stemple

now browsing by tag

 
 

KOSZ-OSŁONKA-NOSIDŁO…

… na zioła. Żeby na kuchennym parapecie ładnie było 🙂

Własnoręcznie wycięty z deseczek (nareszcie miałam okazję wykorzystać mój gwiazdkowy prezent, przepiękną, wymarzoną przeze mnie wyrzynarkę 🙂 ), własnoręcznie zbity i własnoręcznie ozdobiony.

Moja inspiracja dla ZieloneKoty

A WIOSNĄ W SIEMIANACH…

… będzie się działo!

Liczę, że się spotkamy 🙂

Będę na Was czekać.

 

 

 

ZIMOWY SŁÓJ NA PIERNIKI…

Lubię je robić, bo lubię pierniki.

Tym razem stał się zimowy i śnieżny, tak z tęsknoty za świętami, które drzewiej bywały, żeby choć na świątecznym stole jakaś namiastka zimy była 😉

To moja kolejna propozycja dla ZielonychKotów.

Słój jest duży, z elementami 3D, z obsypanymi śniegiem i skrzącym brokatem choinkami, z górami w białych czapach i z romantyczną chatką w zimowej scenerii…

Taki zimowy słój na pierniki.

Słój mixed-media, sole patynujące, stemple, wykrojniki, brokaty, złocenia, postarzenia

ŻEBY BYŁO JASNO I BŁYSZCZĄCO, I ŚWIĄTECZNIE, I MAGICZNIE…

Święta.

Już tuż, niemal za progiem, a siedziba rodowa jeszcze nawet nie zaczęła się stroić. Jeszcze jest jesienna i szara.

A ja zaplanowałam,  że w tym roku będzie skrząca, osypana szronem, jasna i migocząca blaskiem drgających płomieni świec, przeglądających się w każdej  drobinie brokatu, w każdym szklanym soplu wiszącym pod sufitem na jemiole, w każdej bombce na choince, w każdej perłowej gwiazdce leżącej na obrusie. Pracy jest więc mnóstwo, należałoby już się za owo strojenie zabrać, a tymczasem wciąż tkwię w pracowni… Co prawda mimochodem układam sobie w głowie plan co, jak i gdzie, ale jak na razie czysto teoretycznie. Jednak i takie teoretyzowanie ma sens, bo wpadł mi do głowy pomysł, który – mam nadzieję – rozwiąże mi problem, z którym borykam się co roku. Problem dla niektórych być może błahy, ale mnie on zawsze wprawia w mniejsze lub większe świąteczne rozedrganie. Otóż rzecz tyczy sztućców… 

Siedziba rodowa świętuje co roku w bardzo dużym gronie, jest fajnie, gwarnie, wesoło i, nie bójmy się przyznać, suto.

Stół jest pięknie przygotowany, biały obrus, świąteczna zastawa, srebra rodowe – wyczyszczone i błyszczące – karnie spięte świątecznymi pierścieniami , potrawy malowniczo ułożone w misach i na półmiskach zdobią środek stołu… 

Sprzątanie po wieczerzy polega li tylko  na zmianie zastawy, która teraz stoi sobie na bocznym stoliku w słupkach, kto chce bierze sobie talerz i podjada, bo na stole wciąż jest mnóstwo smakołyków, bierze sztućce… no właśnie, sztućce… zwykle leżą na owym stoliku  byle jak, w jakimś przypadkowym naczyniu, psujące mi ogólny ogląd i humor mi warząc wrażeniem bałaganu.

I otóż w tym roku już nie będzie przypadkowości, albowiem one też dostaną swoje własne, świąteczne pudło, oczywiście wpisane w ogólną, tegoroczną, skrząco-błyszczącą koncepcję dekoracyjną 🙂

Z zewnątrz surowe, ciemne, bardzo postarzone,  w środku jasne i błyskające milionem brokatowych drobinek na choinkach i ośnieżonych chatkach. Dałam mu uchwyty dla wygody i ozdoby, oraz nóżki, by można było wsunąć pod nie serwetki.

 

A gdy będzie już po Świętach wsypię do niego orzechy i postawię pod choinką. Ori hr. Kot bardzo lubi wybierać łapką orzechowe kulki i turlać je po całej podłodze, niech więc też ma świąteczną uciechę…

 

 

skrzynia z perłowym wiekiem…

 

 

 

i śladem czarciej racicy…

 

 

Stała od jakiegoś czasu pobejcowana, stała… i czekała.

Patrzyłam sobie na nią od czasu do czasu, patrzyłam… i nic… dalej stała… i czekała.

Może dlatego, że bejca na niej ma kolor zielony? może…

lubię zielony, ale niekoniecznie w pracy (o swojej mówię oczywiście, bo u innych to i owszem…).

 

Można by więc – nie bez racji wielkiej – spytać dlaczego, u kaduka, dałam jej zieloną bejcę?…

właśnie – dlaczego, do czarta, pobejcowałam ją na zielono???!!!

otóż tego „dlaczego?” nie wie nikt, nawet ja – pobejcowałam i już….

może to Diabeł mnie znów podkusił? (taaa… na bank to wina Złego!)

a może to bozia rozum mi odebrała?… (też być może…)

bo też faktycznie  po co?  skoro nie lubię??  i trudno mi się z zielenią współpracuje???

 

Stała więc sobie taka zielona, stała…. i wciąż nic… czekała…

żadnej struny we mnie nie poruszyła, nic mi w jestestwie mym wewnętrznym nie zadrgało, nic moja szara jedynaczka nie szeptała, żadnych obrazów moje duszne oczy nie widziały…

Nic.

Aż przyszedł czas, że zupełnie nieoczekiwanie wzięłam ją w ręce – bez żadnej głębszej myśli, bez żadnego konkretnego projektu, bez żadnego planu, bez udziału woli nawet  – ja tylko wzięłam, a ręce już same zrobiły to, co zrobiły…

nooo, może nie tak do końca same, bo udział Diabła w tym, że się tak wyrażę – dziele stworzenia – też jednak jakiś musiał być, bo ślady swe zostawił, i to wcale niemało – ba! tak bogiem a prawdą,  to całkiem nawet sporo…

 

Zupełnie nie wiem jak tę skrzynię sklasyfikować? Bo, że nie do decoupage ją przypisać, to pewne  – ona nic z decoupage nie ma wspólnego, nic a nic…

 

Więc w jaką szufladę ją wsadzić??

 

Wieko ma pokryte masą perłową – to dzieło rąk, a w niej Diabeł perfidnie kopytem  wzory poodciskał, więc  ręce  ratować próbowały zapamiętale papierem ściernym trąc, no to Diabeł podstępnie tuszami chlapnął, no to ręce znów tym papierem przecierały metodycznie i cierpliwie, no to Diabeł-wstręciuch jeszcze raz tusze wylał, ale pewnie się wściekł, bo złośliwie użył innych zupełnie kolorów, no to ręce  apiat  za papier, no to Diabeł na złość złotem pojechał, no to ręce

uff, lekko nie było…

 

a potem jeszcze te boki – ręce szablony walnęły złotą farbą metaliczną, no to  Diabeł na to stemple machnął – dwukolorowe, a co!… i jeszcze miejscami emboss wtrynił…

 

cóż więc to jest??

 

chyba jak nic diabelską szufladę na takie twory przyjdzie mi stworzyć…

Jak nic.

 

Ja to tylko uchwyt z guzika zrobiłam, ćwieki wbiłam i ten rant na wieku… i tyle w niej – skrzyni – mojego…

aaaa…. no i ta bejca zielona też moja…

chociaż może i nie… bo skoro ona z kuszenia się wzięła, to może ona nie tak do końca moja??…

ech….

 

Translate »