święta

now browsing by tag

 
 

KŁAMAŁAM…

Tak, nie da się ukryć – kłamałam… Całkiem niedawno powiedziałam głośno i wyraźnie, że kończę z czerwienią. Że mam jej dosyć. Że jej czas przeminął. Że definitywne finito. Że  doszłyśmy do rozdroża i nasze drogi się rozchodzą, i koniec, kropka, szlus.

No i co? Kłamałam!

Na swoje usprawiedliwienie nie mam nic, bo co to za tłumaczenie, że naprawdę tak myślałam? Żadne. I nie ma co się oszukiwać. Kłamałam i tyle.

Kłamałam, bo całkiem niespodziewanie wróciłam do czerwieni.

Jakoś tak bez zastanowienia sięgnęłam po tubę z czerwoną farbą i poooszłooo… Znowu popełniła się czerwona bombka. Znowu, choć zaklinałam się, że już nigdy więcej…

Jaki z tego  wniosek? Nigdy nie mów nigdy 😉

 

Medalion, akryl, średnica 12 cm, mixed-media

embossing, złocenia, mika,

szklane mikrokulki, barwniki dyspersyjne

czarny brokat diamentowy, biały brokat diamentowy, czerwony brokat,

farby akrylowe

żel z efektem szkła

 

 

CHODZIŁO ZA MNĄ ZŁOTO…

Długo i wytrwale. 

Ale zawsze jakiś inny kolor brał górę i wygrywał, ot choćby czerwień, która była ze mną przez ostatnie pół roku i która dokumentnie mi się już przejadła, i z którą się definitywnie pożegnałam moją ostatnią czerwoną bombką.

Nastało zatem kolorystyczne bezkrólewie. Czemu więc nie pobawić się w Midasa? Tym bardziej, że każde spojrzenie za okno nastraja melancholią i zniechęceniem, bo nic tyko szarość, ciemność i beznadzieja? Czemu nie dać szansy złotu? Bo przecież złot różnych mam zatrzęsienie – różnych: zielonych, starych, szampańskich, diamentowych, Inków, Majów, królewskich, perłowych, satynowych, Faraonów i co tam jeszcze producenci wymyślili, w farbach, płatkach, tuszach, brokatach, 

pastach i proszkach… Czemu więc nie dodać trochę blasku i złotego blichtru szarej rzeczywistości?

Pewnie, że dodać. W końcu nadchodzi czas Świąt, więc i okazja ku temu odpowiednia.

Zrobiłam zatem złotą bombkę.

A skoro miałam być tym Midasem to nie oszczędzałam i złotem tu aż kapie. Można by rzec, że złoto tu na złocie i złotem pogania. Ale co tam – raz nie zawsze, zawsze nie wciąż. Chciałam mieć złoto to i mam. Na jakiś czas mi wystarczy 🙂

 

Medalion, akryl, 12 cm

zdobiony wewnątrz i na zewnątrz

 

 

 

 

 

CZERWIEŃ JAK PIEKŁO GORĄCA, SŁODKA JAK MIŁOŚĆ I JAK ARGENTYŃSKIE TANGO NAMIĘTNA…

 

Czas płynie nieubłaganie, nastała jesień, zima za progiem czeka, a z zimą i Święta.

Nic więc dziwnego, że moje listopadowe projekty na warsztaty w Skoczowie nawiązują do zimy i Świąt właśnie.

Przygotowałam dla Was zimowe, oszronione pudło na pachnące i rozgrzewające herbaty, tak przez wszystkich kochane, gdy za oknem śnieg, szklany lampion, magiczne szkiełko, które ożywa gdy rozświetli je migotliwy płomień, szklaną bombonierę na pierniki lub inne łakocie i naturalnie bombkę…

Łączy je czerwień, ostatnio mój ulubiony kolor, szkło, i oczywiście świąteczny klimat. I brokat, bo bez niego nie ma Świąt.

 

 

JAK TEN CZAS SZYBKO PŁYNIE…

 

 

 

 

 

… dopiero były warsztaty w Skoczowie, a tu już za progiem następne…

Przedstawiam więc trzy nowe projekty – wszystkie będą realizowane na lutowych warsztatach.

Maska karnawałowa, bo jeszcze karnawał trwa,

jajo w stylu Faberge, bo Wielkanoc wkrótce

i skrzynka z romantycznym żaglowcem na skryte marzenia…

 

 

 

 

Ach, i byłabym zapomniała – pobawimy się nowymi żywicami Pentartu, a ja będę miała dla was niespodziankę – zupełnie, ale to zupełnie nową metodę złoceń, dopiero co wymyśloną przeze mnie właśnie przy okazji robienia jaja.

Zatem spotkajmy się w Skoczowie 🙂

Już dziś zapraszam.

BETONOWA DONICA…

Była mi potrzebna zaraz, już, natychmiast, bo ja niecierpliwa jestem ogromnie, a właśnie nabyłam drogą kupna fajowską choinkę i musiałam ją w coś posadzić. 

Już musiałam, bo mi jej żal było……

No dobrze, kłamię. Tak naprawdę to chciałam zrobić donicę, choinka to tylko pretekst.

Zabawiłam się więc w murarza i tynkarza, a potem w PSUJA, bo musiałam z niej cośtam odkuć, cośtam popsuć, bo jakaś taka za grzeczna była.

W efekcie moich konstruktywnych i destrukcyjnych działań powstało takie oto coś…

Póki co zamieszkała w niej choinka, a wiosną się zobaczy 🙂

I ZNOWU KARUZELA Z KONIKAMI…

 

 

 

…tym razem na olbrzymiej kuli-bombce.

Robiłam ją bardzo długo i już myślałam, że nie zdążę.  Ale, że ona  na specjalne zamówienie i na specjalną okazję, to się spięłam – i jest, w ostatnim momencie, bo termin na jutro już.

Pogoda jaka jest każdy widzi, co ma swoje odbicie w zdjęciach niestety… Bombka jest ogromna swoimi 20-stoma cm średnicy, błyszcząca, błyskająca i skrząca na maksa dzięki kryształom, mice i chyba kilogramowi 😉 brokatów różnych – czego oczywiście w tej dołującej aurze zaokiennej nie udało mi się pokazać… Ale możecie mi wierzyć, ona spokojnie mogłaby robić za dyskotekową kulę…

 

 

ŚWIĘTA, ŚWIĘTA…

… za pasem.

Już wkrótce nadejdzie tan najcudowniejszy w roku czas – oczekiwanie na magię.

Czas kolęd, choinki, świec, zapachu pierników  i ubierania domu w świąteczną szatę. I śniegu.

No z tym śniegiem to różnie ostatnio bywa, więc może go sobie zrobić samemu? Choćby na zawieszce, takiej, którą można powiesić w oknie żeby zaczarować pogodę? Może się opamięta i sypnie białym puchem w Wigilię?

No więc zrobiłam – taką szklaną, dużą, z mrozem i śniegiem, z błyszczącymi gwiazdami i z domkami utopionymi w śniegu…

 

 

szklana zawieszka, fi 15cm

 

 

DZIEJE SIĘ BAJKA…

 

 

 

Jest taki dzień, gdy dzieje się najpiękniejsza bajka świata.

Dzień pełen gwiazd, magii, ciepłych promyków świec, blasku choinki i zapachu pierników.

Dzień, w którym wszystkie dzieci są grzeczne.

Czekają z noskami przyklejonymi do szyby  na tę czarodziejską chwilę, gdy błyśnie pierwsza gwiazdka i gdy na niebie, wysoko, pojawi się On…

I oto jest!

Jedzie w saniach ciągnionych przez renifery, cały ośnieżony, bo z daleka bieży.  Rozpędzone reny krzeszą skry, sypiąc wokół okruchami gwiazd i lodu, migającymi w świetle jak diamenty. Nad nim rozgwieżdżone, zimowe niebo, pod nim ośnieżone chatynki zagubione w bezkresnym śniegu.

I wtedy zaczyna się magia…

Już niedługo…

 

Bombka plexi, fi 20cm

mixed-media

ZIMOWY WIDOK III, CZYLI BOMBKA DLA E-WNUKA…

Dawno, dawno temu zaadoptowałam sobie jedno takie dziewczę, wirtualnie, ale jednak. Adopcja, to adopcja.

I był to przebłysk geniuszu, bo dziewczę wyrosło na rasową decoupażystkę. Dumna jestem z niej niesłychanie.

A że e-córka była w pakiecie z dziecięciem, to za jednym zamachem mam też i e-wnuka 🙂

Gwizdka za pasem, bycie e-babcią zobowiązuje, zrobiłam więc mały prezent.

Kubusiu, mam nadzieję, że Ci się spodoba.

Wesołych Świąt!!

 

 

ZIMOWY WIDOK II…

Dzisiaj szybko, bo w biegu, więc bez zbędnych słów.

Znowu bombka z zimowym widokiem.

I wcale nie ostatnia 🙂

 

 

 

 

ŻEBY BYŁO JASNO I BŁYSZCZĄCO, I ŚWIĄTECZNIE, I MAGICZNIE…

Święta.

Już tuż, niemal za progiem, a siedziba rodowa jeszcze nawet nie zaczęła się stroić. Jeszcze jest jesienna i szara.

A ja zaplanowałam,  że w tym roku będzie skrząca, osypana szronem, jasna i migocząca blaskiem drgających płomieni świec, przeglądających się w każdej  drobinie brokatu, w każdym szklanym soplu wiszącym pod sufitem na jemiole, w każdej bombce na choince, w każdej perłowej gwiazdce leżącej na obrusie. Pracy jest więc mnóstwo, należałoby już się za owo strojenie zabrać, a tymczasem wciąż tkwię w pracowni… Co prawda mimochodem układam sobie w głowie plan co, jak i gdzie, ale jak na razie czysto teoretycznie. Jednak i takie teoretyzowanie ma sens, bo wpadł mi do głowy pomysł, który – mam nadzieję – rozwiąże mi problem, z którym borykam się co roku. Problem dla niektórych być może błahy, ale mnie on zawsze wprawia w mniejsze lub większe świąteczne rozedrganie. Otóż rzecz tyczy sztućców… 

Siedziba rodowa świętuje co roku w bardzo dużym gronie, jest fajnie, gwarnie, wesoło i, nie bójmy się przyznać, suto.

Stół jest pięknie przygotowany, biały obrus, świąteczna zastawa, srebra rodowe – wyczyszczone i błyszczące – karnie spięte świątecznymi pierścieniami , potrawy malowniczo ułożone w misach i na półmiskach zdobią środek stołu… 

Sprzątanie po wieczerzy polega li tylko  na zmianie zastawy, która teraz stoi sobie na bocznym stoliku w słupkach, kto chce bierze sobie talerz i podjada, bo na stole wciąż jest mnóstwo smakołyków, bierze sztućce… no właśnie, sztućce… zwykle leżą na owym stoliku  byle jak, w jakimś przypadkowym naczyniu, psujące mi ogólny ogląd i humor mi warząc wrażeniem bałaganu.

I otóż w tym roku już nie będzie przypadkowości, albowiem one też dostaną swoje własne, świąteczne pudło, oczywiście wpisane w ogólną, tegoroczną, skrząco-błyszczącą koncepcję dekoracyjną 🙂

Z zewnątrz surowe, ciemne, bardzo postarzone,  w środku jasne i błyskające milionem brokatowych drobinek na choinkach i ośnieżonych chatkach. Dałam mu uchwyty dla wygody i ozdoby, oraz nóżki, by można było wsunąć pod nie serwetki.

 

A gdy będzie już po Świętach wsypię do niego orzechy i postawię pod choinką. Ori hr. Kot bardzo lubi wybierać łapką orzechowe kulki i turlać je po całej podłodze, niech więc też ma świąteczną uciechę…

 

 

BOMBKI 2014

Tegoroczne bombki.
Te, którym zdążyłam zrobić sesję, bo z uwagi na pogodę – fatalną – niektóre odfrunęły bez dokumentacji…
Jeśli uda mi się jeszcze jakieś w tym roku popełnić i zdążę im zrobić portrety, to je tu dołożę.
Jeśli…

 

 

 

 

Ponieważ gdzieś tak pomiędzy bigosem a lepieniem pierogów udało mi się zrobić jeszcze jakieś bombki więc je tu wklejam 🙂

a właściwie wklejam jedną z trzech podobnych, bo ta została dla mnie.

To akrylowe serce zrobione na stare, baardzo stare, srebro, takie, co to błyszczącą świetność ma już jedynie we wspomnieniach…

Kto uważnie śledził tegoroczne bombkowe trendy, ten odgadnie, że w tym sercu widać moje zauroczenie dyziowymi sercami i gdzieś tam w tle jej serca majaczą, a kto jeszcze dokładniej się przyjrzy, ten zauważy, że zaopatrujemy się chyba w tym samym sklepie 😀

BOMBKI W KORONKACH…

 

 

 

 

Zauroczyły mnie przepiękne bombki Sylwii Serwin.

Rzadko mnie już ostatnio coś tak zaurocza. A one owszem. Bardzo. A nawet bardziej niż bardzo.

Udałam się więc do źródła pięknoty i wyraziłam chęć zainspirowania się, bo one w snach mnie nawiedzały, a moja szara komóreczka, co to ją na stanie mam w ilości sztuk jeden, zwana w skrócie Szarą , w kółko ględziła i nudziła – ty, no idź zobacz je jeszcze raz, no idź! No to szłam i się napawałam.

Słowem jednym ostatnio życie mi się kręciło tylko wokół nich, męczące to było poniekąd  i trzeba było coś z tym szybko począć, bo nieprzerobiona robota w kącie leżała i kwiczała cienko, a ja tylko te bombki oglądałam i oglądałam w kółko Macieju, no to w końcu poszłam do źródła z pytaniem czy zainspirować się mogę.

 

– A inspiruj się – rzekła Dobra Kobieta –  i rób, ale pod warunkiem, że jak zrobisz, to pokażesz.

 

Phi, łatwy warunek, pomyślałam sobie, pewnie, że mogę pokazać, co tam.

Ale zaraz, zaraz… a jak wyjdzie koszmarek? A przecież może! Nawet bardzo prawdopodobne jest, to co?

Przecież wstyd i śmiech na sali huknie. A ja mam dziecię nieletnie, które w jakąś traumę popaść może jak mać jego obśmieją (na bank nie popadnie, ale miło mi się tak myśli).

Jednak z drugiej strony  taką bombę a’la Sylvi to ja chcę mieć jak nie wiem co, to co?

 

– Ty, test najpierw zrób – szepnęła Szara – jak przeżyjesz to pokażesz.

 

No właśnie! Test!

 

– Dobra, mogę pokazać – odpowiedziałam Dobrej Kobiecie – ale tylko wtedy, jak po zrobieniu i zobaczeniu co mi wyszło trupem bladym nie padnę.

 

No i zabrałam się za robotę.

Bombę na stanie miałam tylko jedną jeszcze, dużą, akrylową setkę, pomysłu na nią już nie, a powielać ostatnio zrobionych obsydianowych nie chciałam, no to ją poświęciłam na ołtarzu chcenia.

 

Nie bardzo wiedziałam jak się za tę koronkową robotę zabrać, bo ja nie z tych „szydełkowych”, co prawda Sylwia mówiła, żeby wpaść na kawę, a ona pokaże co i jak, tyle, że ja musiałam jużteraznatychmiast, a to się nijak nie dawało pogodzić z jakimikolwiek podróżami, nawet bliskimi.

Ci co mnie znają, wiedzą aż za dobrze, że czekanie nie jest moją mocną stroną, ba, ono nie jest żadną moją stroną, bo  ja  nie posiadam w szerooookim wachlarzu zalet mych  rozlicznych czegoś takiego, co się nazywa cierpliwość, ja muszę już, albo wcale. Innej możliwość brak.

Tu „wcale” nie wchodziło w grę, zatem musiałam już.

 

To zaczęłam.

Najpierw kolor – łatwo poszło, padło na turkus.

Jasne, że turkus, bo lubię.

Potem…

No tego potem to ja już  nie pamiętam, bo niezauważenie odpłynęłam sobie w światy równoległe i dość szybko straciłam kontakt z bazą.

 

Gdy wróciłam do realności zobaczyłam COŚ.

 

– O jaśnista qundulencja, A-CO-TO-JEST?? – wyrwało mi się z głębi jestestwa mego, zdziwionego niepomiernie na widok.

 

– Jakieś chorelne Faberge? – uprzejmie, aczkolwiek złośliwie bardzo podsunął Najlepszy – tyle, że nie jajeczne, a bombowe. Widać przecież, nie?

 

Fakt. Widać. Chorelnie dobrze widać nawet, niestety…

 

No, że też ja trupem bladym na miejscu nie padłam, to ja pojąć nie mogę… zapewne uratował mnie ten turkus, albo cud jakiś nadprzyrodzony zaistniał, bo co innego?

 

Nic wszakże straconego i wszystko jeszcze przede mną, gdyż/albowiem/ponieważ/że Sylwia zabije mnie teraz śmiechem…

 

Ale umowa to umowa, a ja honorowa jestem i nie ma zmiłuj – zatem pokazuję.

Ech…

 

Proszę nie pytać dlaczego tylko trzy zdjęcia i dlaczego nie ma takich „dziennych”.

Już i tak nadto, że są te 😛

Nie wiem jak to się stało, ale Sylwia obejrzawszy tę moją  bombkę darowała mi życie i nie zabiła mnie śmiechem zaraz natychmiast, jak to coś ujrzała, więcej, ona nawet kurtuazyjnie powiedziała, że jej się podoba Big Grin Big Grin Big Grin 
no koń by się uśmiał…
mówiłam – Dobra Kobieta to jest!

Powtórzyła tylko, żebym jednak na tę kawę przyjechała, to nade mną popracuje 😉 No dało mi do myślenia.

Ale, że ja honorna jestem jakem już wyżej rzekła, a do tego postanowiłam się  zrehabilitować  – to i zrobiłam jeszcze jedną, tym razem obsydianową, otuloną srebrno-perłową koronką (podeszłam do zadania naukowo i tę koronkę robiłam już  inaczej i bardzo się pilnowałam żeby w równoległe nie ulecieć przy robocie).
Wszyscy wiedzą, że nie przepadam za symetrią, więc i tu jest asymetrycznie, inaczej niż u Sylwii, ale też nie chodziło mi o kopiowanie, a o inspirację jeno.
Bombka to spory sopel (11 cm), malowany od środka w „obsydiana”, na zewnątrz ma rzuconą koronkę, tak na ukos trochę, bo maskowałam łączenia Tongue

( strasznie mnie one drażnią w tych akrylowych bombkach i zawsze próbuję je jakoś utylizować, znaczy w tych, które robię ja, bo w innych aż tak mi nie przeszkadzają).

Zdjęć zrobiłam 115, słownie: sto piętnaście! z czego wybrałam 5, słownie: pięć! i to na siłę, bo i te powinnam odrzucić.
Trudność polega na tym, że ta koronka „łapie” światło w jakiś niekontrolowany sposób i dopiero wtedy ożywa, bez tego światła jest tylko srebrna, ze światłem – błyszcząco-srebrno-perłowa, tyle, że między złapanym, a niezłapanym światłem jest ułamek kąta tylko i złap tu biedny człeku ten ułamek tak, żeby tę perłę i błysk pokazać, w dodatku Sonka miała olbrzymią trudność, żeby dobrą ostrość chwycić, ale może coś na tych zdjęciach dojrzycie jednak, a jak nie, to chociaż może wyobraźnia Wam podpowie.

 

 

OBSYDIANOWE BOMBKI? DLACZEGO NIE…

Takie nietypowe, inne, czarne chodziły za mną od zawsze.

W zeszłym roku robiłam bombki – łezki, wymyśliłam je sobie  na wzór minerałów występujących w przyrodzie – ni to granity, ni to malachity, tudzież inne marmury – takie niekontrolowane przenikanie kolorów. Do tego trochę „metalu”, trochę złoceń i brokatu, i wyszło coś, co mnie samej się spodobało 🙂 .
Wyglądały tak:

 

 

Zrobiłam ich całkiem sporo, ale na czarne już czasu nie stało.
A chodzić za mną nie przestały…
No to wróciłam do pomysłu w tym roku i – jako przerywnik kolorystyczny, bo opanowały mnie bombki „kamienne” z użyciem Art Stone – popełniłam sobie dwie czarne…
Inspiracją był mi obsydian śnieżny, który w naturze wygląda tak (zdjęcie pochodzi z Internetu):

a moje bomby (bo przecież nie bombki ;)) tak:

Prawda, że trochę podobne?

Za surówkę posłużyły mi bombki akrylowe 100 mm, malowałam je ręcznie, od środka, żeby uzyskać ten nieskazitelny błysk oryginalnego minerału, mam nadzieję, że mi się udało 🙂
Łączenia zamaskowałam płynnymi perłami w kolorze srebra.

Z Wikipedii:

Obsydian (izofir) – kwaśna skała wylewna, złożona niemal wyłącznie ze szkliwa wulkanicznego, zawiera do 1% wody. Naturalne szkło. Powstaje w wyniku natychmiastowego stygnięcia magmy (lawy). Skład chemiczny związany jest z typem lawy i obejmuje bardzo wiele form, od obsydianu ryolitowego po fonolitowy. Obsydian znajduje się w wylewach lawy datowanych od ok. 60 mln lat aż do współczesności.

Obsydian śnieżny (ten, który był mi inspiracją) – to odmiana obsydianu czarnego, zwana też kwiatową, zawierającego liczne biało-szare krystality układające się w kształt płatków śniegu lub kwiatów.

W ezoteryce – obsydian jest kamieniem Koziorożca (Koziorożec to ja 🙂 ), wiąże się z działaniem Saturna. Amulety z obsydianu mają łagodne działanie, chronią, mobilizują do działania, każą mocno stąpać po ziemi. Jest to kamień wzmacniający poczucie własnej wartości, ale również zmuszający do stawiania sobie wymagań. Chroni przed złym wpływem innych, dlatego poleca się go osobom nieśmiałym, o łagodnym usposobieniu i miękkim sercu.
Uaktywnia zdolności parapsychiczne.

No! Osoba nieśmiała, o łagodnym usposobieniu i miękkim sercu, to wypisz-wymaluj – ja! Poza tym, że wiedźma 😛

Święta, Święta, Święta!…

 

 

 

 

Niech Wilii noc magiczna radość przyniesie.

I spokój.

Niech anioł z nieba myśli białych przywieje, zwiewnych jak puch…

Niech otoczy skrzydłem nadziei…

I kolędę zaśpiewa…

Niech…

Niech każda chwila tych Świąt  własnym żyje pięknem.

Niech grzeje i skrzy się w złotym blasku świec.

Niech ktoś do drzwi zapuka- przecież czeka nań miejsce…

I błękit betlejemski kołysze nas leciuchno, trwających w zachwycie nad cudem…

Niech.

Niech brylantowe gwiazdeczki skrzypią pod butami w drodze na Pasterkę…

Niech dzwony biją na chwałę…

Niech marzenia płyną wysoko… wysoko…

I niech się spełnią…

Niech!

….Kochani, wszyscy, którzy to czytacie –  

życzę Wam roziskrzonych, cudownych, pełnych magii Świąt.

Niech świętość Świąt w Was trwa.

I niech będą anielskie!

Niech!

I bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie życzenia – i te, które dotarły pocztą (również elektroniczną), i te zamieszczone już na blogu.

Translate »