cracle

now browsing by tag

 
 

BOMBKA JAK GRUDNIOWE NIEBO…

Święta idą.

Zbliżają się wielkimi krokami.

Wkrótce wokół roztoczą swoją magię. Znów będzie błyszcząco od brokatu, migająco od lampek, skrząco od śniegu (mam nadzieję 😉 ).

Wkrótce nastanie ten czas.

Czekam na niego z utęsknieniem wielkim. Już się nie mogę doczekać ubierania choinki…

A jak choinka to – bombki oczywiście.

Staram się co roku zrobić jakąś nową, inną, choć w powodzi tych wszystkich bombek, których wysyp w Internecie już się dawno zaczął – wcale łatwo nie jest…

Tym razem zainspirowało mnie grudniowe niebo – ciemne, zimowe, z milionem brylantowych gwiazd, które jakoś wtedy bardziej błyszczą.

Zrobiłam więc bombkę gwiaździstą, taką właśnie jak owo niebo.

Jest niby ciemna, ale jasna. 

I zupełnie inna, niż te, które robiłam dotychczas.

Jest bogata.

Jest błyszcząca.

Taka trochę w stylu glamour.

Jasna – jak jasna, rozjarzona lampkami choinka, otulona anielskimi, srebrnymi włosami.

 I ciemna – jak  grudniowe, gwiaździste niebo…

Bombka powstała jako moja inspiracja dla ZielonychKotów.

 

 

 

 

I… SZKŁO CD

 – maselnica i pojemnik na cytryny – komplet.

Zdjęć multum, ale zauroczył mnie ten cudny bursztynowy kolor…

Sama nie wiem, jak to się stało, że on mi taki śliczny wyszedł?? 😛

 

Szkło górne zostawiłam goluśkie, bo nie chciałam zakrywać tego środka, pięknie i nieskazitelnie błyszczącego (bo przezierającego przez szkło podstawki), które jeszcze dzięki przezroczystej górze zostało uwypuklone, bo te góry z grubego szkła są i zadziałały jak szkło powiększające Smile )
Ale, że lubię ogromnie wszelkie kontrasty i nieoczywistości Wink , no wręcz pasjami lubię i nieuleczalnie do tego zresztą, to spody zrobiłam w „starym żelazie”, takim pordzewiałym, wygląda to wszystko jak jakaś wykopana z ziemi geoda – z zewnątrz szorstka i surowa, wewnątrz drogocenna Smile

NOWOROCZNY CUD…

 

 

 

 

…. zdarzył mi się!

I zaskoczył tak, że wciąż jeszcze w zaskoczeniu i niedowierzaniu trwam.

I nie chodzi tylko o to, że dotychczas nigdy o takim noworocznym nie słyszałam – o wigilijnym i owszem, ale o noworocznym – nigdy, a o to, że zgodnie ze wszystkimi znanymi mi prawidłami on nie miał prawa się zdarzyć!

 A się zdarzył…

  Miałam na warsztacie herbaciarkę.  Nic specjalnego – spokojna, szara, z lekkimi przecierkami, jedyną fanaberią w niej miał być krak na tylnej ściance wnętrza – takie srebrne, cienkie linie na tej szarości, tak sobie ją wymyśliłam – praca prosta, nieskomplikowana i łatwa.

   Nie jestem wielką fanką kraków, nieczęsto je robię, a jeśli już, to raczej dwuskładnikowy… I nie to, że się go boję – nie boję się, nie czuję przed nim żadnego respektu, i nie, że mi nie wychodzi, bo odpukać – wychodzi, specjalnych kłopotów z nim nie miewam, pęka zawsze i – jeśli już robię – to zazwyczaj wychodzi tak jak chcę…

Teraz też miało tak być…

   Kraka położyłam automatycznie, tak jak zawsze, nie zmieniałam ani grubości warstw, ani warunków schnięcia, ani jego czasu – wszystko tak jak zwykle… i… nie popękał!

Nic, a nic! Nawet jednej najmarniejszej kreseczki… Nic!

Wqundulenciło mnie to ostro, ale nie miałam czasu żeby przeanalizować w czym rzecz.

Widocznie herbaciarce nie dane było tego kraka nosić , nie to nie.

Nawet nie zmywałam tego kraka, przetarłam jeno papierem lekko,  tak tylko, żeby wyrównać powierzchnię  i przemalowałam wnętrze na jasno, żeby taka smutnoszara nie była, a zanim farba wyschła dałam jeszcze drugą warstwę w odcieniu leciutkiego turkusu, przetarłam i zostawiłam do wyschnięcia… To było wczoraj.

A dzisiaj oczom własnym nie wierzyłam – na farbie (!) pojawiły się piękne, duże spęki…

Nie miały absolutnie żadnego prawa się pojawić – a się pojawiły…

Ano nic innego jak cud! Noworoczny.

Choć gdyby ktoś mi to opowiadał, to z całym szacunkiem, ale bym nie uwierzyła…

 Cieszę się jednak ogromnie, bo – zgodnie z powszechnie znanym przysłowiem – „Jaki Nowy Rok, taki cały rok” – czeka mnie rok cudów… no  i bardzo dobrze, bo mam z tym rokiem wielkie plany związane  🙂

I mam nadzieję, że będzie w cuda obfity. I nie tylko w kwestii kraków…

 Czego Wam i sobie życzę.

 A herbaciarka dostała jeszcze dekor na front i medalion na tę popękaną ściankę, trochę bitumu, trochę past pozłotniczych i prezentuje się tak: 

Translate »