drewno

now browsing by tag

 
 

HERBACIARKA – EFEKT KOŚCI SŁONIOWEJ…

 

 

 

Wykonana w technice mixed-media, z czterema komorami, z wykorzystaniem efektu kości słoniowej.

Kolorystyka beżowo-brązowo-czarna.

ZARDZEWIAŁA KSIĘGA…

Obiecałam, że napiszę jakie miałam z nią przeboje i – jak boni dyni – napiszę!!

Tylko trochę później, bo to długie by było, z nieoczekiwanymi zwrotami akcji i w dodatku zagmatwane bardzo, a ja w tej chwili myślę tylko o czekającym mnie wyjeździe i spotkaniu z wiedźmami pokrewnymi mi duszą. Nijak się do tego pisania nie potrafię zabrać…

 

 

 

 

Ale napiszę.

Później.

Kiedyś.

A teraz tylko króciutko – księga jak księga. Drewniana jest. Ale żeby nie było tak prosto, oczywiście i – nazwijmy rzecz po imieniu – nudno, pokusiłam się o „zróżnicowanie” powierzchni pod to rdzewienie.

I tak oto uzyskałam trzy różne efekty rdzy – inaczej na drewnie, inaczej na metalu, a jeszcze inaczej na kartonie.

Każdy też od razu zauważy, że wynik moich rdzewień ma ścisły związek z moją nieustającą fascynacją pracami Andy Skinnera, która to fascynacja trzyma mnie mocno od dawna, i wciąż dobrze się ma 🙂

Nawet użyłam na owej jejmości pordzewiałej jego fantastycznych szablonów, którymi takoż zauroczona jestem.

No a teraz ONA PORDZEWIONA w swej rdzawej postaci 🙂

Dodatkowe zdjęcia porobiłam – teraz widać i rewers, i awers 🙂

SEKRETARZYK NA LWICH ŁAPACH…

i ze steampunkową ważką.

Motyw ważki przewija się w moich pracach często, bo – pomijając już to, że,  jak mówią, ważka przynosi szczęście – zwyczajnie ją  lubię.

Tym razem przysiadła na sekretarzyku.

Ubrała się w turkusy.

Błyska srebrem.

I złotem.

A czasem, gdy słońce łaskawe, to i miedzią potrafi.

Czyli wszystko tak, jak ważki w zwyczaju mają.

A żeby jej smutno samotnej nie było, to dodałam jej trochę rombów i – skoro to sekretarzyk – to literek nieco.

W ten sposób powstała steampunkowa płyta, która zdobi wieko mebelka. Całości dopełnia kilka dekorów, równie jak ważka spatynowanych, i lwie łapy, na których sekretarzyk spoczął.

I jeszcze środek – tu już spokojnie – na ciepłym brązie (w odcieniu cieplejszym i nieco jaśniejszym niż boki i wieko) położyłam metalicznie błyskające literki, u góry, na otwieranej klapie, posadziłam maleńką turkusowo-srebrną ważkę, koleżankę tej dużej z przodu.

I tyle.

 

mixed media

drewno olejowane, przecierane metalicznym lakierem

 

Starych reklam czar…

 

 

 

… trudno im się oprzeć 🙂

są tak różne od tych nachalnych, wszechobecnych, nie zawsze idących w parze ze smakiem i dobrym gustem, tych dobrze nam znanych – współczesnych…

te stare, te  retro – o, te są inne – zabawne, rozczulające i takie… z innego świata,

 chyba bardziej… hmmm…  osobiste…

ot, choćby ta o poszukiwaniu żony przez młodego leśnika – chłopak podał nawet swoje dochody, żeby jasność była, przyznał się też bez bicia, że braki w znajomości pań posiada, i że pragnie żony skromnej i dobrze wychowanej, aczkolwiek z kompletną wyprawą i nieco majątku posiadającą, oprócz zamiłowania do gospodarstwa, co też mu się niezbędne wydało :),

czy też ta, gdzie doktor od uszu i połyku krzyczy – Powróciłem!,

albo ta, gdzie pan A. Pfitzner uprzejmie donosi w formie sprawozdania, że w Mad pod Tokajem 20 grudnia 1887 roku miało miejsce winobranie w jego winnicach, gdzie i swoje tłocznie posiada, i że rezultat tego winobrania na skutek ustawicznych i beznadziejnych spustoszeń fyloxery (cokolwiek to znaczy ;)) za dość jeszcze zadowalający uznać można…

albo ta delikatnie sugerująca kupno rogali, bo przecież  jak tradycja nakazuje na Marcina każdy rogale kupuje…

kocham je wszystkie szalenie i wykorzystuję bez umiaru wszędzie, gdzie się tylko da 🙂

 

 

A tu się dało, i to jak jeszcze!

Blat tego stolika imponującymi wymiarami – jak na taki taco-stolik – się pyszni, bo te  60 cm długości i 35 szerokości daje całkiem pokaźne pole do popisu. A ja zaraz wiedziałam, że on w te reklamy się ubierze, a że duży to i dużo ich się zmieści.

Wszystkie wykorzystane przeze mnie reklamy pochodzą z początku XX w ( a niektóre nawet z końca XIXw)  i  wszystkie są wycinkami z ówczesnej posenowej prasy.

Umieściłam je w formie kolażu, który powstawał w miarę dodawania coraz to nowych transferów, urozmaiciłam fotografiami miasta z tego samego, minionego dawno czasu, dodałam równie stary (dodatkowo spatynowany przeze mnie) uchwyt od jakiejś nieistniejącej już szuflady, przywiesiłam łańcuch z dyndadełkami, żeby karty czytanej książki w porządku utrzymać (bo i blatem czytelniczym może on być, i to w siedmiu pozycjach ustawianym), wszystko to umieściłam na tle utrzymanym w ciepłej, sepiowej kolorystyce, z delikatnymi (no tak, choroba jeszcze mnie trzyma mocno :P) turkusowymi przetarciami i maźnięciami miedzi, dołożyłam parę pieczątek, kilka stempli…

i oto się stał – 

STOLIK W REKLAMY UBRANY…

stolik współczesny, a jednak nie do końca…

i bardzo się wystrzegałam sepii z zaświatów, ale chyba znowu mi się nie udało 😉

Translate »