pisanki

now browsing by tag

 
 

MIXED-MEDIA Z PENTACOLOREM – EDYCJA TRZECIA…

 

Komplet Foie Gras

Serdecznie zapraszam na trzecie już warsztaty w Skoczowie – Mixed-media z Pentacolorem, które będę miała zaszczyt dla Was poprowadzić.

Tym razem przygotowałam trzy projekty – szklany talerz z pięknym papierem  ( z nowej kolekcji Stamperii) i dwie gęsie wydmuszki, ozdobione w technice mixed-media z elementami decoupage. Pobawimy się strukturą, fakturą i obrazem.

Przedmioty, pomimo różnych sposobów zdobienia, stanowią bardzo ciekawy, wielkanocny komplet.

Warsztaty odbędą się 05. marca 2016r w Skoczowie – zapisy tu.

 

 

 

Z wielką przyjemnością znowu się z Wami spotkam 🙂

 

JAJA? JAJA!

 

 

W klimacie innym, pewnie nie każdemu bliskim i dla niektórych może nawet kontrowersyjnym i nie do przyjęcia – wszak nie ma na nich nawet śladu kwiatków, kurczaczków, zajączków. Nawet bazi.

I – poza ogólnym skojarzeniem z jajem (kształt) – niewiele mają wspólnego z Wielkanocą.

Ale ja tak właśnie lubię 🙂

Są więc stare, zardzewiałe, popękane i pobrudzone.

I tylko gdzieniegdzie widać ślad ich dawnej świetności, bo tylko w niektórych miejscach wyziera na światło dzienne kawałek złocenia, jak dawno przebrzmiały złoty sen…

 

A potem pomyślałam, że stare jaja muszą mieć  stary talerz 🙂

Zrobiłam więc i taki. W pakiecie. Żeby pasowało.

 

 A jeszcze później dorobiłam parę jaj kamiennych i jedno niebiesko-złote…

 

i dwa takie, hmmmm… właściwie nie wiadomo jakie, w kolorach mieszanych, z przewagą zszarzałej niebieskości…

I tym właśnie niebieskoszaromieszanym akcentem sezon jajcarski 2015 uważam za definitywnie zamknięty 🙂

OBYWATEL CE DRUGI Z JAJAMI…

Miałam ci ja kiedyś przyjaciela.

Dawno to było, bo od tego czasu minęło niepostrzeżenie już parę lat.

Na imię miał Obywatel Ce.

Fajnie nam było razem, niestety do czasu, bo kiedyś, na skutek nieszczęśliwych splotów okoliczności, zniknął pewnego czarnego dnia z mojego życia bezpowrotnie.

Odżałować go nie mogłam, w rozpaczy  pogrążyłam się bezdennej,  wspominałam go bezustannie,  wreszcie napisałam  coś na kształt epitafium, by zamknąć ten rozdział w swoim życiu.

Brzmiało to mniej-więcej tak (tekst napisany w okresie żałoby):

__________________________________________________________________________________

No i rzucił mnie!

Mój kochany, najdroższy, jedyny…

Moja wielka miłość!!

Po latach spędzonych razem w szczęśliwym związku.

Był mi zawsze wierny,  choć o mnie nie można powiedzieć tego samego… Zdarzały mi się zdrady, jakieś przelotne fascynacje, zauroczenia…

Ale przecież zawsze do Niego wracałam!  A On zawsze wspaniałomyślnie mi wybaczał. Wydaliśmy wspólnie na świat setki ( ba, tysiące!) cudownych, wspaniałych dzieci.. Wciąż pod powiekami mam Jego obraz – te doskonałe kształty, te zgrabne krągłości, w sam raz pasujące do mej dłoni, to domagające się wciąż nowych pieszczot,  wysuwające się, okrągłe „coś”…

Kochałam Go!

Rozumieliśmy się bez słów, często wiedział co ja myślę zanim jeszcze zdołałam sama o tym pomyśleć. Byliśmy razem na wielu romantycznych randkach, pokazał mi wiele cudownych miejsc, uczył mnie zachwytów nad zachodami słońca. To On bezbłędnie kierował moją ręką, by potem wyszła z tego rozkosz dla oczu…

A teraz jestem sama…

Ciągle nie mogę się otrząsnąć z szoku. Jak On mógł?? Przecież mnie kochał, czułam to!  Wiem, to moja wina! Znowu Go zdradziłam.

Dzieci Letnie* chciały zabrać Go ze sobą na wyprawę do Turcji, On nie chciał jechać, nawet się schował przebiegle za kanapą, ale ja się zawzięłam, znalazłam i kazałam być posłusznym.

Pojechał i  nie wrócił!!

Dzieci coś tam pokrętnie tłumaczyły… że one się nie spodziewały… że taki stary(!)… i  że same były zaskoczone, bo już pierwszego dnia ktoś Go ukradł…

Ale  ja i tak wiem, że to On nie potrafił mi wybaczyć kolejnej zdrady!

Ja…. ja, która zawsze byłam zazdrosna o jego wdzięki, która nie mogłam ścierpieć, kiedy ktoś obcy miłośnie Go dotykał – ja  sama wepchnęłam Go w te ręce obce.

W końcu wybrał więc wolność, pozostawiając mnie w bólu.

Mój dobry mąż widząc mą rozpacz szybko znalazł mi pocieszycielkę. To aparatka. Jest młoda, dobrze ubrana, zgrabna, wykształcona, zna wiele sztuczek… Ma na imię SONKA… cóż, dość  pretensjonalnie… Gdzież jej do mojego cudownego, przystojnego CANONA??!

Zresztą ja jestem zdecydowanie hetero, nie homo, w jaki więc sposób mogłabym stworzyć z nią udany związek??!

Poza tym ona jest czarna

I taka wyniosła…

Nie, żebym była rasistką…

Ale czarna kobieta nie odzywa się do białej kobiety!
Ja, co prawda, nie mam czystego sumienia.
Wiem, że ona wie, że to ja deklamowałam z lubością wielką: „Murzynek Bambo w Afryce mieszka, brudny i durny ten nasz koleżka”.

Na pewno wie też, kto zaczytywał się „Przeminęło z wiatrem”, ale za nic nie chciał czytać  „Chaty wuja Toma”.

– No kto? Ja!

I komu było bliżej do Scarlett  w zielonej sukience i cudnym kapeluszu, a lata świetlne do Mammy?

– No komu? Mnie!

I kto w liceum chciał mieć czarnego Kunta Kinte do noszenia torby i otwierania drzwi do klasy?
– Tak, tak… ja!…
I kto marzył o czarnej, grubej niani dla moich dzieci, żebym mogła spokojnie zająć się barwnymi rzeczami tego świata?
– Nooo  właaśnie…

Cóż…  ostatecznie mogę ją podziwiać.

Ale, na Zeusa Gromowładnego! – przecież nie kochać!!

Zresztą i zwykłą przyjaźń z nią czarno widzę…

 

* Dzieci Letnie – zwane w rodzinie Letnimi,  w odróżnieniu od Nieletniego.

________________________________________________________

 

Przeżyłam z aparatką w trudnym związku następne parę lat. Ale nie pokochałyśmy się nigdy.

Szybko zresztą dorobiła się drugiego imienia – Czarna Małpa. Była złośliwa i nieprzewidywalna.

A ostatnio zwyczajnie się zbiesiła i już nawet nie chciała ostrzyć, że o kłamliwych kolorach  nie wspomnę.

Zwyczajnie znielubiłam ją jeszcze bardziej (nie wiem czy to jeszcze bardziej ma sens, bo chyba ani jeszcze, ani bardziej już się nie da).

Nie chciałam już z nią być. Chciałam rozwodu.

I stało się 🙂

Pewnego pięknego dnia, znaczy wczoraj, zawitał w me progi Obywatel Ce Drugi, późny wnuk Obywatela Ce, zwany pieszczotliwie OCDusiem.

Jest czarny! Jakiż to piękny kolor  🙂

Jest silny. I duży.

Elegancki, przystojny i baaaardzo męski!

Zakochałam się w nim bez pamięci od pierwszego wejrzenia.

Już wtedy, gdy go delikatnie wyjmowałam z pudła,  serce mi trzepotało i w brzuchu miałam najprawdziwsze motyle.

Cudny, cudny, cudny!

Jeszcze się dobrze nie znamy, jeszcze się uczymy swoich ciał, jeszcze mi nie powiedział co umie i potrafi, ale już wiem, że pasujemy do siebie jak dwie połówki jabłka, że jednak związek damsko-męski to jest to, co wiedźmy lubią najbardziej.

No i to duże okrągłe z przodu, tak doskonale leżące w mej dłoni…

Kocham go! 🙂

 

Na pierwszy wspólny ogień wybraliśmy sobie jaja.

Tak na dobrą wróżbę, żeby nam się  same udane dzieci rodziły…

Wiem, wiem,  te zdjęcia jeszcze nie są doskonałe, jeszcze im trochę brakuje, ale to nie jest wina OCD, to ja jestem winna.

Ja.

 

 

wspomnieniowo – j jak jajko

 

 

 

 

 

 

Translate »