Lord of the Dance w Posen…

 

 

 

 

 

 

– Muszę ci zadać bardzo ważne  pytanie – powiedziała  Dziewczynka z Krainy pewnego razu – ale się boję…

O, qundulacja jaśnista,  to ja już też się boję – pomyślałam sobie… ale co tam, raz kozie śmierć!

– Pytaj  – zaryzykowałam.

– Znasz mnie trochę, co nie?…. – zaczęła nieśmiało – oceń moje zwariowanie w skali od 1-10…

– 11! – wypaliłam zgodnie z prawdą, bo ta dziesiątka stanowczo zaniżona mi się wydawała, znam ją przecież…

– Podwyższysz jak przyjdzie listonosz…

– Do mnie ma przyjść?

– Do ciebie… ma coś tyciego… kopertę… na dniach będzie… – cedziła niespiesznie.

– No i???

– No i otworzysz… i zmienisz z 11 na 125… Tyle na dziś – oczyma wyobraźni widziałam jak Dziewczynka pochylona nad klawiaturą uśmiecha się zadowolona pod nosem, niczym kot na widok michy śmietanki…

– Tyle?  – moja szara komóreczka- jedynaczka, co to ją jedną-jedyną na wyposażeniu mam, niebezpiecznie zapaliła się na czerwono, domagając się więcej informacji – Jak to tyle??!! Dawaj jeszcze…

– Dobra, no to jeszcze jedna sprawa – zlitowała się łaskawie Ta z Krainy – 7-go maja nie umawiaj się na żadne wyjście ani z nikim po 17.00!  plisss….będziesz zajęta!!! I będziesz musiała wyjść z domu – zakończyła triumfalnie – więcej nie powiem! Czekaj na listowego…

No i rzeczywiście więcej nie powiedziała.

A i moja szara jedynaczka do żadnych sensownych wniosków nie doszła, wciąż powtarzając, że ma  za mało danych.

A potem przyszedł listonosz i wręczył mi kopertę nadaną przez zupełnie mi nieznaną osobę gdzieś w Warszawie…

Otworzyłam ją natychmiast… i… wyjęłam dwa bilety na jedyny poznański koncert Lord of the Dance!! Bilety, które przysłała mi Shanni, Dziewczynka mieszkająca daleko, za wodą, w Kraciastej Krainie, Szkocją zwanej!

Moje zdziwienie, zaskoczenie i radość sięgnęły zenitu….

Dorotko – jeszcze raz ogromnie, ogromnie dziękuję!!!

Jestem Twoją dłużniczką 🙂

 

 

____________________________________________________________________________________________

 

 

Lord of the Dance

 

Zgasło światło.

Naszym oczom (Ani i moim) ukazała się scena – ciemna i mroczna, złowróżbna, skąpana w niebieskim świetle – i przeniosła nas w Świat Irlandzkich Baśni.

Wszystko było baśnią  –  koncert, bo tak piękny taniec musiał  być pochodzenia baśniowego, nie ma siły – musiał!

a i to o czym opowiadał też baśnią było – prastarą baśnią  o odwiecznej walce Dobra ze Złem, baśnią doskonale rozumianą bez słów, mówiącą kolorem, gestem, tańcem, mówiącą, że to co dobre jest jasne, wesołe, melodyjne, a to co złe – ciemne, ponure i głośne.

 

Świat Baśni…

 Na początku był jeden. Ciemny i ponury, zamieszkany przez Zło.

Ale pewnego razu narodził się Skrzat – istota jasna i kolorowa, zupełnie niepasująca do Zła.

Świat został więc podzielony na dwie części – jasną – gdzie zamieszkało Dobro – i ciemną – gdzie nadal królowało Zło.

   Skrzat – wszędobylski, pierwszy mieszkaniec jasnej strony Świata Baśni, był dobrym duszkiem Jasnej Krainy, mały, wesoły, roztańczony, bajecznie kolorowy i w śmiesznej czapeczce…                                          

Skrzat sypiący  wkoło czarodziejskim diamentowym pyłem, błyszczącym i skrzącym się jak rozgwieżdżone zimową nocą niebo, pyłem niosącym Miłość…                                                                                                                       

a jeszcze do tego był właścicielem  Zaczarowanego Fletu, na którym pięknie i rzewnie grał…                       wcześniej dzięki tej czarodziejskiej muzyce  sprawił, że po jasnej stronie narodziła się Radość, Szczęście, Miłość i Nadzieja…  a teraz muzyka, ta czarowna muzyka, która płynęła z Fletu, chroniła w magiczny sposób mieszkańców Krainy Dobra przed Złem…

 

Po jasnej stronie zamieszkały również Elfy, istoty podobne kwiatom – delikatne i jak one kolorowe, tańczące leciutko i zwiewnie, niczym poruszane ciepłym wietrzykiem płatki, niczym wirujące na wodzie źdźbła.

Biała – Królowa  –  tańczyła najpiękniej i najlżej ze wszystkich Elfów, w tańcu unosiła się nad ziemią, wirowała jak  piórko, jak motyl, jak połyskująca w słońcu ważka…

 

W Królestwie Dobra mieszkali też  Dobrzy, byli jaśni i weseli,  tańczyli przy dźwiękach skrzypiec i skrzatowego Fletu, wtórując im wesołą muzyką wybijaną nogami, muzyką porywającą i skoczną… mieli szczere, niczym nie zasłonięte twarze, a ich oczy i usta były zawsze skore do uśmiechu.

Przywódcą Dobrych był Lord, noszący brylantowy pas z napisem Lord of the Dance, pas był jego talizmanem, źródłem jego mocy,

Lord był wielkim  przyjacielem Skrzata.

 

A po drugiej, ciemnej stronie, mieszkali Źli, ich ubrania były czarne i ciężkie, nabite ćwiekami – przypominały zbroje, twarze chowali pod maskami jak złoczyńcy, usta wykrzywiali w nieustannym  grymasie niezadowolenia, a ich taniec przywodził na myśl ogłuszającą grę wojennych werbli, a wybijany nogami rytm był niepokojący, budził strach  i przerażenie, ranił uszy…

Przewodził im Czarny.

Pewnego słonecznego dnia Elfy tańczyły rozbawione na łące, bawiąc się i ciesząc ruchem i lekkością.

Były tak kolorowe i zwiewne, że Lord, przyglądając się ich tańcowi, nie mógł oderwać oczu…  szczególnie oczarował go taniec Białej – nic zresztą w tym dziwnego, przecież ona tańczyła najlżej i najpiękniej ze wszystkich Elfów.

Jednak nie tylko jego porwał taniec Królowej… równie zauroczony  był  Czarny, który przyglądał się Elfom z ukrycia… i Czarna, piękna i przebiegła mieszkanka Krainy Zła…

Nagle, nie wiadomo skąd i  jak, pojawił się Skrzat, pewnie usłyszał dźwięki tęsknej piesni śpiewanej przez skrzypce, przybiegł więc prędko ze swoim Czarodziejskim Fletem i diamentowym pyłem, i grając wesoło, ruszył w tan z Elfami, bardzo był rozbawiony… sypnął zaczarowanym pyłem, który sprowadzał Miłość na tego, na kogo spadł, sypał nim już wcześniej i zawsze było dobrze…ale tym razem coś poszło nie tak… diamentowy pył rozsypał się w jakiś dziwny sposób i spowodował,  że  Lord zakochał się w Białej, Biała w Lordzie, Czarny w Czarnej, a Czarna, podobnie jak Biała, pokochała Lorda, zupełnie ignorując Czarnego…

Od tej chwili nie przepuściła żadnej okazji, żeby rozkochać w sobie Lorda, jednocześnie będąc głuchą i ślepą na umizgi Czarnego.

Czarny szybko zrozumiał, dlaczego nie może zdobyć miłości Czarnej – wszystkiemu był winien Skrzat i jego zdradziecki pył.

Postanowił się zemścić – zwołał Złych…  Źli osaczyli niczego niespodziewającego się Skrzata, ogłuszyli go tańcem, uwięzili w kole, a Czarny wyrwał mu Flet i złamał go, żeby już nigdy nie popłynęła z niego czarodziejska muzyka, chroniąca mieszkańców jasnej strony.

Biedny, płaczący Skrzat, wyszydzany i popychany przez Złych, siedział załamany, skulony strachem, niemo skarżąc się i pokazując wszystkim zniszczony Flet…

O napaści na Skrzata dowiedzieli się Dobrzy, natychmiast pospieszyli z pomocą, niestety zbyt późno – Flet już był zniszczony…

Doszło do wielkiej bitwy Zła z Dobrem, długiej i strasznej…

Lord zdołał co prawda uratować Skrzata, ale ten pozbawiony Fletu, smutny i nieszczęśliwy, nie mógł już dłużej chronić mieszkańców Królestwa Dobra…

Trzeba było za wszelką cenę naprawić Flet.

Lord długo się męczył  i w końcu udało mu się go złożyć… złożyć, ale nie naprawić, bo  cóż z tego, że Flet znów był cały, skoro nie grał?

 

Tymczasem Źli nie uważali się wcale za pokonanych, a już na pewno nie Czarny, Skrzata uznał za niegroźnego, bo przecież Flet został zniszczony, ale pozostał jeszcze Lord, to na nim postanowił się teraz zemścić…

a źródłem siły Lorda był  pas …

 

Wkrótce doszło do jeszcze straszniejszej bitwy, znowu Zło walczyło z Dobrem, Źli z Dobrymi, Czarny z Lordem… szala zwycięstwa przechylała się raz w jedną, raz w drugą stronę… aż w końcu Czarny podstępem zerwał brylantowy pas z bioder Lorda – Lord stracił moc i został uwięziony po ciemnej stronie…

Biała pogrążyła się w rozpaczy, a z nią wszystkie Elfy.

Skrzat zniknął…

Dobro przegrało…

 

Świat znów zanurzył się w ciemność i mrok… znów snuły się po nim ponure postaci, zniknęły kolory, zniknęła Radość, zniknęło Szczęście,   znów był tylko jeden – ciemny Świat…

Umarła Miłość , umarło Dobro, umarła Nadzieja…………………..

Zaraz, zaraz!… przecież Nadzieja nie umiera nigdy!

 

I oto nagle, w tym ciemnym, ponurym Świecie, pojawił się Skrzat w  śmiesznej czapeczce – kolorowy, radosny i szczęśliwy – wyciągnął Zaczarowany Flet i zagrał… popłynęła czarodziejska muzyka…

Świat pojaśniał, wróciły kolory, wróciła Radość i Szczęście, Dobrym powróciła siła, Lord  odzyskał wolność,  swój pas…  i Białą, bo i Miłość znów była…

 

Dobro ostatecznie pokonało Zło!

 

I to już koniec baśni…

baśni, którą sama sobie opowiedziałam oglądając to, co działo się na scenie…  nie wiem, czy autor to właśnie chciał widzom przekazać, czy może tylko ja to tak widziałam?

A może coś istotnego mi umknęło, bo większą część koncertu oglądałam przez sonkowy obiektyw (skoro już udało mi się  przemycić Sonkę, to przecież musiałam wykorzystać ten szczęśliwy traf ile się da… niestety konspiracja ma swoje prawa – zdjęcia robiłam, owszem, nawet jak jakaś nawiedzona, szalona fotografka  pstrykałam na lewo i prawo – ale niestety bez lampy, i w dodatku na maksymalnym zoomie, bo siedziałyśmy dość daleko od sceny… dlatego są jakie są, trudno…)…

W każdym razie koncert był baśniowy… boski… cudowny… i niezapomniany!

I to wszystko za sprawą pewnej Dziewczynki z Krainy… :heart:

 

 

7 komentarzyto Lord of the Dance w Posen…

  1. Shanna pisze:

    :):):):):):)
    ….a sonka dala rade:)

  2. Dominika pisze:

    Ale mocne to jest! Do gazety sprzedalas? na farbki by bylo i alkohole tez… profesjonalna relacja i swietne foty. Szkoda, ze muzyki nie ma, ale moze na YT sie pojawi….
    A prezent…. no, to juz mistrzostwo swiata jest!

  3. Shanna pisze:

    Domi- na necie sa fragmenty ale z zeszlych lat. I cale przedstawienie ”Riverdance”. Tez warte lookniecia.
    A, ze muza ciekawa, inna niz w radio to musialam vikulca wyslac. I chyba dobrze zrobilam:)

  4. Muza pisze:

    Szefowa Astrolabium to nawet muzykę opisać potrafi 🙂 Fantastycznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »