zrobić sensownego?
– Bladozielonego pojęcia nie mam – odparłam, znów zresztą zgodnie z prawdą.
– No widzisz! bo można maznąć sobie tu i… – Bierz! …lalala tam… – najwyraźniej Szara zdołała już pokonać szok wywołany moją próbą samodzielnego myślenia i podjęła koncert ze zdwojoną siłą – i znowu tu, tralalala
– A może pooglądamy sobie jeszcze coś…
– O rany! Mało razy brałaś gorsze graty? I było dobrze? No przecież ty lubisz gemele. Bierz i nie marudź, bo widziałam jeszcze taki kloszyk, co by pasował do tej patery.
– Ale…
– Nie nudź kobieto, no ja cię nie poznaję jak boni dyni, jak stara baba jęczysz i mędzisz, a i tak wiadomo, że weźmiesz, no to już, bo czasu nie ma, a kloszyk czeka.
– No dobra, ale jak się nie da z nią nic zrobić, to ci ją do czerepu wstawię i metraż ci się drastycznie zmniejszy – ostrzegłam jeszcze Szarą, zupełnie nie wiedzieć po co, bo wiadomo przecież, że nie wstawię.

W końcu kupiłyśmy tę paterę i szczerze muszę przyznać, że naprawdę była okropna, tyle, że miała fajny kształt, dookoła dość ciekawy ażur i była metalowa, za to szata na niej była jakaś taka staro-matowo-aluminiowa, z ciemnymi przebarwieniami, zaraz mi się skojarzyło ze starymi łyżkami aluminiowymi, albo felgami samochodowymi malowanymi chałupniczo.
Kloszyk też kupiłyśmy w miodnokałkałkowym kolorku, takim bardziej rozwolnienieniowym nawet powiedziałabym, kolejny raz zgodnie z prawdą (muszę się zacząć pilnować, bo mi jeszcze ta prawdomówność w krew wejdzie…).
Ale za to szklany był i pasujący gabarytowo.

Pomyślałam, nawet, że jak polakieruję tę paterę na złoto, to będą do się pasowały wyśmienicie.
Polakierowałam i nie pasowały, co potwierdza tylko, że nie powinnam rzucać się na głęboką wodę z tym samodzielnym myśleniem.
No to przestałam myśleć z ulgą wielką, wyciągnęłam na warsztat co tam fabryka miała, i odpłynęłam sobie spokojne w światy równoległe 🙂 Lubię bywać w światach równoległych.

Gdy wróciłam do żywych, na stole stała patera – srebrna, delikatnie postarzona i spatynowana (no pewnie, że turkusem), dźwigająca na sobie klosz – też srebrny, delikatnie postarzony, z efektem Mercury Glass 🙂
Wystarczyło już tylko ją wypalić, bo z założenia użytkowa ma być, i voila – oto jest – moja stara nowa srebrna patera.

Ciekawe czy choć raz w życiu uda mi się zrobić i zamieścić jedno zdjęcie… albo jakieś dwa… no dobra – żeby chociaż tylko dziesięć… 🙁

Translate »