patera – malowane szkło

now browsing by tag

 
 

SZKŁO, SZKŁO, SZKŁO… LUBIĘ!

 

 

 

 

Dawno nie robiłam i już bardzo mi było do niego tęskno, więc jak tylko się trafiła okazja, to natychmiast skorzystałam.

I oto się stała – szklana patera okuta w złoto.

Malowana profesjonalnymi farbami do szkła, z wykorzystaniem mik, szlagmetali, liquidów i innych magicznych specyfików w pozłotnictwie niezbędnych z wykorzystaniem technik mixed-mediowych.

Postarzana mocno, bo chciałam, by w starym złocie była.

Zdobiona malachitową zielenią i głębokim kobaltem. I złotem, i miedzią, i czernią. I ciepłym brązem.

Słowem patera na bogato 🙂

A jak szkło to zdjęć milion, a i tak nawet ten milion nie jest w stanie pokazać wszystkich niuansów i smaczków, niestety…

Patera jest projektem na najbliższe warsztaty w Gdyni 28. maja 2017

Zapisy tu

 

 

 

 

PATERKA, MAŁY KLEJNOCIK DLA EWY…

 

 

 

 

Niewielka, szklana paterka.

Była wyzwaniem, bo musiałam  zdecydować, którą jej część (wnętrze czy zewnętrze) wyeksponować. Myśl, że obie, odrzuciłam od razu, była zbyt mała. Postanowiłam więc, że tym razem środek będzie stonowany, a poszaleję sobie na zewnątrz.

I tak też się stało. Narzuciłam sobie niebywały reżim, wszak miałam pod ręką alkohole w całej palecie barw. Nie raz i nie dziesięć cofałam rękę, która już, już sięgała po kolejne kolorowe buteleczki, nie raz i nie dziesięć z żalem odstawiałam słoiczki z pastami.

W zasięgu ręki pozostawiłam tylko miedź, zieleń, złoto, czerń i turkus. Udało się, choć przyznaję  bez bicia – lekko nie było.

Środek powstał spokojny. Głównie w kolorze miedzi, która jest tu kolorem przewodnim i tylko gdzieniegdzie przebija zieleń, złoto,  i czerń. 

Mogłam odetchnąć.

I z ulgą przeszłam do następnego etapu – do zewnętrznej części, gdzie już żadnych ograniczeń sobie nie stawiałam.

Poszło gładko, tak myślę, bo bardzo szybko przestałam kontrolować co robię – robota robiła się sama, a ja błądziłam sobie spokojnie po łąkach i polach świata równoległego.

Pamiętam tylko, że okułam ją srebrem, choć jak potem na nią spojrzałam, to samej trudno było mi w to uwierzyć…

 

 

 

TAAAKA RYBA

Czy ja lubię ryby?

Nie.

Zdecydowanie nie.

Absolutnie nie.

Nie lubię.

Więcej – ryby to jedyne stworzenia boskie, których się najzwyczajniej w świecie boję.

Nie rusza mnie pająk, wąż, żaba, ani nawet mysz czy inny robal. Za to rusza mnie ryba.

Nie dotknę tego za nic na świecie. Nie i już. Obojętnie czy to jest w całości, czy w formie  filetów. Ryba to ryba, nawet rozkawałkowana.

Ja nawet ryb nie jadam. I Wigilia nie stanowi tu wyjątku.

Gdyby nie to, że podoba mi się ich różnorodność, boskie kolory, często w takich zestawieniach barw, że sama nigdy bym na takie nie wpadła (tych egzotycznych), i że kocham chłodne srebro ich łusek (tych naszych), i że godzinami mogę patrzeć na ich taniec i zwinność w wodzie – ot, kobieta zmienną jest i nieprzewidywalną – to mogłyby dla mnie zniknąć z tego łez padołu.

Aż tu kiedyś, niespodziewanie, dostałam RYBĘ (dziękuję raz jeszcze Gosiu) w formie suweniru.

I o cielsku imponujących rozmiarów – 34 x 41 cm! – swojej szklanej powierzchni. Szklanej! Czyli spokojnie swoją niechęć mogłam odłożyć do kąta, bo ona szkła (nawet jeśli ono rybą jest) nie obejmuje.

Bo szkło to ja kocham miłością przeogromną, gdyby ktoś, w co wątpię, jeszcze o tym nie słyszał :).

Bo szkło daje się cudnie malować i przeinaczać.

Bo szkła dawno nie tykałam.

Bo strasznie mi się już chciało tknąć.

Bo… Bo… I bo…

Więc to, że to szkło rybą było, kompletnie się przestało liczyć. Liczyło się tylko malowanie.

No to sobie zmalowałam. Po swojemu. A że – jak rzekłam – cielsko imponujące w swej wielkości ryba miała, to i malowania było, że hej. I mogłam tu wszystko (bo to moje szkło) – i kolory egzotycznych, i srebro naszych, i wszystko inne też…

I nawet mogłam rdzę, z czego skwapliwie skorzystałam i cały spód zardzewiłam 😉

Wiedziałam, że druga TAAAKA RYBA  może  już mi się nie trafić, więc z tym większą ochotą pozbyłam się wszelkich hamulców…

No, a potem… a potem wzięłam na randkę OCD i urodziliśmy wspólnie wiele, naprawdę wiele dzieci. Tak wiele, że z wyborem tych, które dostąpią zaszczytu prezentacji na blogu miałam strasznie dużo roboty. Chyba nawet więcej niż z samymi malowankami.

Tak to już niestety jest, że każdy fragment tego malowanego szkła żyje własnym życiem i aż żal życia tego nie pokazać.

Stąd też ta histeryczna w ilości mnogość zdjęć.

I wcale nie jestem pewna, że wybrałam te naj…

 

Z tęsknoty za jesienią – patera…

 

 

 

 

 

Czekam na jesień, wypatruję jej znaków, tęsknię, bo to moja ulubiona pora roku…

Na drzewach liście jeszcze zielone, ale już wkrótce przyobleką się w te wszystkie  przecudne kolory, zrudzieje trawa,  po ogrodzie będzie się snuła mgła… już wkrótce…

Wtedy będę szczęśliwa.

Zanim jednak Jesień Barwnooka obejmie świat we władanie minie jeszcze parę tygodni, a ja musiałam utulić jakoś swoją tęsknotę –  i tak oto powstała patera Jesienna Impresja.

Mam nadzieję, że choć trochę przypomina jesienny, kolorowy liść…

 

 

 

 

szklana patera 280×170 mm, malowana alkoholami, nóżki (kaboszony), wypalana.

 

 

Wir – patera jak życie…

… a  oto moje najmłodsze dziecko – patera Wir… wszystko w niej wiruje, kręci się, ciągnie, skręca, przeplata – zupełnie  jak w życiu… począwszy od kształtu aż po kolory. Nie jest zbyt duża (no, mała też nie jest 🙂 ) twórca dał jej  wielkość średniego talerza, a ja dałam kolory…

a kolorystyka? no tak, wiadomo – moja olubiona, jak mawiało kiedyś moje nieletnie dziecko, pacholęciem będąc. Są tu fiolety, są różne odcienie niebieskiego, jest czerwień i zieleń, a wszystkie one doprawione złotem i odrobiną miedzi… ach, i srebrem jeszcze…

Tło pomalowałam farbą metaliczną, dzięki czemu w zależności od padającego światła i jego natężenia, i ono  „wiruje” od jasnego fioletu po ciemne jego odcienie…

Tak… myślę, że dobrze ją nazwałam, bo przecież ona cała wirem jest…

 

 

 

Taka ryba

Jak tylko zobaczyłam kształt tej patery to zaraz wiedziałam – ryba! Nic tylko ryba, bo też nic innego

być nie mogło – ona już była rybą.

Wystarczyło ją tylko pomalować…

No to pomalowałam.

I lekko pozłociłam.

I miedzi rzuciłam.

I  trochę akryli przydałam.

I nóżki w odpowiednim kolorze przykleiłam.

I oto  ona – Taaaka ryba w pełnej krasie.

Patera oszczędnościowa…

Malowanie na szkle wciągnęło mnie z siłą, która samą mnie zaskoczyła…  Odłogiem legł mój ukochany decoupage, zarzuciłam nawet wypady z  Sonką ( Sonka to moja aparatka, wciąż mam z nią jakieś problemy, bo Czarna  złośliwa jest jak rzadko…  pewnie wkrótce coś o niej napiszę…) więc i fotografia legła zapomniana – nic tylko szkło i szkło…

Malowałam wszystko co mi wpadło w ręce – małe, duże, średnie – wszystko… Nic więc dziwnego, że cały zapas farb, które pieczołowicie kompletowałam, strasznie mi się skurczył ( a i tak w tych buteleczkach było ich mało)… skurczył – to chyba niezbyt adekwatne określenie stanu faktycznego – ich pozostało po parę kropelek w kolorze zaledwie… a ja miałam do zrobienia kolejną paterę… a tych farb po kropelce… a patera spora… a czasu na kupno nowych kolorowanek nie miałam… a patera łypała niepomalowanym okiem i szyderczo się śmiała – ” Co? nie potrafisz??… wymyślasz, że ci się farbki skończyły??? taaa… paluszek i główka…. a gdzie kreatywność?!…

No fakt, kreatywność chyba mi przysnęła gdzieś w ciemnym kątku duszy, ale w porę się obudziła.

I powstała PATERA OSZCZĘDNOŚCIOWA.

Połączyłam w niej technikę złoceń i malowanie akrylami z techniką malowania tuszami.

 

 

 

 

 


Gwiazda – patera energetyczna

… ta patera była następna…

Gwiazda, element już obecny i absolutnie z nią nierozerwalny, przywiódł mi na myśl niezmierzony  kosmos, i wybuch super nowej, i słoneczne protuberancje, i  wiatr kosmiczny, i zorzę polarną…

stąd też dobór kolorów użytych do jej malowania.

Miałam nadzieję na przednią zabawę i się nie zawiodłam –  powstało coś ogromnie energetycznego i chyba optymistycznego. Otrzymało tytuł ” Energia”.

 

szklana patera - Energia

szklana patera – Energia

szklana patera - Energia

szklana patera – Energia

szklana patera - Energia

szklana patera – Energia

szklana patera - Energia

szklana patera – Energia

szklana patera - Energia

szklana patera – Energia

szklana patera - Energia

szklana patera – Energia

patera - widok ogólny

patera – widok ogólny

 

Patera – Trawy w kolorze blue

Malowaniem szkła zainteresowałam się  całkiem niedawno  i – jak to często bywa, a już w moim przypadku to nawet nie często, a nagminnie – całkiem przypadkowo…

Zobaczyłam, spróbowałam i  wpadłam po uszy, po samą kokardkę nawet.

I już wiem na pewno – lubię malować szkło, z całą pewnością lubię…

Fascynuje mnie  nieprzewidywalność końcowego efektu i to bajkowe przenikanie kolorów, i  fantastyka  kształtów w jakie rozlewa się barwa,  i absolutna niepowtarzalność tego co wyjdzie i…  no, po prostu lubię ten sport i już.

Zabawę w malowanie zaczęłam od pater.

Ta była pierwsza…

Nazwałam ją „Trawy w kolorze blue” – bo są tu trawy  i kolor blue też obecny…

zDSC01081zDSC01080zDSC01077zDSC01074zDSC01068zDSC01065

 

 

Szkło jest malowane od spodu, następnie  pokrywane specjalnym medium i wypalane,  jest więc w pełni użytkowe.

 

Translate »