Anioł Świąt Bożego Narodzenia…

 

 

 

 

 

 

Anioły są wokół nas

 ale czy zawsze je widzimy?

Czy czujemy ich anielską obecność?

A one są. Tuż obok.

Chodzą za nami krok w krok…

Siadają przy naszym stole…

Mijają nas na ulicy…

Lecą ku nam z przestworzy…

Anioł w locie… tak, ten wygląda najpiękniej – jednym skrzydłem rozrzuca chmury, drugim ze świstem rozcina  powietrze…

Anioły są dobre.

I bywają anioły złe…

Wszystkie są piękne i niezbędne.

Pomagają .

Ale i zwodzą….

 

Są takie z przetrąconym skrzydłem…

I takie, które skrzydeł nie mają wcale…

 

Każdy z nich ma takie samo prawo do istnienia.

Życie bez nich nie miałoby sensu żadnego.

*******************************************************************************

Chodzę tak sobie już od czasu jakiegoś, chodzę… i prace anielskie wykonuję, a to okna umyję, a to pierniki upiekę, a to bombkę wymodzę, czy inny stroik jaki…

 Aż wreszcie czas przyszedł, żeby jako ten anioł rodzinny prezenty pod choinkę sprawić, więc do miasta się wybrałam – w Anielską choć nie Złotą Niedzielę…

 a bo to  jutro już poniedziałek – muszę pranie i prasowanie z anielskim spokojem poczynić,

potem wtorek – czeka mnie konieczne wyjście w sprawach urzędowych,

a po powrocie o anielskich pracach świątecznych już mowy nie będzie, bo urzędy mnie wykańczają…

potem środa – środek tygodnia – zleci, nawet się nie obejrzę i nie zarejestruję kiedy…

czwartek anielsko w pracach przedświątecznych sobie odpuszczam, bo  któż to wie co mi wypadnie?…

a potem  piątek, z absolutnie anielskim ubieraniem choinki, zawieszaniem światełek anielskich gdzie popadnie i gdzie nie popadnie, z oplataniem girlandami balustrad w siedzibie rodowej, z wykładaniem w różne dziwne miejsca anielskich zapachów świąt, w postaci rozczochranych goździków, lasek cynamonu , gwiazd anyżu i suszonych pomarańczy, z przytroczeniem jemioły u powały z wielką wiarą w jej anielską moc przynoszenia szczęścia domowi…

potem pracowity weekend – z dawno już zaplanowanym gotowaniem i słodkim pieczeniem makowca i sernika…

później to już znowu poniedziałek – ostatni dzień przed, więc jeszcze makiełki, pierogi i ryba z pieca, bo musi się z sosem przegryźć…

 No a potem to już Wigilia i anielska cicha noc…

 

Więc wybrałam się dzisiaj…
Chodzę tak sobie po ulicach i sklepach, rozglądam się z ciekawością wielką, i same czynności anielskie widzę.
A więc najpierw – anioły zaświeciły  na Starym Rynku, na Placu Wolności i Świętym Marcinie, przytuliły się do latarń i murów, przysiadły na pustych klombach i opustoszałych ławkach, ubrały Koziołki w kożuszki. Niektóre snują się cokolwiek znudzone po chodnikach, inne rozsiadły się po wystawach i spoglądają zdziwione na zabieganych ludzi…

Jeszcze inne ze zwykłych ludzkich okien zerkają ciekawie i świątecznie, w poświacie kolorowych lampek…

Są też takie etatowe w sklepach – a to jogurtem taki poczęstuje, a to dzwoneczkiem podzwoni, a to aureolką zatrzęsie, a to cukierka dziecku wciśnie (obcemu, bo moje w domu zostało)…..

Potem zobaczyłam  anioły przebrane.

Mrowie całe anielskich ludzi przyodziało czerwone gwiazdorowe szatki, worki wielkie do boków reniferów mechanicznych przytroczyło, głowy z rozwianym anielskim włosem czapkami ( z pomponikiem białym, a jakże!) przyozdobiło – i tak to tysiąc anielskich Gwiazdorów ( bo w Posen Gwiazdor chodzi, nie Mikołaj) na ogromnych harleyowych reniferach trzymanych za wygięte rogi, trąbiąc przeraźliwie, a głośno,  przejechało Świętym Marcinem i ruszyło w świat daleki,  powiewając tysiącem białych bród…

Pewnie prezenty rozwożą, bo cóż by innego mogli w takim pędzie i w takiej ciżbie  czynić??

I myślę sobie teraz, że to wcale nie  przebrane,  ale najprawdziwsze anioły  były!

No i wreszcie anielskie zakupy w Plazie, zaiste też anielskiej, bo anielską cnotę spokoju i opanowania ćwiczyć mi tam przyszło, co by nie chwycić za bombkę jaką i nie zrobić anielskiego porządku z tą idiotyczną plazową architekturą, no bo ileż można – nawet anielską cierpliwością dysponując! – wytrzymać,  gdy wciąż tylko schody w górę, schody w dół… schody w górę i znów w dół… i znów w górę, i … i co z tego, że ruchome??!!… Schody to schody!

Ale zdzierżyłam i anieli wynagrodzili mi brak reakcji, bo otóż tam oczarował mnie i uwiódł  na amen nastoletni, prześlicznej aparycji anielskiej będący, długoblondkręconowłosy  aniołeczek z cudnie migocącymi skrzydełkami (lampki tam miał! nic nie cyganię! lampki… migocące w rytm kolędy!). Siedział sobie skromnie przed wejściem do sklepu któregoś i miał zapewne w kontrakcie przykazane oferować z anielską natrętnością  jakiś anielski towar…

miał, ale…

ale on zakrył sobie uszy białymi, puchatymi słuchawkami, anielską głowinę z lekko przekręconą aureolką wdzięcznie na ręce skłonił, oparł książkę o kolana, żeby widać nie było… i zaczytał się na całego, odpłynął do swojego anielskiego świata, o tym tu, ziemskim, kompletnie zapominając, a i kontrakt na czynności anielskie w głębokim poważaniu mając…

aż anielsko  było popatrzeć….

Com też z upodobaniem ogromnym  czyniła parę dobrych chwil, zaglądając ciekawie, cóż że z takim zapamiętaniem poczytuje to anielsko cudne dziecię…

Doskonale zobojętniałam na wcale gromkie pomruki Najlepszego Upadłego Anioła, z iście anielską cierpliwością ignorując natarczywe wyrywanie ręki ze stawu, a nawet – tak!! – popychanie od tyłu!…O zupełnie nieanielskim szarpaniu za torebkę już nawet nie wspomnę…

 A potem  kupiliśmy anielsko piękną choinkę.

I teraz jeszcze tylko  powieszę na ścianie Anioła Świąt Bożego Narodzenia, dopiero co skończonego, żeby w Święta nad domem czuwał  i anielskimi skrzydły go otulał…

I prześlę Wam anielskich myśli odrobinę…

I w nocnej chwili uzmysłowię Najlepszemu, że anioła on ma najprawdziwszego, a nie zwykłą żonę…

I dzień uznam za skończony…

Anioł jest wynikiem mojej zabawy z Powertexem, ale zabawy „po mojemu” 🙂

jest wysoki (33cm), w płaszczu koloru starego, patynowanego złota, złamanego miejscami oliwką, miejscami miedzią i bursztynem, zdobionego dwoma turkusowymi guzami-kaboszonami…

 

pod nim widać spodnią suknię, jaśniejszą i bardziej połyskliwą jasnym, ciepłym złotem i z kolejnym kaboszonem, tym razem skrzącym się niczym diament,

 skrzydła połyskują mu perłową miką, mienią się srebrem i brylantowymi, maleńkimi iskierkami, ukrytymi wśród piór.

To Anioł Świąt, nie szczędziłam mik i złota, miał być „bogaty” – i jest, tyle, że teraz nie potrafię zrobić mu takiego portretu, na którym wszystko dałoby się pokazać… stąd tyle zdjęć, stąd tyle ujęć i tak różne oświetlenie…

12 komentarzyto Anioł Świąt Bożego Narodzenia…

  1. Shanna napisał(a):

    I co mam CI napisac skoro aniolow nie lubie???
    Napisze tylko: niech Was pilnuje.

  2. Grażyna napisał(a):

    Piękny… zachwycił mnie 🙂

    Nic więcej mądrego nie napiszę, bo zrąbana jestem po pieczeniu pierniczków, ciasta raz że duuuużo, dwa …wyschło i była bieda rozwałkować.

    • Vika napisał(a):

      Ja anioły kocham 🙂
      Szczególnie takie „inne”
      A ten jest bardzo „inny” bo mój osobisty…
      Cieszę się, że zachwyca jeszcze kogoś poza mną 😀
      Dzięki <3

  3. Olinta napisał(a):

    Ten anioł nie ma nic wspólnego z tym krzykiem, który słychać zewsząd.
    Ten jest stonowany, nobliwy, adwentowy.
    I tylko guziory zdradzają, że zwiastuje dobrą nowinę wygrywając ją na skrzypeczkach.
    Poza tym cechuje go elegancja z górnej półki.
    No bo kto widział tak bogate anielskie odzienie?
    Toż to szaty cesarza!
    Ewentualnie szejka ze względu na jakość, złoto i kamienie szlachetne. 😉
    On z tych najwyższych w hierarchii, a nie kompan pastuszków.
    A imię ma? Bo, że nazwisko posiada to wyczytałam.
    Pytam, bo żeby oswoić i za swe wziąć to imię trzeba nadać.
    Inaczej zawszy trochę obcy będzie.
    No i wołać do niego bez imienia trudniej.
    A najtrudniej prosić.
    Daj znać, bom ciekawa.
    PpP

  4. Dyzia napisał(a):

    Miałam napisać życzenia, ale tak trochę zaniemówiłam patrząc na twojego pięknego anioła…
    Cudownych Świąt wam życzę…

  5. Grarzynka napisał(a):

    Też lubię anioły i te anielskie i te dramatyczne może jeszcze bardziej takie niespokojne albo rozmyte i jestem za chuda w uszach żeby je odpowiednio oprawić, umieścić. Twój jest taki niedopowiedziany a ja lubię niedopowiedzenia. Wszystkiego dobrego Viko cierpliwości do tych ziemskich aniołów i to tych upadłych też. Też ciągle jej szukam tej cierpliwości może w święta będzie łatwiej i może po to właśnie są święta.

  6. Grażyna napisał(a):

    Violu, dla Ciebie i Twojej rodzinki ślę życzenia zdrowych i magicznie pięknych Świąt Bożego Narodzenia

  7. Vika napisał(a):

    Bardzo, bardzo serdecznie dziękuję za życzenia – moje dla Was są w poście wyżej 🙂

  8. DecouDream napisał(a):

    Aaaa czyli to Ten od urwanej doopencji…
    Zaczarowany. Piękny!

  9. sniezyca napisał(a):

    „A kto wie, czy za rogiem nie stoją Anioł z Bogiem? I warto mieć marzenia…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »