mika

now browsing by tag

 
 

WIATR WIEJE ZE WSCHODU…

czyli duża księga-organizer z lirą w technice ombre, z wielowarstwowym tłem i „alkoholowa” patera oraz porcelanowe jaja inspirowane starą, japońską sztuką kintsukuroi.

Słowem wabi-sabi – piękno w niedoskonałości 🙂

Projekty na najbliższe spotkanie w Skoczowie – już 09 – 10 marca.

 

 

 

ŁAZIENKA BLACK AND WHITE Z NUTKĄ DEKADENCJI…

 

 

… czyli moja stara-nowa łazienka po metamorfozie, która chodziła za mną od lat i wreszcie się stała. Kosztowała mnie mnóstwo pracy, wiele nerwów i niespodziewanych zwrotów akcji (łącznie z kuciem płytek i klejeniem ich na nowo, bo trzykrotnie zostały przewiercone kable…) ale jest taka, jaką chciałam żeby była. Farby Vittorino, transfery grafik starego Posen z  XIX i początku XX wieku i takież anonsy z ówczesnej poznańskiej prasy włożone w metalowe ramki, formy i stemple IOD. Dodatki kute (wieszaki, uchwyty i podpórki pod półki) z serii GNER, do których dorobiłam trochę swoich z tym samym logo. Stara, stuletnia komoda i jej nadstawka, która awansowała i żyje życiem samodzielnym, w zupełnie nowej szacie (bez zmiany pozostawiłam tylko oryginalne witraże w nadstawce). Część płytek przemalowana, żeby bardziej pasowały. Słowem totalna przemiana.

OPOWIEŚĆ WIGILIJNA…

 

Dawno chciałam zrobić dekorację świąteczną, która byłaby zupełnie biała. Do tej pory nigdy jeszcze mi się to nie udało, bo zawsze w którymś momencie maznęłam nieopacznie kolorem, albo bitumem, albo innym woskiem. Nigdy, aż do teraz…

Zrobiłam białą! Taką od A do Zet białą, bo nawet jak gdzieś tam jest kolor, to i tak jest zgaszony bielą.

Jest jasna, błyszcząca mrozem i szronem, z Gwiazdorem i maleńkimi, szklanymi bombeczkami. I z gałązkami świerku osypanymi białymi gwiazdeczkami śniegu. I z zimową kamieniczką. I z gwiazdami – białymi – na zimowym niebie. I z małymi, modrzewiowymi szyszuniami, które przewidująco wybieliłam sobie jeszcze latem.

Mam więc swoją własną Opowieść Wigilijną, nieodparcie kojarzącą się z Dickensem.

Zawieszka drewno i akryl, średnica 20 cm

mixed-media z elementami decoupage i scrapbookingu

KŁAMAŁAM…

Tak, nie da się ukryć – kłamałam… Całkiem niedawno powiedziałam głośno i wyraźnie, że kończę z czerwienią. Że mam jej dosyć. Że jej czas przeminął. Że definitywne finito. Że  doszłyśmy do rozdroża i nasze drogi się rozchodzą, i koniec, kropka, szlus.

No i co? Kłamałam!

Na swoje usprawiedliwienie nie mam nic, bo co to za tłumaczenie, że naprawdę tak myślałam? Żadne. I nie ma co się oszukiwać. Kłamałam i tyle.

Kłamałam, bo całkiem niespodziewanie wróciłam do czerwieni.

Jakoś tak bez zastanowienia sięgnęłam po tubę z czerwoną farbą i poooszłooo… Znowu popełniła się czerwona bombka. Znowu, choć zaklinałam się, że już nigdy więcej…

Jaki z tego  wniosek? Nigdy nie mów nigdy 😉

 

Medalion, akryl, średnica 12 cm, mixed-media

embossing, złocenia, mika,

szklane mikrokulki, barwniki dyspersyjne

czarny brokat diamentowy, biały brokat diamentowy, czerwony brokat,

farby akrylowe

żel z efektem szkła

 

 

CHODZIŁO ZA MNĄ ZŁOTO…

Długo i wytrwale. 

Ale zawsze jakiś inny kolor brał górę i wygrywał, ot choćby czerwień, która była ze mną przez ostatnie pół roku i która dokumentnie mi się już przejadła, i z którą się definitywnie pożegnałam moją ostatnią czerwoną bombką.

Nastało zatem kolorystyczne bezkrólewie. Czemu więc nie pobawić się w Midasa? Tym bardziej, że każde spojrzenie za okno nastraja melancholią i zniechęceniem, bo nic tyko szarość, ciemność i beznadzieja? Czemu nie dać szansy złotu? Bo przecież złot różnych mam zatrzęsienie – różnych: zielonych, starych, szampańskich, diamentowych, Inków, Majów, królewskich, perłowych, satynowych, Faraonów i co tam jeszcze producenci wymyślili, w farbach, płatkach, tuszach, brokatach, 

pastach i proszkach… Czemu więc nie dodać trochę blasku i złotego blichtru szarej rzeczywistości?

Pewnie, że dodać. W końcu nadchodzi czas Świąt, więc i okazja ku temu odpowiednia.

Zrobiłam zatem złotą bombkę.

A skoro miałam być tym Midasem to nie oszczędzałam i złotem tu aż kapie. Można by rzec, że złoto tu na złocie i złotem pogania. Ale co tam – raz nie zawsze, zawsze nie wciąż. Chciałam mieć złoto to i mam. Na jakiś czas mi wystarczy 🙂

 

Medalion, akryl, 12 cm

zdobiony wewnątrz i na zewnątrz

 

 

 

 

 

ŚWIĘTA, MAGIA I BROKAT…

Za oknem mokro i ponuro. Wiatr gnie drzewa, deszcz dzwoni w okienne szyby, dni są krótkie i szare. I to jest właśnie ten czas gdy zaczynamy myśleć o Świętach. Tęsknimy do rozświetlonej choinki, do skrzących się w blasku świec bombek, do odświętnie przystrojonych okien. Tęsknimy do magii…

I ja Wam tę magię przynoszę, bo mój świąteczny witraż specjalnie przygotowany na najbliższe warsztaty w Farbach i Kredkach, gościnnym poznańskim sklepie, taki jest. Roziskrzony brokatem, błyskający złotem i miedzią, delikatnie przepuszczający światło – słowem świąteczny i radosny. I magiczny, zmieniający kolory jak za dotknięciem czarodziejskie różdżki, gdy tylko padnie na niego najmniejszy promyk światła…

CZERWIEŃ JAK PIEKŁO GORĄCA, SŁODKA JAK MIŁOŚĆ I JAK ARGENTYŃSKIE TANGO NAMIĘTNA…

 

Czas płynie nieubłaganie, nastała jesień, zima za progiem czeka, a z zimą i Święta.

Nic więc dziwnego, że moje listopadowe projekty na warsztaty w Skoczowie nawiązują do zimy i Świąt właśnie.

Przygotowałam dla Was zimowe, oszronione pudło na pachnące i rozgrzewające herbaty, tak przez wszystkich kochane, gdy za oknem śnieg, szklany lampion, magiczne szkiełko, które ożywa gdy rozświetli je migotliwy płomień, szklaną bombonierę na pierniki lub inne łakocie i naturalnie bombkę…

Łączy je czerwień, ostatnio mój ulubiony kolor, szkło, i oczywiście świąteczny klimat. I brokat, bo bez niego nie ma Świąt.

 

 

WULKAN – ASCETYCZNY GLAMOUR…

 

 

Jak tylko go zobaczyłam, natychmiast błysnęła mi myśl – wulkan! 

Bo ten wazon właśnie tak wyglądał, jak wulkan z kraterem…

Jest z grubego (0,7 cm) , lanego szkła, w pięknym kształcie, z grubym dnem.

Trochę trwało zanim mogłam do niego usiąść, musiał swoje odczekać, bo do robienia szkła trzeba mieć natchnienie i spokój. Szkło  nie lubi wykradanego czasu. Szkło jest zaborcze.

Ale jak wreszcie wyjęłam ten wazon z pudła po kilku miesiącach zapomnienia to znów pomyślałam – wulkan.

Postanowiłam zatem zrobić go inaczej niż dotychczas.

Chciałam, by z jednej strony był delikatny i gładki, z drugiej zaś surowy i chropowaty. I żeby był raczej monochromatyczny. Dlatego użyłam tylko dwóch kolorów – srebra i czerni.

I żeby był pełen kontrastów.

Stąd znalazło się tu stare, spatynowane, kute srebro obok gładkiego i jasnego, stąd jest szorstkość  lawy mieniącej się  „stopionymi” rudami metali obok przezroczystego i błyszczącego szkła. Jest też efekt lustra widoczny od środka (niestety nie udało mi się do końca tego sfotografować, ale jest, słowo!).

Połączyłam więc efekt glamour z surowością i ascetyzmem.

A oto i on – mój Wulkan 🙂

Wazon 27×27 cm, lane szkło, część kompletu

mixed-media

wypalany

przedmiot użytkowy

Projekt autorski.

 

 

 

 

ŚLUBNE PUDŁO – INACZEJ…

 

 

Miałam zrobić pudło na ślubne wino.

I dostałam carte blanche 🙂

Postanowiłam więc podejść do tematu zupełnie inaczej, nieszablonowo i indywidualnie, bez przypisanej ślubom kolorystyki, bez opatrzonych atrybutów typu obrączki, połączone ręce i tym podobnych.

Nie znaczy to jednak, że to pudło jest bezosobowe. Nie jest. Nawet wprost przeciwnie, pełne jest odniesień do wspólnego życia, pełne symboli i dobrych życzeń.

Dlatego znalazły się tu elementy czerwieni, bo to kolor miłości, złota kojarzącego się z bogactwem, jest czerń nocy i liliowy brzask, jest słońce i deszcz…

Jest też sentencja, jako przesłanie na wspólne dni – NON SINE SOLE IRIS, żeby pamiętali.

I są  litery, by mogli odtąd pisać swój własny, wspólny esej.

I imiona Młodych, i data ślubu.

I jest tańczący żuraw, który w kulturze dalekiego wschodu jest symbolem szczęścia, radości i powodzenia.

 

JESIEŃ RETROSPEKCJA…

Kocham jesień. Od zawsze.

Co roku jak tylko kończy się wiosna zaczynam na nią czekać. Naprzeciwko mojego okna rośnie jarzębina. Patrzę na nią codziennie, obserwuję jak wypuszcza liście, jak kwitnie, jak zawiązuje owoce i jak one zaczynają się przebarwiać. Najpierw są niepozorne, zielone, potem stają się różowe i z każdym dniem ich barwa intensywnieje. Teraz są czerwone i to znak, że jesień już blisko. Więc czekam…

Lubię czekać. Wyobrażam sobie wtedy jaka ta jesień będzie – ciepła i słoneczna? Kolorowa jak paleta szalonego malarza? Zamglona i nostalgiczna? Szara jak dym z ogniska czy brązowa jak kasztany? A może złota jak astry? Deszczowa? Bardziej wrześniowo-październikowa czy listopadowa? 

Jaka?

Nie wiem, czekam…

Żeby sobie skrócić ten czas oczekiwania spróbowałam sobie namalować jesienie, które przeminęły. Połączyłam wszystkie moje wspomnienia w jedno. Stąd jest tu i ciepłe, wrześniowe słońce, błyszczące kolorami październikowe drzewa, jest jasne, zamglone niebo i jesienna szaruga listopadowych dni.

Jesień. Rozpasana kolorami, bogata owocami, romantyczna i zadumana odlotem ptaków, smutna deszczem, dynamiczna wiatrem i spokojna mgłą.

Nie jestem malarzem, nawet nie próbuję być, bo zwyczajnie nie umiem malować.

Ale ten obraz namalować musiałam…

Jesień retrospekcja.

Taka moja w środku lata.

deska, farby kredowe, barwniki mineralne, mika, złocenia, postarzenia, fakrury

WIELKA TACA I KUFEREK W PARZE…

 

 

 

Taca sama w sobie już była fajna. I duża, a ja duże gabaryty lubię, więc poszło gładko.

Tym bardziej, że znowu poszłam w kontrasty. Stąd obok faktur na rantach pojawia się gładka i błyszcząca tafla, obok matu błysk, obok złota – szarość i czerń. Przemyciłam też czerwień, od której się ostatnio nie mogę odczepić. I ulubione stemple…

Wykorzystałam tu mix technik i mix materiałów i w rezultacie powstało coś, co wygląda tak:

 

Za to z kuferkiem już tak łatwo nie było.

Zdobienia musiałam zgrać ze stylem, w jakim wykonano kufer, powalczyć z mdf, a to zupełnie inna bajka niż drewno i zmierzyć się z samą sobą, żeby nie iść w przekorę :), a bardzo mnie ciągnęło.

Tu też jest całe mnóstwo kontrastów – i w kolorystyce, i błysku i macie, gładkości i chropowatości.

I wiele technik połączonych w jedność 🙂

taca – 52×40 cm, mixed-media

kufer – 26x17x10 cm, mixed-media

Oba przedmioty to projekty na sierpniowe warsztaty w Gdyni, w DecoHobby, zapisy tu: klik 

SZKŁO, SZKŁO, SZKŁO… LUBIĘ!

 

 

 

 

Dawno nie robiłam i już bardzo mi było do niego tęskno, więc jak tylko się trafiła okazja, to natychmiast skorzystałam.

I oto się stała – szklana patera okuta w złoto.

Malowana profesjonalnymi farbami do szkła, z wykorzystaniem mik, szlagmetali, liquidów i innych magicznych specyfików w pozłotnictwie niezbędnych z wykorzystaniem technik mixed-mediowych.

Postarzana mocno, bo chciałam, by w starym złocie była.

Zdobiona malachitową zielenią i głębokim kobaltem. I złotem, i miedzią, i czernią. I ciepłym brązem.

Słowem patera na bogato 🙂

A jak szkło to zdjęć milion, a i tak nawet ten milion nie jest w stanie pokazać wszystkich niuansów i smaczków, niestety…

 

 

 

 

 

DZIEJE SIĘ BAJKA…

 

 

 

Jest taki dzień, gdy dzieje się najpiękniejsza bajka świata.

Dzień pełen gwiazd, magii, ciepłych promyków świec, blasku choinki i zapachu pierników.

Dzień, w którym wszystkie dzieci są grzeczne.

Czekają z noskami przyklejonymi do szyby  na tę czarodziejską chwilę, gdy błyśnie pierwsza gwiazdka i gdy na niebie, wysoko, pojawi się On…

I oto jest!

Jedzie w saniach ciągnionych przez renifery, cały ośnieżony, bo z daleka bieży.  Rozpędzone reny krzeszą skry, sypiąc wokół okruchami gwiazd i lodu, migającymi w świetle jak diamenty. Nad nim rozgwieżdżone, zimowe niebo, pod nim ośnieżone chatynki zagubione w bezkresnym śniegu.

I wtedy zaczyna się magia…

Już niedługo…

 

Bombka plexi, fi 20cm

mixed-media

VERSACE Z LUSTREM, CZYLI SKRZYNIA I MEDALION…

 

 

 

 

 

Skrzynia w stylu Versace.

A jak Versace, to złoto. I czerń. I złoto. I czerwień. Złoto. I błękity. I oczywiście złoto.

Czyli przepych, błysk i meduza z meandrami.

No więc to wszystko tu jest 🙂 A nawet więcej, bo meduz jest pięć…

Skrzynia jest duża – 350mm x 190mm i przygotowałam ją specjalnie na najbliższe listopadowe warsztaty w Skoczowie.

 

Drugim projektem realizowanym na warsztatach będzie duży – 160mm średnicy – akrylowy medalion z efektem lustra.

Zdobiony równie bogato jak skrzynia, pięknie połyskujący w świetle, z drobinami złota i z lustrzaną taflą.

 

LE BALLON 1783

 

 

 

 

Mam i ja!

Coś z motywem balonu mam.

Chciałoby się powiedzieć – wreszcie! Bo od dawna chciałam mieć, ale jakoś się nie składało żeby ten projekt zrealizować. Nic nie było na tyle dobre, żeby nosić na sobie balony. A balony zawsze mnie urzekały. Uwielbiam patrzeć na nie, nie tylko w realu, bo to zdarza się mi rzadko, ale na wszelkie grafiki z tym motywem. Zawsze wtedy odpływam w jakiś inny świat, pełen romantyzmu, przygody, pełen niezbadanego i niebezpiecznego, ale jakże pięknego…

I nagle, zupełnie niespodziewanie jak to u mnie często bywa, poszła iskra i mam.

Iskrą okazał się mały, niepozorny szablon, który niedawno trafił w moje ręce. Trafił i oto stało się – zrobiłam pierwszą rzecz w życiu z motywem balonu – starą księgę. A żeby było śmieszniej szablon nie ma nic wspólnego z balonami, to taka zwykła, trochę ozdobna ramka (dałam go na grzbiecie księgi), ale jak widać jego sprawcza moc okazała się wielka, bo dzięki niemu ta balonowa księga powstała.

Jest „stara”, nawiązuje do pierwszego lotu balonem – w 1783r. – którą to datę uwieczniłam zresztą. To, że jest to księga, to znowu dzieło przypadku, zwyczajnie nie miałam nic innego, co pasowałoby rozmiarem do szablonu, a szukanie, zamawianie i czekanie na coś odpowiedniego odpadało w przedbiegach, bo musiałam zrobić już i teraz.

Księga utrzymana jest w kolorystyce złoto-czarno-brązowej. Dzięki temu metalicznemu złotu (i rozlicznym metalowym dodatkom również delikatnie pozłoconym) pięknie odbija słonce (co okazało się zmorą przy fotografowaniu), a dzięki ciemnym kolorom (i przetarciom) od razu wygląda na starą. Wykonana jest w technice mixed-mediowej z elementami decoupage.

I jest moja 🙂

Zdjęć milion, bo ona w każdym położeniu jest inna, no i w każdym fragmencie swojego książkowego ciała też.

 

Translate »