farba kredowa

now browsing by tag

 
 

CO ROBI KOBIETA GDY NIE MA CZASU?…

Gdy kobieta nie ma czasu to głupieje…

Zamiast sprzątać po remoncie – a jest co sprzątać jeszcze, oj, jest! – kobieta idzie do pracowni i robi dekoracje na ściany, bo niektóre jeszcze gołe zostały. Jakby nie mogły sobie takie gołe trochę pobyć. Przynajmniej kolor tych ścian jest widoczny. Bo przecież w końcu po to kobieta remont robiła, co by stary kolor zmienić i teraz nowym się cieszyć. Ale nie… kobieta musi zaraz coś pokombinować i ponawieszać… jakby za dużo czasu miała, a przecież nie ma, bo w tym tempie to i do Gwiazdki się z porządkami nie wyrobi.

Albo może kobieta chciała odreagować po tych jasnościach z poprzedniego postu? 

I zrobić coś równie jesiennego, jak to poprzednie, ale jednak w bliższych jej mrocznościach?

Tak. To musiało być odreagowanie, nic innego. No bo przecież nie to, że kobiecie się sprzątać nie chce 😉

 

 

Tryptyk JESIEŃ

dekoracje na desce, struktura, przecierki, złocenia

ZNOWU RDZA…

Dostałam kiedyś ceramiczną osłonkę. Na doniczki. Sama bym takiej nie kupiła, ale darowanej w zęby przecież się nie zagląda. No to przyjęłam z dobrodziejstwem inwentarza.

Wystawiłam ją na taras..

Była sobie  na tym tarasie i była. Najpierw ją przestawiałam z kąta w kąt, ale później tak się do niej przyzwyczaiłam, że już  jej nie dostrzegałam. Nawet podczas podlewania kwiatów jej  nie widziałam. Ot, po prostu jeszcze jeden przedmiot „miany”. Gdyby chociaż miała jakiś fajny kolor, ale nie – była taka jakaś bezpłciowa, jasna, zwykła, bez pazura.

I pewnie dalej by sobie była, taka zwyczajna i niezauważalna, gdyby jeden z Budrysów, który przy okazji eksploracji wyżynnych rejonów tarasowych, nie zrzucił jej na zbity pysk, rozmnażając ją natychmiast w cztery skorupy.

Tak się zresztą tym wystraszył, że do końca dnia miałam najgrzeczniejsze dziecko pod słońcem, co wrednie wykorzystałam do granic możliwości bez żadnych skrupułów i wyrzutów sumienia każąc mu w cichości rysować kwiatki, bo każda chwila wytchnienia od brojenia jest na wagę złota.

I, co najdziwniejsze, natychmiast zaczęła mi się podobać. Znaczy te cztery skorupy  zaczęły mi się podobać. Zapałałam do nich miłością nagłą a niespodziewaną, poczułam motyle w brzuchu, palce zaczęły mi rozkosznie świerzbić, a że Szara spała, bo grzeczny Budrys spokojnie rysował i tylko cichutkie mruczanki pod nosem uskuteczniał (i na całe szczęście, bo zaraz by skrzeczała coś o wyrzucaniu), więc wykorzystałam nieoczekiwaną sytuację i szybciutko pomknęłam do pracowni…

Sklejenie tych czterech skorup było dziecinnie proste, a i reszta poszła błyskawicznie.

 Pomalowałam ją kredówkami, dodałam szlak przy rancie, żeby toto jakiegoś charakteru nabrało, przykleiłam lilijkę (znowu mnie bierze na lilijki) i – do czego zmierzałam świadomie od samego początku – mocno ją pordzewiłam.

Znaczy dałam pazura.

A nawet dwa, bo rdzę ma też w środku.

I cała robota sprawiła mi olbrzymią frajdę

I przy okazji przetestowałam nowe sole do rdzewienia.

I jestem nimi zachwycona. Znaczy uzyskanym efektem jestem zachwycona.

I sposobem ich aplikacji też 🙂 – najprostszym ze wszystkich znanych mi soli.

A potem, żeby testy były kompletne, spróbowałam jak owe sole zachowują się na plastiku.

Pod nóż poszło ogromne akrylowe serce.

I co?

I dały radę 🙂

 

farby kredowe, woski – kredowy i bezbarwny, sole Stamperii, szlagmetal, gel medium, bitum, masa strukturalna, farby akrylowe, konturówki, tusze w sprayu

 

 

 

Translate »