bombka

now browsing by tag

 
 

I ZNOWU KARUZELA Z KONIKAMI…

 

 

 

…tym razem na olbrzymiej kuli-bombce.

Robiłam ją bardzo długo i już myślałam, że nie zdążę.  Ale, że ona  na specjalne zamówienie i na specjalną okazję, to się spięłam – i jest, w ostatnim momencie, bo termin na jutro już.

Pogoda jaka jest każdy widzi, co ma swoje odbicie w zdjęciach niestety… Bombka jest ogromna swoimi 20-stoma cm średnicy, błyszcząca, błyskająca i skrząca na maksa dzięki kryształom, mice i chyba kilogramowi 😉 brokatów różnych – czego oczywiście w tej dołującej aurze zaokiennej nie udało mi się pokazać… Ale możecie mi wierzyć, ona spokojnie mogłaby robić za dyskotekową kulę…

 

 

ŚWIĘTA, ŚWIĘTA…

… za pasem.

Już wkrótce nadejdzie tan najcudowniejszy w roku czas – oczekiwanie na magię.

Czas kolęd, choinki, świec, zapachu pierników  i ubierania domu w świąteczną szatę. I śniegu.

No z tym śniegiem to różnie ostatnio bywa, więc może go sobie zrobić samemu? Choćby na zawieszce, takiej, którą można powiesić w oknie żeby zaczarować pogodę? Może się opamięta i sypnie białym puchem w Wigilię?

No więc zrobiłam – taką szklaną, dużą, z mrozem i śniegiem, z błyszczącymi gwiazdami i z domkami utopionymi w śniegu…

 

 

szklana zawieszka, fi 15cm

 

 

VERSACE Z LUSTREM, CZYLI SKRZYNIA I MEDALION…

 

 

 

 

 

Skrzynia w stylu Versace.

A jak Versace, to złoto. I czerń. I złoto. I czerwień. Złoto. I błękity. I oczywiście złoto.

Czyli przepych, błysk i meduza z meandrami.

No więc to wszystko tu jest 🙂 A nawet więcej, bo meduz jest pięć…

Skrzynia jest duża – 350mm x 190mm i przygotowałam ją specjalnie na najbliższe listopadowe warsztaty w Skoczowie.

 

Drugim projektem realizowanym na warsztatach będzie duży – 160mm średnicy – akrylowy medalion z efektem lustra.

Zdobiony równie bogato jak skrzynia, pięknie połyskujący w świetle, z drobinami złota i z lustrzaną taflą.

 

ZIMOWY WIDOK III, CZYLI BOMBKA DLA E-WNUKA…

Dawno, dawno temu zaadoptowałam sobie jedno takie dziewczę, wirtualnie, ale jednak. Adopcja, to adopcja.

I był to przebłysk geniuszu, bo dziewczę wyrosło na rasową decoupażystkę. Dumna jestem z niej niesłychanie.

A że e-córka była w pakiecie z dziecięciem, to za jednym zamachem mam też i e-wnuka 🙂

Gwizdka za pasem, bycie e-babcią zobowiązuje, zrobiłam więc mały prezent.

Kubusiu, mam nadzieję, że Ci się spodoba.

Wesołych Świąt!!

 

 

ZIMOWY WIDOK II…

Dzisiaj szybko, bo w biegu, więc bez zbędnych słów.

Znowu bombka z zimowym widokiem.

I wcale nie ostatnia 🙂

 

 

 

 

ZIMOWY WIDOK 1

Ta bombka miała być powrotem do decoupage, tego tradycyjnego, czystego, tego, którego od dawna już nie uprawiam.

Miała być prosta i tradycyjna – jasne tło, motyw  z pięknym, zimowym widokiem, ze śniegiem, z dymem z komina, ze ślizgawką. Taki vintage, jak lubię…

I była.

Do momentu, gdy postanowiłam domalować tło… 

A potem to już poszło rozpędem.

I zamiast prostej i tradycyjnej jest… taka jak zwykle.

Ale przynajmniej utrzymała się w konwencji vintage.

medalion akryl, 120 mm

zdobiony od środka i na zewnątrz

struktura, sole patynujące, złocenia, postarzenia

CICHA NOC….

Dziś kolejna bombka i kolejna inspiracja dla Zielonych Kotów.

Taka na przekór zaokiennej aurze. 

Biała i złota, i spokojna, i pełna zadumy, i cicha… jak ta najważniejsza  w roku noc.

Medalion 120 mm

 

Wszystkie materiały, których użyłam i sposób wykonania znajdziecie na blogu ZieloneKoty

I BOMBKA JAK ŚNIEGU GWIAZDKA…

 

No proszę, nie mówiłam?

Że z bombkami to jest nieprzewidywalnie?

No mówiłam.

I że z każdą zrobioną chce mi się następnej?

No właśnie…

Więc jest następna. Tym razem koronkowa. Frywolna bardzo. Znaczy frywolitkowa. Bo takie frywolitkowe gwiazdki kiedyś dostałam, a teraz kazano mi je wcisnąć w coś. No to wcisnęłam w kulę bombkową. I obsypałam toną brokatu (sama nie wierzę, że ja i brokat, w dodatku w takiej ilości, się pogodziliśmy, ale fakt-faktem, jest brokat, i jest jego mnogość). W dodatku występuje zarówno wewnątrz kuli, jak i na zewnątrz. No nie wierzę… 😉

Trochę mi było szkoda tej gwiazdki, miałam w planach powieszenie jej w oknie, żeby o zimie i Świętach przypominała, ale skoro zostałam „zmuszona” do jej wciskania, to podjęłam wyzwanie i oto jest 🙂

Jedno jest pewne – teraz na bank się nie zakurzy, a w oknie i tak powieszę 😀

Zdjęć bombki jest tyle, ile brokatu na niej, ale, o dziwo, pomimo błyskotek, okazała się nadzwyczaj fotogeniczna i fotografowanie jej to była sama przyjemność 🙂

 

Bombka akrylowa 100 mm bez separatora

gwiazdka frywolitkowa

brokat

DIAMENTOWA BOMBKA…

Co z tymi bombkami jest nie tak?

Rok w rok się zarzekam, że tym razem nie zrobię żadnej. Nic. Nul. Zero. Albo nawet mniej niż zero…

I co?

I co roku kapituluję. Robię. I z każdą zrobioną nabieram ochoty na więcej. Najnormalniej najprawdziwsza magia bożonarodzeniowa działa i ma za nic jakieś tam chcenia, czy niechcenia.

I w  tym roku znów to samo –  mówiłam, że nie zrobię ani jednej, ani nawet pół jednej.

I co?

I zrobiłam.

Tym samym tradycji stało się zadość.

Więcej nawet –  nadal robię, choć inaczej niż do tej pory. Jakoś tak tym razem wzięło mnie na błyszcząco, migocąco i bogato, czyli robię dokładnie to, czego dotychczas unikałam jak ognia – złocę, brokacę i diamencę na potęgę. Jakiś złośliwiec mógłby  rzec nawet, że na akord z tymi błyskotkami sobie lecę. A niech tam, może sobie gadać 🙂

Ale najdziwniejsze jest to, że mi się podoba 🙂

Już sobie wyobrażam te błyski i załamania światła w stu kryształach i stu brokatowych bombkach, w które zamierzam ubrać choinkę, ten zachwyt w oczach Budrysów, gdy piękna i kolorowa rozjarzy  się milionem światełek i migoceń, i barw, i swoją krasą sprawi, że zabraknie im tchu w piersiach, i zdołają wykrztusić tylko „o, ja cie…”

Już niedługo…

Nie potrafię sobie tylko wyobrazić co na to Orin…

medalion akrylowy 12 cm

kolorystyka – niebieski, złoty, srebrny, czarny, oliwkowy

diamentowe dżety

BOMBKA JAK GRUDNIOWE NIEBO…

Święta idą.

Zbliżają się wielkimi krokami.

Wkrótce wokół roztoczą swoją magię. Znów będzie błyszcząco od brokatu, migająco od lampek, skrząco od śniegu (mam nadzieję 😉 ).

Wkrótce nastanie ten czas.

Czekam na niego z utęsknieniem wielkim. Już się nie mogę doczekać ubierania choinki…

A jak choinka to – bombki oczywiście.

Staram się co roku zrobić jakąś nową, inną, choć w powodzi tych wszystkich bombek, których wysyp w Internecie już się dawno zaczął – wcale łatwo nie jest…

Tym razem zainspirowało mnie grudniowe niebo – ciemne, zimowe, z milionem brylantowych gwiazd, które jakoś wtedy bardziej błyszczą.

Zrobiłam więc bombkę gwiaździstą, taką właśnie jak owo niebo.

Jest niby ciemna, ale jasna. 

I zupełnie inna, niż te, które robiłam dotychczas.

Jest bogata.

Jest błyszcząca.

Taka trochę w stylu glamour.

Jasna – jak jasna, rozjarzona lampkami choinka, otulona anielskimi, srebrnymi włosami.

 I ciemna – jak  grudniowe, gwiaździste niebo…

Bombka powstała jako moja inspiracja dla ZielonychKotów.

 

 

 

 

BOMBKI W KORONKACH…

 

 

 

 

Zauroczyły mnie przepiękne bombki Sylwii Serwin.

Rzadko mnie już ostatnio coś tak zaurocza. A one owszem. Bardzo. A nawet bardziej niż bardzo.

Udałam się więc do źródła pięknoty i wyraziłam chęć zainspirowania się, bo one w snach mnie nawiedzały, a moja szara komóreczka, co to ją na stanie mam w ilości sztuk jeden, zwana w skrócie Szarą , w kółko ględziła i nudziła – ty, no idź zobacz je jeszcze raz, no idź! No to szłam i się napawałam.

Słowem jednym ostatnio życie mi się kręciło tylko wokół nich, męczące to było poniekąd  i trzeba było coś z tym szybko począć, bo nieprzerobiona robota w kącie leżała i kwiczała cienko, a ja tylko te bombki oglądałam i oglądałam w kółko Macieju, no to w końcu poszłam do źródła z pytaniem czy zainspirować się mogę.

 

– A inspiruj się – rzekła Dobra Kobieta –  i rób, ale pod warunkiem, że jak zrobisz, to pokażesz.

 

Phi, łatwy warunek, pomyślałam sobie, pewnie, że mogę pokazać, co tam.

Ale zaraz, zaraz… a jak wyjdzie koszmarek? A przecież może! Nawet bardzo prawdopodobne jest, to co?

Przecież wstyd i śmiech na sali huknie. A ja mam dziecię nieletnie, które w jakąś traumę popaść może jak mać jego obśmieją (na bank nie popadnie, ale miło mi się tak myśli).

Jednak z drugiej strony  taką bombę a’la Sylvi to ja chcę mieć jak nie wiem co, to co?

 

– Ty, test najpierw zrób – szepnęła Szara – jak przeżyjesz to pokażesz.

 

No właśnie! Test!

 

– Dobra, mogę pokazać – odpowiedziałam Dobrej Kobiecie – ale tylko wtedy, jak po zrobieniu i zobaczeniu co mi wyszło trupem bladym nie padnę.

 

No i zabrałam się za robotę.

Bombę na stanie miałam tylko jedną jeszcze, dużą, akrylową setkę, pomysłu na nią już nie, a powielać ostatnio zrobionych obsydianowych nie chciałam, no to ją poświęciłam na ołtarzu chcenia.

 

Nie bardzo wiedziałam jak się za tę koronkową robotę zabrać, bo ja nie z tych „szydełkowych”, co prawda Sylwia mówiła, żeby wpaść na kawę, a ona pokaże co i jak, tyle, że ja musiałam jużteraznatychmiast, a to się nijak nie dawało pogodzić z jakimikolwiek podróżami, nawet bliskimi.

Ci co mnie znają, wiedzą aż za dobrze, że czekanie nie jest moją mocną stroną, ba, ono nie jest żadną moją stroną, bo  ja  nie posiadam w szerooookim wachlarzu zalet mych  rozlicznych czegoś takiego, co się nazywa cierpliwość, ja muszę już, albo wcale. Innej możliwość brak.

Tu „wcale” nie wchodziło w grę, zatem musiałam już.

 

To zaczęłam.

Najpierw kolor – łatwo poszło, padło na turkus.

Jasne, że turkus, bo lubię.

Potem…

No tego potem to ja już  nie pamiętam, bo niezauważenie odpłynęłam sobie w światy równoległe i dość szybko straciłam kontakt z bazą.

 

Gdy wróciłam do realności zobaczyłam COŚ.

 

– O jaśnista qundulencja, A-CO-TO-JEST?? – wyrwało mi się z głębi jestestwa mego, zdziwionego niepomiernie na widok.

 

– Jakieś chorelne Faberge? – uprzejmie, aczkolwiek złośliwie bardzo podsunął Najlepszy – tyle, że nie jajeczne, a bombowe. Widać przecież, nie?

 

Fakt. Widać. Chorelnie dobrze widać nawet, niestety…

 

No, że też ja trupem bladym na miejscu nie padłam, to ja pojąć nie mogę… zapewne uratował mnie ten turkus, albo cud jakiś nadprzyrodzony zaistniał, bo co innego?

 

Nic wszakże straconego i wszystko jeszcze przede mną, gdyż/albowiem/ponieważ/że Sylwia zabije mnie teraz śmiechem…

 

Ale umowa to umowa, a ja honorowa jestem i nie ma zmiłuj – zatem pokazuję.

Ech…

 

Proszę nie pytać dlaczego tylko trzy zdjęcia i dlaczego nie ma takich „dziennych”.

Już i tak nadto, że są te 😛

Nie wiem jak to się stało, ale Sylwia obejrzawszy tę moją  bombkę darowała mi życie i nie zabiła mnie śmiechem zaraz natychmiast, jak to coś ujrzała, więcej, ona nawet kurtuazyjnie powiedziała, że jej się podoba Big Grin Big Grin Big Grin 
no koń by się uśmiał…
mówiłam – Dobra Kobieta to jest!

Powtórzyła tylko, żebym jednak na tę kawę przyjechała, to nade mną popracuje 😉 No dało mi do myślenia.

Ale, że ja honorna jestem jakem już wyżej rzekła, a do tego postanowiłam się  zrehabilitować  – to i zrobiłam jeszcze jedną, tym razem obsydianową, otuloną srebrno-perłową koronką (podeszłam do zadania naukowo i tę koronkę robiłam już  inaczej i bardzo się pilnowałam żeby w równoległe nie ulecieć przy robocie).
Wszyscy wiedzą, że nie przepadam za symetrią, więc i tu jest asymetrycznie, inaczej niż u Sylwii, ale też nie chodziło mi o kopiowanie, a o inspirację jeno.
Bombka to spory sopel (11 cm), malowany od środka w „obsydiana”, na zewnątrz ma rzuconą koronkę, tak na ukos trochę, bo maskowałam łączenia Tongue

( strasznie mnie one drażnią w tych akrylowych bombkach i zawsze próbuję je jakoś utylizować, znaczy w tych, które robię ja, bo w innych aż tak mi nie przeszkadzają).

Zdjęć zrobiłam 115, słownie: sto piętnaście! z czego wybrałam 5, słownie: pięć! i to na siłę, bo i te powinnam odrzucić.
Trudność polega na tym, że ta koronka „łapie” światło w jakiś niekontrolowany sposób i dopiero wtedy ożywa, bez tego światła jest tylko srebrna, ze światłem – błyszcząco-srebrno-perłowa, tyle, że między złapanym, a niezłapanym światłem jest ułamek kąta tylko i złap tu biedny człeku ten ułamek tak, żeby tę perłę i błysk pokazać, w dodatku Sonka miała olbrzymią trudność, żeby dobrą ostrość chwycić, ale może coś na tych zdjęciach dojrzycie jednak, a jak nie, to chociaż może wyobraźnia Wam podpowie.

 

 

OBSYDIANOWE BOMBKI? DLACZEGO NIE…

Takie nietypowe, inne, czarne chodziły za mną od zawsze.

W zeszłym roku robiłam bombki – łezki, wymyśliłam je sobie  na wzór minerałów występujących w przyrodzie – ni to granity, ni to malachity, tudzież inne marmury – takie niekontrolowane przenikanie kolorów. Do tego trochę „metalu”, trochę złoceń i brokatu, i wyszło coś, co mnie samej się spodobało 🙂 .
Wyglądały tak:

 

 

Zrobiłam ich całkiem sporo, ale na czarne już czasu nie stało.
A chodzić za mną nie przestały…
No to wróciłam do pomysłu w tym roku i – jako przerywnik kolorystyczny, bo opanowały mnie bombki „kamienne” z użyciem Art Stone – popełniłam sobie dwie czarne…
Inspiracją był mi obsydian śnieżny, który w naturze wygląda tak (zdjęcie pochodzi z Internetu):

a moje bomby (bo przecież nie bombki ;)) tak:

Prawda, że trochę podobne?

Za surówkę posłużyły mi bombki akrylowe 100 mm, malowałam je ręcznie, od środka, żeby uzyskać ten nieskazitelny błysk oryginalnego minerału, mam nadzieję, że mi się udało 🙂
Łączenia zamaskowałam płynnymi perłami w kolorze srebra.

Z Wikipedii:

Obsydian (izofir) – kwaśna skała wylewna, złożona niemal wyłącznie ze szkliwa wulkanicznego, zawiera do 1% wody. Naturalne szkło. Powstaje w wyniku natychmiastowego stygnięcia magmy (lawy). Skład chemiczny związany jest z typem lawy i obejmuje bardzo wiele form, od obsydianu ryolitowego po fonolitowy. Obsydian znajduje się w wylewach lawy datowanych od ok. 60 mln lat aż do współczesności.

Obsydian śnieżny (ten, który był mi inspiracją) – to odmiana obsydianu czarnego, zwana też kwiatową, zawierającego liczne biało-szare krystality układające się w kształt płatków śniegu lub kwiatów.

W ezoteryce – obsydian jest kamieniem Koziorożca (Koziorożec to ja 🙂 ), wiąże się z działaniem Saturna. Amulety z obsydianu mają łagodne działanie, chronią, mobilizują do działania, każą mocno stąpać po ziemi. Jest to kamień wzmacniający poczucie własnej wartości, ale również zmuszający do stawiania sobie wymagań. Chroni przed złym wpływem innych, dlatego poleca się go osobom nieśmiałym, o łagodnym usposobieniu i miękkim sercu.
Uaktywnia zdolności parapsychiczne.

No! Osoba nieśmiała, o łagodnym usposobieniu i miękkim sercu, to wypisz-wymaluj – ja! Poza tym, że wiedźma 😛

Translate »