pasta pozłotnicza

now browsing by tag

 
 

MALACHIT I SREBRO…

 

 

Dwa drewniane świeczniki w kolorze głębokiego malachitu, okute w srebrne trawy…

SUN WINGED

To praca sprzed prawie 5 lat, nigdy nie pokazana, bo choć już parę razy próbowałam robić jej zdjęcia – nigdy nie wyszły.
Aż dziś Natura okazała się wspaniałomyślna i trafiłam na idealną porę, i idealne światło – i oto jest – SŁOŃCE ZE SKRZYDŁAMI.
To była świetna zabawa strukturami, fakturami i wszelkimi możliwymi złoceniami, zabawa szpachlą i pędzlem, gąbką i palcem, tkaniną, papierem, drewnem, piaskiem, i właściwie wszystkim co pod ręką… Sama się zdziwiłam, że wyszło z tego skrzydlate słońce…
A najfajniejsze w tym obrazie jest to, że on wciąż się zmienia. Jeszcze parę tygodni temu miał niebo w tonacji srebrno-szaro-ołowianej, a dziś ma w różnych odcieniach niebieskości, w dodatku dość ostrych, lekko tylko przytłumionych i rzadko przeze mnie używanych. Ale takich właśnie barw było mi teraz trzeba… Wystarczyło tylko zmiksować trochę farb, mgiełek i wosków. 

blejtram 90x30cm

mixed-media

ETRUSCAN HORSE – ARTIFACT…

 

Koń etruski – jedyny taki, oryginalny, typowy dla sztuki Etrurii i niespotykany w innych kulturach – dla mnie najpiękniejszy na świecie.

Chciałam takiego mieć.

Od bardzo dawna i bardzo. A nawet bardziej niż bardzo.

Wciąż się jednak nie składało, żeby sobie takiego konia zrobić i choć w kwestii chcenia nic się przez lata nie zmieniało (wciąż było constans) to konia jak nie było tak nie było.

I nagle acz niespodziewanie nadeszła odpowiednia chwila, nie zwiastowana wcześniej żadnymi znakami. Wzięłam do ręki narzędzia  i…  koń się stał.

Etruski. Z miedzi i brązu, duży i pokryty patyną tysiącleci.

Umieściłam go na żelaznej płycie,  bo to przecież epoka brązu i żelaza- stareńkiej, nadżartej przez czas i pordzewiałej,  z resztkami antycznego tynku, który  opatrzyłam w etruskie runy i ubrałam w wyblakłe już, etruskie kolory…

Panel 55×42 cm

pierwszy z projektów na jesienne warsztaty autorskie

 

 

 

 

 

MIXED-MEDIA Z PENTACOLOREM, EDYCJA DZIESIĄTA…

 

 

 

… już wkrótce, w czerwcu, spotkamy się w Skoczowie 🙂

Przedstawiam Wam więc projekty, które na to spotkanie przygotowałam:

  1. Notatnik i piórnik wykonany w technice monotypii (mojej ostatniej miłości)

2. White Angel – tynk

3. Czas Maków – blejtram, impasto

Zapisy: tu…

LAMPION Z POWIEWEM SECESJI…

 

 

Przyszła.

Nareszcie!

I rozgościła się na dobre.

Pani Zielonooka, pachnąca kwiatami, rozśpiewana ptasimi trelami, kolorowa i wyzłocona słońcem.

Wyczekana i wytęskniona.

Wiosna.

A wraz z nią nastał czas romantycznych wieczorów, ciepłych i długich, czas spotkań z przyjaciółmi w ogrodzie, na tarasie lub na balkonie.

Lubicie takie wieczory?

Wiem, że lubicie, bo kto by siedział w domu, gdy wokół szaleje przyroda i mami nas milionem woni przypisanych tylko wiośnie, a gdzieś obok śpiewa słowik ukryty w bzach?

Znacie kogoś takiego? Ja nie znam…

Zapraszam więc Was na wieczorne pogaduchy do wiosennego ogrodu, usiądźmy i porozmawiajmy przy lampce wina i nastrojowym blasku świecy.

Przygotowałam nawet na tę okazję lampion, żeby psotny wiatr nie zdmuchnął jej płomienia…

Jest szklany i duży. Zdobią go elementy roślinne, trochę nawiązujące do ukochanej przeze mnie secesji.

Wykonany w technice mixed-media.

Pozostawiłam na nim dość dużo czystego szkła, żeby nie tłumił światła, a tylko je rozpraszał.

 

 

 

PUDŁO STAMPS VOYAGER VINTAGE…

Jestem Vika, i jestem stemploholiczką.

Tak, tak, jestem nieuleczalną stemploholiczką. Zbieram te stemple od lat, wrzucam  bez ładu i składu do szuflady, a jak trzeba jakiś znaleźć, to przerzucam te góry silikonu i gumy w nieskończoność, tracąc przy tym nerwy. Postanowiłam więc coś z tym zrobić i jakoś nad tym chaosem wreszcie zapanować.

I stąd pomysł na pudło (pierwsze u mnie, ale już wiem, że będą następne, bo pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę) i na tematyczną segregację.

Jako pierwsze postanowiłam ujarzmić stemple o tematyce podróżniczej, a to za sprawą cudnych papierów Stamperii z serii Sea Land.

Jak tylko je ujrzałam to zaraz wiedziałam, że muszę coś z nimi zrobić, bo były na nich… balony.

A balony kocham miłością wielką i  dozgonną….

Pudło powstało jako inspiracja dla Sztuki Zdobienia – tam też znajdziecie opis wykonania pudła i specyfikację wszystkich materiałów użytych przeze mnie w tym projekcie.

 

DREAM OF STRUKTURES…

…czyli zabawa strukturami.

Mixed-mediowy panel na ścianę z miedzianym skrzydlatym sercem.

Zainspirowały nie korkowe panele – bogactwo faktur (i kolorów!), które występują na takich panelach jest przeogromne. Chciałabym mieć je wszystkie, ale na jednym dekorze okazało się to niemożliwe. Udało mi się stworzyć ich raptem pięć, przy czym piątą umieściłam na ramie. Najtrudniej było  te faktury połączyć w całość, przekładałam wszystkie elementy w nieskończoność zamieniając je miejscami i nie mogłam się zdecydować. Wyglądało to jak układanie puzzli i nie miało końca. Aż wreszcie, zmęczona niczym Syzyf, ułożyłam je na chybił-trafił i zaraz przykleiłam, żeby już mnie nie kusiło.

Jest jak jest.

I choć teraz myślę, że mogłabym je ułożyć inaczej, to już przepadło!

Panel  30x40cm, hdf, mixed-media.

ŁAZIENKA BLACK AND WHITE Z NUTKĄ DEKADENCJI…

 

 

… czyli moja stara-nowa łazienka po metamorfozie, która chodziła za mną od lat i wreszcie się stała. Kosztowała mnie mnóstwo pracy, wiele nerwów i niespodziewanych zwrotów akcji (łącznie z kuciem płytek i klejeniem ich na nowo, bo trzykrotnie zostały przewiercone kable…) ale jest taka, jaką chciałam żeby była. Farby Vittorino, transfery grafik starego Posen z  XIX i początku XX wieku i takież anonsy z ówczesnej poznańskiej prasy włożone w metalowe ramki, formy i stemple IOD. Dodatki kute (wieszaki, uchwyty i podpórki pod półki) z serii GNER, do których dorobiłam trochę swoich z tym samym logo. Stara, stuletnia komoda i jej nadstawka, która awansowała i żyje życiem samodzielnym, w zupełnie nowej szacie (bez zmiany pozostawiłam tylko oryginalne witraże w nadstawce). Część płytek przemalowana, żeby bardziej pasowały. Słowem totalna przemiana.

CHODZIŁO ZA MNĄ ZŁOTO…

Długo i wytrwale. 

Ale zawsze jakiś inny kolor brał górę i wygrywał, ot choćby czerwień, która była ze mną przez ostatnie pół roku i która dokumentnie mi się już przejadła, i z którą się definitywnie pożegnałam moją ostatnią czerwoną bombką.

Nastało zatem kolorystyczne bezkrólewie. Czemu więc nie pobawić się w Midasa? Tym bardziej, że każde spojrzenie za okno nastraja melancholią i zniechęceniem, bo nic tyko szarość, ciemność i beznadzieja? Czemu nie dać szansy złotu? Bo przecież złot różnych mam zatrzęsienie – różnych: zielonych, starych, szampańskich, diamentowych, Inków, Majów, królewskich, perłowych, satynowych, Faraonów i co tam jeszcze producenci wymyślili, w farbach, płatkach, tuszach, brokatach, 

pastach i proszkach… Czemu więc nie dodać trochę blasku i złotego blichtru szarej rzeczywistości?

Pewnie, że dodać. W końcu nadchodzi czas Świąt, więc i okazja ku temu odpowiednia.

Zrobiłam zatem złotą bombkę.

A skoro miałam być tym Midasem to nie oszczędzałam i złotem tu aż kapie. Można by rzec, że złoto tu na złocie i złotem pogania. Ale co tam – raz nie zawsze, zawsze nie wciąż. Chciałam mieć złoto to i mam. Na jakiś czas mi wystarczy 🙂

 

Medalion, akryl, 12 cm

zdobiony wewnątrz i na zewnątrz

 

 

 

 

 

CZERWIEŃ JAK PIEKŁO GORĄCA, SŁODKA JAK MIŁOŚĆ I JAK ARGENTYŃSKIE TANGO NAMIĘTNA…

 

Czas płynie nieubłaganie, nastała jesień, zima za progiem czeka, a z zimą i Święta.

Nic więc dziwnego, że moje listopadowe projekty na warsztaty w Skoczowie nawiązują do zimy i Świąt właśnie.

Przygotowałam dla Was zimowe, oszronione pudło na pachnące i rozgrzewające herbaty, tak przez wszystkich kochane, gdy za oknem śnieg, szklany lampion, magiczne szkiełko, które ożywa gdy rozświetli je migotliwy płomień, szklaną bombonierę na pierniki lub inne łakocie i naturalnie bombkę…

Łączy je czerwień, ostatnio mój ulubiony kolor, szkło, i oczywiście świąteczny klimat. I brokat, bo bez niego nie ma Świąt.

 

 

WULKAN – ASCETYCZNY GLAMOUR…

 

 

Jak tylko go zobaczyłam, natychmiast błysnęła mi myśl – wulkan! 

Bo ten wazon właśnie tak wyglądał, jak wulkan z kraterem…

Jest z grubego (0,7 cm) , lanego szkła, w pięknym kształcie, z grubym dnem.

Trochę trwało zanim mogłam do niego usiąść, musiał swoje odczekać, bo do robienia szkła trzeba mieć natchnienie i spokój. Szkło  nie lubi wykradanego czasu. Szkło jest zaborcze.

Ale jak wreszcie wyjęłam ten wazon z pudła po kilku miesiącach zapomnienia to znów pomyślałam – wulkan.

Postanowiłam zatem zrobić go inaczej niż dotychczas.

Chciałam, by z jednej strony był delikatny i gładki, z drugiej zaś surowy i chropowaty. I żeby był raczej monochromatyczny. Dlatego użyłam tylko dwóch kolorów – srebra i czerni.

I żeby był pełen kontrastów.

Stąd znalazło się tu stare, spatynowane, kute srebro obok gładkiego i jasnego, stąd jest szorstkość  lawy mieniącej się  „stopionymi” rudami metali obok przezroczystego i błyszczącego szkła. Jest też efekt lustra widoczny od środka (niestety nie udało mi się do końca tego sfotografować, ale jest, słowo!).

Połączyłam więc efekt glamour z surowością i ascetyzmem.

A oto i on – mój Wulkan 🙂

Wazon 27×27 cm, lane szkło, część kompletu

mixed-media

wypalany

przedmiot użytkowy

Projekt autorski.

 

 

 

 

ŚLUBNE PUDŁO – INACZEJ…

 

 

Miałam zrobić pudło na ślubne wino.

I dostałam carte blanche 🙂

Postanowiłam więc podejść do tematu zupełnie inaczej, nieszablonowo i indywidualnie, bez przypisanej ślubom kolorystyki, bez opatrzonych atrybutów typu obrączki, połączone ręce i tym podobnych.

Nie znaczy to jednak, że to pudło jest bezosobowe. Nie jest. Nawet wprost przeciwnie, pełne jest odniesień do wspólnego życia, pełne symboli i dobrych życzeń.

Dlatego znalazły się tu elementy czerwieni, bo to kolor miłości, złota kojarzącego się z bogactwem, jest czerń nocy i liliowy brzask, jest słońce i deszcz…

Jest też sentencja, jako przesłanie na wspólne dni – NON SINE SOLE IRIS, żeby pamiętali.

I są  litery, by mogli odtąd pisać swój własny, wspólny esej.

I imiona Młodych, i data ślubu.

I jest tańczący żuraw, który w kulturze dalekiego wschodu jest symbolem szczęścia, radości i powodzenia.

 

SIEMIANY Z POWIEWEM WSCHODU…

 

 

Długo się zastanawiałam, co przygotować na tegoroczne jesienne warsztaty w siemiańskiej Cykadzie …

Myślałam i myślałam… i myślałam… Aż wreszcie przyszedł ten moment, że usiadłam i się zrobiło.

Pudło.

Ogromne i z nutą wschodu, który to wschód chodził za mną od dawna, i znów z czerwienią.

Takie z mandalą, złotem, rdzą i granatem.

I z kryształowym uchwytem.

I okute w metal. 

Pełne kontrastów.

Mam nadzieję, że mojej siemiańskiej rodzinie się spodoba 🙂

WSCHODNIE PUDŁO 

Projekt autorski.

Okrągłe pudło, średnica 33,5 cm

wysokość 17,5 cm

mixed-media

JESIEŃ RETROSPEKCJA…

Kocham jesień. Od zawsze.

Co roku jak tylko kończy się wiosna zaczynam na nią czekać. Naprzeciwko mojego okna rośnie jarzębina. Patrzę na nią codziennie, obserwuję jak wypuszcza liście, jak kwitnie, jak zawiązuje owoce i jak one zaczynają się przebarwiać. Najpierw są niepozorne, zielone, potem stają się różowe i z każdym dniem ich barwa intensywnieje. Teraz są czerwone i to znak, że jesień już blisko. Więc czekam…

Lubię czekać. Wyobrażam sobie wtedy jaka ta jesień będzie – ciepła i słoneczna? Kolorowa jak paleta szalonego malarza? Zamglona i nostalgiczna? Szara jak dym z ogniska czy brązowa jak kasztany? A może złota jak astry? Deszczowa? Bardziej wrześniowo-październikowa czy listopadowa? 

Jaka?

Nie wiem, czekam…

Żeby sobie skrócić ten czas oczekiwania spróbowałam sobie namalować jesienie, które przeminęły. Połączyłam wszystkie moje wspomnienia w jedno. Stąd jest tu i ciepłe, wrześniowe słońce, błyszczące kolorami październikowe drzewa, jest jasne, zamglone niebo i jesienna szaruga listopadowych dni.

Jesień. Rozpasana kolorami, bogata owocami, romantyczna i zadumana odlotem ptaków, smutna deszczem, dynamiczna wiatrem i spokojna mgłą.

Nie jestem malarzem, nawet nie próbuję być, bo zwyczajnie nie umiem malować.

Ale ten obraz namalować musiałam…

Jesień retrospekcja.

Taka moja w środku lata.

deska, farby kredowe, barwniki mineralne, mika, złocenia, postarzenia, fakrury

WIELKA TACA I KUFEREK W PARZE…

 

 

 

Taca sama w sobie już była fajna. I duża, a ja duże gabaryty lubię, więc poszło gładko.

Tym bardziej, że znowu poszłam w kontrasty. Stąd obok faktur na rantach pojawia się gładka i błyszcząca tafla, obok matu błysk, obok złota – szarość i czerń. Przemyciłam też czerwień, od której się ostatnio nie mogę odczepić. I ulubione stemple…

Wykorzystałam tu mix technik i mix materiałów i w rezultacie powstało coś, co wygląda tak:

 

Za to z kuferkiem już tak łatwo nie było.

Zdobienia musiałam zgrać ze stylem, w jakim wykonano kufer, powalczyć z mdf, a to zupełnie inna bajka niż drewno i zmierzyć się z samą sobą, żeby nie iść w przekorę :), a bardzo mnie ciągnęło.

Tu też jest całe mnóstwo kontrastów – i w kolorystyce, i błysku i macie, gładkości i chropowatości.

I wiele technik połączonych w jedność 🙂

taca – 52×40 cm, mixed-media

kufer – 26x17x10 cm, mixed-media

Oba przedmioty to projekty na sierpniowe warsztaty w Gdyni, w DecoHobby, zapisy tu: klik 

Translate »