I co? I szkło :)….

 

 

 

Nie narzekam, bo lubię :).

 

Skończyłam wreszcie zamówione  już jakiś czas temu lampiony – kielichy, na wysokiej nóżce, z czaszą w kształcie trapezu, same w sobie już ładne. Było z nimi trochę roboty, bo zrobić sześć sztuk, w miarę podobnych (bo to komplet miał być) to nie w kij dmuchał :).

Ale dostałam zielone światło (a to lubię najbardziej) i w kwestii koloru, i w każdej innej kwestii też, więc żadnych ograniczeń pętających mi ręce nie czułam, to i pojechałam… w … czerwień 🙂 – kolor do tej pory zupełnie mi obcy, ale jak się okazało – przyjazny i bardzo wdzięczny (a jak go jeszcze rozświetlić blaskiem świecy, to już zupełnie odjechany, chyba go polubię na dłużej).

Kielichy dostały okucia na stopce i na części nóżki, szkło pomalowałam dwustronnie – środek czaszy na złoto, część zewnętrzną  na czerwień, i  otuliłam ją w srebrne, inspirowane gałązkami reliefy, z turkusowymi „kwiatkami” (wzór powieliłam na stopce),  całość spatynowałam i wypaliłam.

 

 

 

A przy okazji powstał jeszcze jeden kielich-lampion, zupełnie inny w kształcie i kolorystyce, choć od czerwieni się nie odczepiłam 😉 – tu także szkło jest malowane dwustronnie, tyle, że tej czerwieni jest zdecydowanie mniej…

23 komentarzeto I co? I szkło :)….

  1. Shanna napisał(a):

    Ten czerwony ma niesamowity ksztalt. Tak dlugiego kielicha chyba jeszcze nie widzialam.
    A drugi jak rubinami zdobiony:)

    • Vika napisał(a):

      Dokładnie 🙂
      Ten drugi wygląda tak, jakby miał powklejane rubiny, a wrażenie jeszcze się potęguje po zapaleniu świecy, bo te „rubiny” są transparentne i podświetlone od środka świecą rubinowym blaskiem.
      No, powiem nieskromnie, że jestem bardzo zadowolona z tego lampionu 🙂

  2. Gofira napisał(a):

    cudne ale ten pękaty bardziej. czy to zdobycz z naszego ostatniego polowania??? ależ on śliczny podpytam o detale i sobie odgapię mogę ?

  3. małgorzata napisał(a):

    i taki mam plan bo ja tez mam w domku takiego grubaska cudny ci on

    • Vika napisał(a):

      Wybieram się znowu w niedzielę, trzymaj kciuki żebym coś kupiła, bo zapasów w szkle nie mam już żadnych, a tu przecież święta za pasem…
      a i zamówienia w kolejce czekają…

  4. Grażyna napisał(a):

    Ten pękaty zdobył me serce…te prześwity rubinowe są genialne 🙂
    Wysoki też przystojny 🙂 Chyba kocham oba…

    • Vika napisał(a):

      Ale Ty wiesz, że to się nazywa bigamia?…
      i że to podpada pod paragraf? 🙂
      Ja chyba pozostanę wierna jednemu, temu grubaskowi jednak ;P

      • Grażyna napisał(a):

        Oj tam oj tam… od razu bigamia, ot taki malutki nic nie znaczący romansik 🙂

        Dotarł turkus…szkoda że mnie nie oświeciłaś, żeby zakupić jeszcze transparentną farbę do szkła… 🙂

        • Vika napisał(a):

          Ja nie używam farb do szkła, maluję tylko alkoholami 🙂
          I jak ten turkus?
          Szybko sprawdzaj i raportuj, bo magicznego turkusu nie mam, ale jak okaże się fajny to nabędę takiż na bank 🙂

          • Grażyna napisał(a):

            Hmm, możesz mi zrobić wykład na temat tych alkoholi ? – mam 0 wiedzy na ten temat.

            Turkus na oko zarąbiasty 🙂 Może dzisiaj posmaruję nim kąsek szkła bo tez jestem ciekawa jaki będzie efekt. Mam jakąś pastę z miką, patyny złote i srebrne, może coś już wymodzę 🙂

            U nas dzisiaj piękna, ciepła, złota jesień 🙂

        • Vika napisał(a):

          Alkohole – czyli tusze alkoholowe,
          u nas dostępne firmy Ranger albo Stamperii, to takie malutkie buteleczki o pojemności ok.14 ml.
          Ja ich używam do malowania szkła właśnie (choć nie tylko :))

  5. Magda napisał(a):

    Wyokie lampiony zauroczyły mnie bradzo! bardzo energetyczny jesienny kolor, z pikenymi roslinnymi wzorami ! Dla mnie bardzo bardzo na tak 🙂

    Lampion mniejszy równie fajny, bardziej mroczny klimat z kamiennym okuciem 🙂

  6. Olinta napisał(a):

    Pogoda sprzyja. Światło nęci. Kawa pachnie.
    Przysiadłam na moment.

    „Tańcowały dwa Michały:
    czerwony duży i w turkusach mały.
    Jak ten duży rósł do góry,
    mały robił się niebieskopióry.
    Duży ubrał się w reliefy,
    Mały za to wybrał kwefy,
    bo ma oczu co niemiarę,
    które wsadza w kwefu szparę.
    Oba piękne w swej dostojności
    witają światłem wszelakich gości.
    Każdy z innej czerpał tęczy,
    ale jedno oba Michały łączy.
    To, że bez względu na dalsze ich drogi
    zawsze będą używać tylko jednej nogi…”

    Złoto w szarościach i turkusie? Hmmmm… Muszę podfrunąć i się przyjrzeć. Logicznie prosi się o srebro, ale złoto zdało egzamin.
    Może dlatego, że to akurat TEN niebieskoszaroturkusowy kolor przełamany czerwienią, a może bo to akurat TO złoto jest.
    Nie wiem, nie znam się , nie będę się wypowiadać. :)))
    Czerwień ze złotem? Jak najbardziej. Ale turkus do trójkąta?
    Muszę podfrunąć.
    Aaaaa! Punktowo dany, bez przesady, nienachalnie, więc nie przeszkadza, a wręcz odwrotnie.
    No i te nogi! Obiedwie piękne są one bardzo.

    • Vika napisał(a):

      Taaa…
      pogoda sprzyja już od jakiegoś czasu, ciepło się zrobiło, a w kwestii barw jesiennych to już absolutna orgia 🙂
      lampiony z zapaloną świeczką w oknie stawiałam każdego wieczora, kawa w dzbanie pachniała, czekałam…

      Witaj Ćmolinto 🙂

      A Michałów było siedmiu, sześciu smukłych, reliefowych, czerwonych jak miłość, i jeden mały (tak naprawdę to on mały się wydawał stojąc u boku tych wielkich jeno, bo swój wzrost – nie tak imponujący jak tych górnogłowonoszących, to wiadomo – ma…)
      i to właśnie tan mały, pękaty moim faworytem jest,
      sama się zastanawiałam, czy tym złotem w środku go ozłocić skoro kubrak ma srebrno-siwy, czy ono się nie pogryzie? ale nie… pasuje doskonale (na wszelki wypadek delikatnie jednak kubrak też tym złotem maznęłam) i w dodatku cudnie sączy się przez to złoto światło z wnętrza rozświetlonego świecą i zerka rubinowymi oczyma (też transparentnymi przecież, a i turkusowi się nie oparłam, choć tylko w delikatnych podkreśleniach wypukłości 🙂

      nie wiem, czy w samouwielbienie przypadkiem nie wpadam, ale podoba mi się bardzo 🙂
      i Tobie też 🙂
      no chyba, że ściemniasz??…..

      • Olinta napisał(a):

        Bez ściemy jest. Ściema jest do kitu i nie sprawdza się w życiu.
        Jak gdzieś zobaczę bubu, to Ci powiem o tym na bank.
        Nie żebym szukała, o co to to nie.
        Ale jak bubu się rzuci na ślep to powiem.
        I jakby to złoto na pękatym Michale było nie TYM złotem to by już bubu było.
        Albo jak ja to nazywam: cepeliada. A nie jest. Jest git.
        O samouwielbieniu tera.
        Dobrze jak się własna praca podoba, bo taki cel jest chyba każdej roboty. I należy o tym głośno powiedzieć (nie za często i bez przesady, ale też nie szeptem :D), bo czasem jak się wahamy dla przekory, to akysze to czują i wykorzystują.
        Podchwytują wahnięcia i potwierdzają, że rzeczywiście lepiej mogło być.
        Wkurzające, no nie?
        Czekamy na potwierdzenie wykonania kawałka dobrej roboty, a dostajemy burę.
        Tak więc lepiej napisać o swym zadowoleniu, a potem szybko trza zmówić paciorek, by akysze potwierdziły, że wyszło świetnie (nie zaprezczom, bo na gupie wyjdom, a tego nie lubiom :D).
        I jeszcze jedno.
        Kiedy jesteśmy zadowoleni to emanujemy dobrą energią i każdemu w naszym otoczeniu jest miło i przyjemnie.
        Nie ma co niepotrzebnie narzekać, marmolić i wynajdywać błędy, niedociągnięcia, bo to się udziela po horyzont.
        Kiedy my jesteśmy zadowoleni to dzięki temu poprawiamy nastrój innym.
        A czyż nie o to w życiu chodzi, by dobrze wszystkim było? 🙂

        • Vika napisał(a):

          Się cieszę.
          Że bez ściemy.
          I że bez bubu.
          Nie lubię bubu.

          A z tymi akyszami to sama prawda usty Twemi wylata (no przecież, że wiem, że nie usty, a palcyma wylata ta prawda, wiem – usta milczą, a palce stukają, no wiem…)
          ale, że prawda to jest – to prawda, sama tę wiedzę o nich nabyłam w drodze doświadczeń życiowych i z całą mocą potwierdzam – jak się wahniesz to na bank te akysze podchwycą i wahać cię z lubością wielką i samozadowoleniem okrutnym będą…
          czasem mogą cię tak wahnąć, że kozła wywiniesz, też to wiem… z autopsji niestety, a miłe to nie jest i zanim z gleby powstaniesz, zanim piórka strzepniesz, to w głowie kociokwik okrutny masz…
          więc lepiej nie wahać.
          Się.
          I prawdą jest, że emanujemy i zarażamy zadowoleniem, i dobrym humorem też, i że wtedy innym z nami lepiej – czyńmy więc tę powinność z radością – zarażajmy optymizmem i humorem…
          I żeby zawsze się tak dało…

          P.S. Czy obywatelka motylka (wszak ćma jest motylem przecież, i co z tego, że nocnym? motyl to motyl) nie polata w kręgach bliskich psychologom aby?

  7. Olinta napisał(a):

    A wcale, że bo nie!
    Ja mam tak, że jak palcyma jedno, to usty inne marmoli.
    Podzielność mam jak diabli. Przez telefon jeszcze też mogę na inny temat rozmowę toczyć.
    A marmolić mogę nawet przez sen.
    Za marmolenie powinnam Nobla dostać. 😀
    Tak mają te co to Ty się do nich nie przyznajesz, więc ja też poudaję, że tego słowa nie znam, bo w przeciwnym razie na snobkę wyjdę na cudzym parapecie. A fe! 😉
    O akyszach krótko, bo szkoda liter i energii.
    O piórkach i kociokwiku słusznie prawisz, więc napiszę w płazim języku: kumasz.
    Do kociokwiku dodałabym jeszcze kołowaciznę bydła rogatego.
    Tego co go można wywinąć.
    Ale tego nie rób.
    Choćbyś nie wiem jak się chybotała to stój, uśmiechaj się półgębkiem (za przeproszeniem!) i patrz litościwie.
    Akysze tego nie lubiom i pójdom.
    Można nawet po cichu w kąciku o zmroku sobie beknąć, byle bez świadków.
    Niemoc nie znosi świadków.
    I nie zawsze się udaje zarażać.
    Tym lepszym, bo gorszym łatwo.
    Ale równowaga w przyrodzie musi być, więc jak na jednym parapecie mroźno to niech gospodarz drugiego herbatę z cytryną i miodem natychmiast parzy.
    I zaraża.
    Ciekawam czy ktoś wraca do komciów i wie o czym toczę. 😉
    P.S. Obywatelka melduje, że obywatelka jest wszystkim. 😀

    • Vika napisał(a):

      Ha!
      Czułam!
      Wiedziałam!
      Jestem pewna!
      Ty TEŻ jesteś wiedźmą!!! (od wiedzy, nie od mocy czarcich)
      Marmolenie mnie upewniło 😀
      Wiedźmy tak właśnie mają – piszą palcyma jedno , marmolą usty drugie, słuchają uchy trzecie, a i jeszcze myślą – jedne czerepem całym, drugie jedynaczką jeno (ale zawsze chociaż :P)- inne…
      Jesteś wiedźmą jako i ja jestem!
      Ale ja się przyznaję, głośno mówię i wcale się tego nie wstydzę 😀 😀 😀
      mało – ja jestem wiedźmą czynną i praktykującą,
      często, gdy qundulencko mi się w pracy kićka i pitoli idę na łatwiznę (niestety…)i rzucam na kićkająco-pitolące się czar.
      Uroki też umiem czynić (odczyniać zresztą też),
      kulę – atrybut każdej szanującej się czarownicy – mam, i korzystam (jak nie masz swojej, to Ci mogę pożyczyć… albo se wyczaruj,
      nieee, no co ja plotę… kulę się przecież dostaje w spadku po poprzedniczkach po linii kądzieli, musisz więc mieć swoją :))
      Czyli jednym słowem – jesteś że, o Pani, duszą bratnią mi.
      Wie-dzia-łam!!! (bez kuli nawet!)

      A z niemocą sobie radzę pisząc bzdety do szuflady, czasem ckliwie mi wychodzi, choć rzadko, częściej śmiesznie, to i łezkę uronię oczyszczającą duszę po ataku akyszy, czy to z ckliwości, czy uciechy (częściej) pisząc te banialuki, no gwoli ścisłości – to piszą palce, jedynaczka ma niewiele wspólnego z tym co one stukają, a już na pewno nie ma na to wpływu – one sobie, ona sobie…

      A że tym lepszym nie zawsze łatwo zarażać, to też prawda i ma to ścisły związek z podatnością tych zarażanych na dobro – oni mają katastrofalnie niską tolerancję na lepsze, aż żal doopencję ściska, jak się pomyśli, jak niską… Ale na nich nawet czary nie działają.

      A do komciów wielu wraca 🙂
      Tocz w spokoju – przeczytane będzie 🙂

      P.S. Idzie zima – mam zapas konfitury różanej i malinowej, powideł śliwkowych i miodu też. I herbat u mnie wybór….
      A cytryny kupię.

      P.P.S. Obywatelka nie mogła lepszego dowodu na wiedźmowatość przedstawić – tylko wiedźmy mogą być wszystkim 😀
      Jestem to wiem!

  8. Olinta napisał(a):

    Skoro To czułaś to wiedźMałaś! 😀
    Przyjmuję ogólnie wiadomy wszem i wobec fakt bycia wiedźmą za komplement, bo pomimo żeś też wiedźma to jednak z odległych rewirów, więc bliższe Ci te zachodnie i północne koleżanki niż południowe.
    Stąd Twoja sympatia do chłodu i wiatru, a moja do do słońca i suszy absolutnej – teraz to jasne! 😉
    I pomimo odległości fakt dotarł, więc miło podwójne.
    Przed momentem wróciłam z kamiennego kręgu.
    Mam takowy. Przysięgam.
    Ogień w nim palę o porach różnych ku uciesze ludności tej bliższej i dalszej.
    Nic nie poradzę, że popiół mi potrzebny, a że do ust cygar nie biorę to i o odpowiedni popiół u mnie ciężko.
    Deficyt można powiedzieć nawet.
    A jasne jest, że jak ktoś się w brązie lubuje to popiołu pragnie w porach, które pospólstwo przeznacza do celów całkiem odmiennych.
    Tak więc zaczerpnęłam popiołu z kamiennego kręgu, zmieszałam go z żabim skrzekiem i nałożyłam na brąz.
    Wróć.
    Brąz nie jest sam. On ma śniedź.
    Tak więc czynności wykonuję zgodnie z przydomkiem.
    Bycie wiedźmą Ćmolintą zobowiązuje, więc się staram podołać (byłabym sobie pysk o kretowinę rozbiła, ale co tam! Kamienny krąg czekał to lazłam w chaszcze po północy, co by mroczniej było, no nie?).
    O rzucaniu piszesz. Mam takie proste, o których wspominałam typu „fuj, fuj, fuj”.
    Bardziej skutecznych nie ujawnię w OFICYJALE, bo akysze czuwajom i czujne som.
    Wykorzystajom, za swe weznom i jeszcze tutka na swoim poletku z tego zrobiom. Fuj, fuj, fuj!
    Skąd u Pani czerep wziął się?
    Nie piszę o naszyjnym osobistym, jeno tym użytym w zdaniu?
    Ciekawi mnie to, bo u mnie w częstym użyciu bywa.
    Prawie tak jak jego zawartość czyli zadomowiona mątwa.
    Zrobiła sobie w czerepie niezłe M2 (przyjmując, że JEDNAK mam dwie półkule) i urządziła w nim klubokawiarnię wraz z lądowiskiem dla helikopterów.
    Podejrzewam ją też o pole golfowe, bo czasem coś mnie tyrpie w źdźbło ( Ty masz monopol na jedyneczkę, ja na źdźbło co po sianie we łbie zostało).
    I nie mylić ze słomą, bo prychnę obrażona i precz pójdę.
    Słomy moje buty nie posiadają.
    Pomimo bycia wiedźmą buty u mnie na wysoki glanc, bo tak lubię.
    A dlaczego w szufladę wrzuca Pani banialuki i inne bzdety bezjedynkowo pisane?
    Nie szkoda to?
    Może do fot jako tekst się nadają?
    Wykorzystać je trza, bo smutne w ciemnicy siedzą i żółkną, a przecież z Chin nie są.
    Wylizałam paluchem spodek po powidłach.
    Nie zapomnij o cytrynie, bo u mnie z odpornością słabawo!
    Sfruwam.
    P.S. Jak ktoś myśli, że powyższy tekst jest komentarzem do lampionów to jest w błędzie.
    Niech idzie swoją drogą i nie zbacza, bo tu niczego dla siebie nie wyczyta.
    To jest tekst dla wiedźm. 😉

    • Vika napisał(a):

      Nie przysięgaj.
      Taką wiedź też mam, że masz.
      Każda z nas ma swój krąg, bo to charakterystyczne dla wiedźm jest.
      I miłość do ognia.
      I czerep przeca też w genach mamy.
      Nie pamiętasz? Nasze prababki używały go jeszcze organoleptycznie jako gara do warzenia tych wszystkich skrzeków żabich i innych szczurzych bobków, czy ważych skrzydełek, nie pamiętasz? U nas w genotypie pamięć i wiedźma o nim pozostała (dziedziczna jest) i w słowach on u nas żyje (tylko), bo my już inne pokolenie. Ja przynajmniej jestem wiedźmą idącą z postępem – miotły używam tylko w celach rekreacyjnych i zdrowotnych (w ograniczonym zakresie i tylko wtedy, gdy ruchu muszę zażyć), na co dzień korzystam z teleportacji – szybciej i wygodniej, nie trzeba czerepu kapeluszem zakrywać, a przecież wiadomo – jak się leci, to w górnych partiach świszczy i powiewa, nie? a moja SJ na przeciągi wrażliwa… a i pozycja na amazonkę na tej miotle to już nie dla mnie, bo czasem mi dysk wylata, dbać o zdrowie muszę, więc jak gdzieś na już potrzebna jestem , to się teleportuję i finito.

      Piszesz, że mątwa przerobiła sobie nieruchomość (właściwie to chyba jednak ruchomość? bo się z Tobą rusza… chociaż jednak nie, bo te inne nieruchomości znane ze świata równoległego przeca też w ciągłym ruchu – Ziemia się kręci przecież, czyli ruch czyni, a kręcąc wciąż w kosmos pomyka dodatkowo jeszcze – a jednak dalej one nieruchomościami zwane są) więc mątwa swą nieruchomość w M2 przerobiła, w dodatku w takie o podwyższonym standardzie… to masz fart, bo moja SJ to sobie też przerobiła, ale w loft… ściany wyburzyła, przestrzeni jej się, qundulencja jaśnista, zachciało, i teraz jej w tej przestrzeni znaleźć nie mogę… i pewnie stąd wzrokowcem jestem – zapamiętuję tylko to, co naocznie w czerep wpadnie, ma to ścisły związek z tym loftem w czerepie, bo wiedź każda wiedźma ma, że zapamiętuje się tylko to, co z szarą masą się zderzy, odpowiednio obrobione przez nią się stanie i w, znowu odpowiednią, szufladkę zaszufladkowane będzie, tak… ale jak ta szara masa w postaci jednej szarej jedynaczki występuje to już tak prosto nie jest – stąd się biorą wzrokowcy – takie coś do zapamiętania w ok się rzuca (wsio ryba w które) do środka wpada, odbija się rykoszetem od tylnej ściany czerepu i tak sobie rykoszetuje (czerep obły, więc kąt odbicia zmienia) aż tę moją SJ przyszpili w którymś kątku i jest! Wtedy zapamiętam. A jak takie coś do zapamiętania wpadnie mi jednym uchem, to zaraz drugim wypadnie, bo oba na przestrzał mam, a miedzy nimi pusta przestrzeń… mała szansa, że na drodze stanie akurat szara i do zderzenia dojdzie…
      Co zaś się tyczy źdźbła – nie bój nic, ja nigdy nie pomylę źdźbła ze słomą ( o Twoim osobistym źdźble mówię), możesz być spokojna i o focha strzelaniu zapomnij, wszak wiadomo, że źdźbło i słoma, choć oba z trawą związek mają, zgoła inną etymologią się legitymują, a szczególnie w tym szczególnym 🙂 przypadku…
      I jeszcze na koniec, bo znowu się palce rozpisały ponad wszelką miarę, słów kilka o banialukach vel bzdetach – niech one jednak w tej szufladzie spokojnie sobie żółkną i w tiurmie żywot swój wiodą, bo tam ich miejsce… choć przyznaję, czasem słabość mnie ogarnie i coś tam jednak na światło słoneczne wytacham, ot choćby i tu się nie oparłam, i o Powolniaku dwie historyjki wkleiłam 🙁
      albo o swoim odwiecznym marzeniu napisałam… a,nie… to gdzie indziej było 🙂
      A teraz się zbieram i po te cytryny lecę…

      ZWP (z wiedźmim pozdrowieniem) V.

      P.S. Ciekawe czy inne wiedźmy czytając to będą miały odwagę do wiedźmiństwa się przyznać, bo powiem Ci, że mam podejrzenia co do niektórych…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »