decoupage na szkle

now browsing by tag

 
 

MIXED-MEDIA Z PENTACOLOREM – EDYCJA TRZECIA…

 

Komplet Foie Gras

Serdecznie zapraszam na trzecie już warsztaty w Skoczowie – Mixed-media z Pentacolorem, które będę miała zaszczyt dla Was poprowadzić.

Tym razem przygotowałam trzy projekty – szklany talerz z pięknym papierem  ( z nowej kolekcji Stamperii) i dwie gęsie wydmuszki, ozdobione w technice mixed-media z elementami decoupage. Pobawimy się strukturą, fakturą i obrazem.

Przedmioty, pomimo różnych sposobów zdobienia, stanowią bardzo ciekawy, wielkanocny komplet.

Warsztaty odbędą się 05. marca 2016r w Skoczowie – zapisy tu.

 

 

 

Z wielką przyjemnością znowu się z Wami spotkam 🙂

 

TALERZ-PÓŁMISEK, CZYLI DECOU NA PORCELANIE…

… i moja kolejna inspiracja dla ZielonychKotów.

Tym razem zrobiłam coś w jasnościach i w kwiatach – talerz, a właściwie półmisek na pisanki.

Spód to klasyczne decou, czyli coś, czego dawno już nie robiłam, taki mój powrót do korzeni 😉 – z piękną serwetką GreenGate – ale ranty już po mojemu obecnemu zauroczeniu, czyli mixed-mediowo zrobione 😉

Dokładny opis pracy i wykaz materiałów, których użyłam, znajdziecie na blogu ZieloneKoty.

ONA I ON, CZYLI ICH DWOJE…

-Ja! Ja! Ja będę mówił! – wydarł się Ori gdy tylko zobaczył, że siadam do klawiatury by napisać post – Ja!

-Ty nie możesz, maleńtas jeszcze jesteś i nie będziesz wiedział co powiedzieć – rzuciłam rozwrzeszczanemu futru próbując przywołać je do porządku – jak dorośniesz to będziesz.

-Już dorosłem, sama mówiłaś jak mierzyłaś „O, jaki duży kotek„, mówiiiłaś… Nie pamiętasz?

-Ależ pamiętam –  powiedziałam łagodnie jak do chorego, zgodnie z prawdą zresztą, bo mówiłam – ale to znaczyło, że jesteś duży kotek jak na kotka,  nie jak na dorosłego kota jednak. Na dorosłego to ty musisz jeszcze urosnąć.

-Ale ja wiem co powiedzieć – wrzeszczał dalej awanturując się na całego, strosząc groźnie wibrysy i tupiąc dodatkowo wszystkimi czterema łapkami dla większego efektu w podłogę, jakby chciał wydrukować na niej cztery dziurki – wiem, bo jestem bardzo mądry kotek. Też tak mówiłaś! Kłamałaś??

-No skąd! – spojrzałam z czułością na nastroszone futro  – Matki nie kłamią. Jak urośniesz to będziesz mógł pisać posty, obiecuję.

-Ale ja chcę teraz!

-Ty, niech mówi – mruknęła zaspana Szara, przewracając się na drugi bok w ciemnym kącie czerepu – spokój będzie. Nie mam  dzisiaj zdrowia do roboty, skonana jestem tymi twoimi bombkami, odpocząć muszę, śpiąca jestem. 

– Nooo moooże?… – zaczęłam się lekko łamać, bo prawdę mówiąc sama nie bardzo wiedziałam co by tu napisać, w dodatku Szara się sfoszyła i musiałabym gimnastykować się solo – przecież kiedyś dzieciak musi się zacząć uczyć, no to czemu nie właśnie teraz? W końcu faktycznie mądry z niego kotek, rokuje dobrze, może mnie zaskoczy?

Dobrze – zgodziłam się wracając do klawiatury – dzisiaj ty mówisz, a ja piszę. Zastanów się tylko dobrze, bo post musi być ciekawy, mieć wstęp, rozwinięcie i zakończenie, rozumiesz?

-No! Łatwizna! – napuszyło się futro, wywracając niebieskimi ślepkami z irytacją p.t. „nie gadaj bzdur, przecież każdy kot to wie!”

-To zaczynaj.

-Matka zrobiła butlę.

……………………………………………

-I co???

-I już!

 

Hmmm….no i w sumie ma rację…. w końcu „I już” wyczerpuje temat 😉

0IMG_5691 (32) 0IMG_5691 (30) 0IMG_5691 (29) 0IMG_5691 (28) 0IMG_5691 (27) 0IMG_5691 (26) 0IMG_5691 (25) 0IMG_5691 (24) 0IMG_5691 (23) 0IMG_5691 (22) 0IMG_5691 (21) 0IMG_5691 (20) 0IMG_5691 (19) 0IMG_5691 (18) 0IMG_5691 (17) 0IMG_5691 (16) 0IMG_5691 (15) 0IMG_5691 (14) 0IMG_5691 (13) 0IMG_5691 (12) 0IMG_5691 (11) 0IMG_5691 (9) 0IMG_5691 (8) 0IMG_5691 (7) 0IMG_5691 (6) 0IMG_5691 (5) 0IMG_5691 (1) 0IMG_5426 0IMG_5394 00IMG_5691 (12) 00IMG_5691 (11) 00IMG_5691 (10)

CZARNE PRZEGRYWA…

 

 

 

 

… kolor wygrywa.

A nie, nie…  nie tym razem!

Teraz i tu to właśnie czerń gra pierwsze skrzypce.

I biel drugie.

I trochę srebro jeszcze przygrywa.

To komplet przeznaczony do konkretnego pomieszczenia, utrzymanego właśnie w tych trzech barwach – czerni i bieli z elementami srebra.

Motyw też konkretny, wskazany przez Inwestora.

Ale już wariacje na powyższe są moje własne.

Jest tu motyw rombów, bo wpasował mi się idealnie, jest czerń – głęboka, matowa, „aksamitna”, jest biel, w niektórych miejscach złamana delikatnie szarością, jest wreszcie srebro – na „główce” butli i na niektórych rombach, zapięciu skrzynki  i na rantach motywu.

A że faktura wszelka wciąż mnie w swoich okowach trzyma i puścić uścisku nie myśli, to i jej nie mogło zabraknąć. 

Widać więc czarno na białym 😉 że poszłam w kontrasty, niejako narzucone mi odgórnie kolorystyką zadaną,  i wyszło  coś, co łączy w sobie jasność i ciemność, gładkość i chropowatość, błysk i mat.

MGŁAWICA

 

 

 

 

 

Dostałam prezent 🙂

Lepszego nie mogłam sobie wymarzyć – szklaną paterę z kloszem – Małgosiu jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję.

Zaraz wiedziałam, że długo nie wytrzymam, i że jak tylko znajdę chwilkę, to będę ją malować, malować, malować…

wiedziałam o tym  już w chwili, gdy ją rozpakowałam, bo ręce zaczęły mnie natychmiast swędzić,  oczy same  w stronę alkoholi się odwracały, a moje złotka/sreberka   uśmiechały się do mnie pięknie  i nęciły…

Czasu na takie fanaberie czysto przyjemne nie miałam wcale, bo wciąż nie mogę wyjść na prostą z zaległościami, ale od czego są noce? Noce są zdecydowanie niewykorzystywane i marnotrawione bez sensu na sen.

Tak, nocami można dużo zrobić. 

Mnie wystarczyły dwie i oto jest – MGŁAWICA. 

Tak jakoś te farby i alkohole się układały, tak jakoś się przenikały, że właśnie Mgławica się urodziła. Próżno by szukać na mapach kosmosu jej odpowiednika, nie jest to ani Orzeł, ani Andromeda, ani Eskimos, Helis, czy inna Carina, to jest po prostu MGŁAWICA.

Mieni się kolorami, dokładnie tak, jak te na niebie, ale ta moja  otulona jest w chropowatą czerń, delikatnie  rozbłyskującą srebrem na nierównościach i minimalnie ocieploną ciepłym brązem.

Zdjęć jest sporo, bo i sporo jest fragmentów, które chciałam koniecznie pokazać, ale jak ktoś niecierpliwy, to spokojnie niektóre może pominąć 🙂

 

 

 

 

 

 

Żuraw…

 

 

 

 

… i brązy, dużo brązów.

Różnych – ciepłych i zimnych, jasnych i ciemnych, czystych i nie.

Tak miało być – w brązach.  I z żurawiami.

Butla miała być taka sama (no, poza kształtem :)) jak ta, którą już kiedyś robiłam, równie monochromatyczna jak tamta i też z ptactwem na mokradłach. 

Mam ją w domu, postawiłam przed sobą, żeby służyła za wzór.

I służyła… póki się pilnowałam, póki co jakiś czas kontrolowałam, czy wszystko idzie z planem, póki nie wzięłam w rękę mik i złotek różnych, no i wtedy przepadło, bo od tego momentu to już butla rządziła mną, a nie ja nią…  Być może stało się tak  za sprawą kolorystyki, która przywiodła mi na myśl moją ukochaną jesień, snujące się leniwie opary nad rozlewiskiem, powietrze zamglone, perłowe i rozmyte, rudości traw, miedziany zachód słońca?…

Tak, to całkiem prawdopodobne.

Rozmarzyłam się, przestałam uważać no i stało się – powstała butla… podobna, ale niestety nie taka sama.

Nawet kolorystyka w pewnym momencie mi się wymknęła – są brązy, dużo brązów… ale inne, takie właśnie bardziej ku zachodowi słońca się chylące, bardziej perłowe i rozmyte, niż na wzorcowej, a i z ptactwa ostał się jeno jeden żuraw (jak się zorientowałam w brakach,  to szybko domalowałam jeszcze kilka, ale wysoko, w locie, takie ledwo-ledwo widoczne)…

No i jest jeszcze jeden element różniący – struktura, w którą ubrałam górę i dół butli.  I złote na niej refleksy.

Ostatnio obserwuję u siebie zjawisko uzależnienia od wszelkich struktur.

Zastanawiam się, na ile jest to niebezpieczne i nieodwracalne, a na ile uleczalne. Póki co trwa i ma się dobrze…

 

Translate »