konturówka

now browsing by tag

 
 

KAMIEŃ I SZKLANA MOZAIKA – CZYLI SKRZYNKA DREAMS…

 

 

 

 

 

 

 

No prawie kamień i prawie szklana, ale za to na pewno skrzynka 🙂

Trochę trwało zanim powstała i tym razem nie dlatego, że nie miałam na nią pomysłu, a dlatego, że zachciało mi się malować tę mozaikę specjalnymi farbami do szkła, a one schną 72 godziny – każda warstwa, a tu są dwie, a potem jeszcze musiałam ją zalać żywicą, czyli doszło kolejne 36 godzin, a przedtem robiłam obramowanie do tej mozaiki – wysokie, żeby farby i żywica się nie przelały i żeby wyglądało jakby każdy kwadracik mozaiki był w srebro okuty,  więc konturówkę kładłam czterokrotnie, oczywiście czekając aż każda poprzednio położona wyschnie. Zrobienie kamienia przy tym to pikuś – raptem pół dnia i już, ale ta mozaika dała mi popalić. Jedyną rozrywką w czasie oczekiwania na końcowy efekt było podglądanie jak te farby z każdą godziną się zmieniają, jak się przenikają zanim wyschną i za każdym spojrzeniem wyglądają inaczej…

Ale w końcu skończyłam i oto jest – kamienna skrzynka z mozaiką na wieku.

Kamień wygląda jak trawertyn, czego niestety nie udało mi się do końca pokazać na fotografiach, a mozaika ma turkusowe kropki i oglądana pod kątem wygląda jak trójwymiarowa (skutek malowania warstwami). 

Ten sam odcień turkusu „włożyłam” również do środka skrzynki żeby zgrać kolorystycznie wnętrze z zewnętrzem 😉

 

 

 

ZNOWU RDZA…

Dostałam kiedyś ceramiczną osłonkę. Na doniczki. Sama bym takiej nie kupiła, ale darowanej w zęby przecież się nie zagląda. No to przyjęłam z dobrodziejstwem inwentarza.

Wystawiłam ją na taras..

Była sobie  na tym tarasie i była. Najpierw ją przestawiałam z kąta w kąt, ale później tak się do niej przyzwyczaiłam, że już  jej nie dostrzegałam. Nawet podczas podlewania kwiatów jej  nie widziałam. Ot, po prostu jeszcze jeden przedmiot „miany”. Gdyby chociaż miała jakiś fajny kolor, ale nie – była taka jakaś bezpłciowa, jasna, zwykła, bez pazura.

I pewnie dalej by sobie była, taka zwyczajna i niezauważalna, gdyby jeden z Budrysów, który przy okazji eksploracji wyżynnych rejonów tarasowych, nie zrzucił jej na zbity pysk, rozmnażając ją natychmiast w cztery skorupy.

Tak się zresztą tym wystraszył, że do końca dnia miałam najgrzeczniejsze dziecko pod słońcem, co wrednie wykorzystałam do granic możliwości bez żadnych skrupułów i wyrzutów sumienia każąc mu w cichości rysować kwiatki, bo każda chwila wytchnienia od brojenia jest na wagę złota.

I, co najdziwniejsze, natychmiast zaczęła mi się podobać. Znaczy te cztery skorupy  zaczęły mi się podobać. Zapałałam do nich miłością nagłą a niespodziewaną, poczułam motyle w brzuchu, palce zaczęły mi rozkosznie świerzbić, a że Szara spała, bo grzeczny Budrys spokojnie rysował i tylko cichutkie mruczanki pod nosem uskuteczniał (i na całe szczęście, bo zaraz by skrzeczała coś o wyrzucaniu), więc wykorzystałam nieoczekiwaną sytuację i szybciutko pomknęłam do pracowni…

Sklejenie tych czterech skorup było dziecinnie proste, a i reszta poszła błyskawicznie.

 Pomalowałam ją kredówkami, dodałam szlak przy rancie, żeby toto jakiegoś charakteru nabrało, przykleiłam lilijkę (znowu mnie bierze na lilijki) i – do czego zmierzałam świadomie od samego początku – mocno ją pordzewiłam.

Znaczy dałam pazura.

A nawet dwa, bo rdzę ma też w środku.

I cała robota sprawiła mi olbrzymią frajdę

I przy okazji przetestowałam nowe sole do rdzewienia.

I jestem nimi zachwycona. Znaczy uzyskanym efektem jestem zachwycona.

I sposobem ich aplikacji też 🙂 – najprostszym ze wszystkich znanych mi soli.

A potem, żeby testy były kompletne, spróbowałam jak owe sole zachowują się na plastiku.

Pod nóż poszło ogromne akrylowe serce.

I co?

I dały radę 🙂

 

farby kredowe, woski – kredowy i bezbarwny, sole Stamperii, szlagmetal, gel medium, bitum, masa strukturalna, farby akrylowe, konturówki, tusze w sprayu

 

 

 

Translate »