BOMBKI W KORONKACH…

 

 

 

 

Zauroczyły mnie przepiękne bombki Sylwii Serwin.

Rzadko mnie już ostatnio coś tak zaurocza. A one owszem. Bardzo. A nawet bardziej niż bardzo.

Udałam się więc do źródła pięknoty i wyraziłam chęć zainspirowania się, bo one w snach mnie nawiedzały, a moja szara komóreczka, co to ją na stanie mam w ilości sztuk jeden, zwana w skrócie Szarą , w kółko ględziła i nudziła – ty, no idź zobacz je jeszcze raz, no idź! No to szłam i się napawałam.

Słowem jednym ostatnio życie mi się kręciło tylko wokół nich, męczące to było poniekąd  i trzeba było coś z tym szybko począć, bo nieprzerobiona robota w kącie leżała i kwiczała cienko, a ja tylko te bombki oglądałam i oglądałam w kółko Macieju, no to w końcu poszłam do źródła z pytaniem czy zainspirować się mogę.

 

– A inspiruj się – rzekła Dobra Kobieta –  i rób, ale pod warunkiem, że jak zrobisz, to pokażesz.

 

Phi, łatwy warunek, pomyślałam sobie, pewnie, że mogę pokazać, co tam.

Ale zaraz, zaraz… a jak wyjdzie koszmarek? A przecież może! Nawet bardzo prawdopodobne jest, to co?

Przecież wstyd i śmiech na sali huknie. A ja mam dziecię nieletnie, które w jakąś traumę popaść może jak mać jego obśmieją (na bank nie popadnie, ale miło mi się tak myśli).

Jednak z drugiej strony  taką bombę a’la Sylvi to ja chcę mieć jak nie wiem co, to co?

 

– Ty, test najpierw zrób – szepnęła Szara – jak przeżyjesz to pokażesz.

 

No właśnie! Test!

 

– Dobra, mogę pokazać – odpowiedziałam Dobrej Kobiecie – ale tylko wtedy, jak po zrobieniu i zobaczeniu co mi wyszło trupem bladym nie padnę.

 

No i zabrałam się za robotę.

Bombę na stanie miałam tylko jedną jeszcze, dużą, akrylową setkę, pomysłu na nią już nie, a powielać ostatnio zrobionych obsydianowych nie chciałam, no to ją poświęciłam na ołtarzu chcenia.

 

Nie bardzo wiedziałam jak się za tę koronkową robotę zabrać, bo ja nie z tych „szydełkowych”, co prawda Sylwia mówiła, żeby wpaść na kawę, a ona pokaże co i jak, tyle, że ja musiałam jużteraznatychmiast, a to się nijak nie dawało pogodzić z jakimikolwiek podróżami, nawet bliskimi.

Ci co mnie znają, wiedzą aż za dobrze, że czekanie nie jest moją mocną stroną, ba, ono nie jest żadną moją stroną, bo  ja  nie posiadam w szerooookim wachlarzu zalet mych  rozlicznych czegoś takiego, co się nazywa cierpliwość, ja muszę już, albo wcale. Innej możliwość brak.

Tu „wcale” nie wchodziło w grę, zatem musiałam już.

 

To zaczęłam.

Najpierw kolor – łatwo poszło, padło na turkus.

Jasne, że turkus, bo lubię.

Potem…

No tego potem to ja już  nie pamiętam, bo niezauważenie odpłynęłam sobie w światy równoległe i dość szybko straciłam kontakt z bazą.

 

Gdy wróciłam do realności zobaczyłam COŚ.

 

– O jaśnista qundulencja, A-CO-TO-JEST?? – wyrwało mi się z głębi jestestwa mego, zdziwionego niepomiernie na widok.

 

– Jakieś chorelne Faberge? – uprzejmie, aczkolwiek złośliwie bardzo podsunął Najlepszy – tyle, że nie jajeczne, a bombowe. Widać przecież, nie?

 

Fakt. Widać. Chorelnie dobrze widać nawet, niestety…

 

No, że też ja trupem bladym na miejscu nie padłam, to ja pojąć nie mogę… zapewne uratował mnie ten turkus, albo cud jakiś nadprzyrodzony zaistniał, bo co innego?

 

Nic wszakże straconego i wszystko jeszcze przede mną, gdyż/albowiem/ponieważ/że Sylwia zabije mnie teraz śmiechem…

 

Ale umowa to umowa, a ja honorowa jestem i nie ma zmiłuj – zatem pokazuję.

Ech…

 

Proszę nie pytać dlaczego tylko trzy zdjęcia i dlaczego nie ma takich „dziennych”.

Już i tak nadto, że są te 😛

Nie wiem jak to się stało, ale Sylwia obejrzawszy tę moją  bombkę darowała mi życie i nie zabiła mnie śmiechem zaraz natychmiast, jak to coś ujrzała, więcej, ona nawet kurtuazyjnie powiedziała, że jej się podoba Big Grin Big Grin Big Grin 
no koń by się uśmiał…
mówiłam – Dobra Kobieta to jest!

Powtórzyła tylko, żebym jednak na tę kawę przyjechała, to nade mną popracuje 😉 No dało mi do myślenia.

Ale, że ja honorna jestem jakem już wyżej rzekła, a do tego postanowiłam się  zrehabilitować  – to i zrobiłam jeszcze jedną, tym razem obsydianową, otuloną srebrno-perłową koronką (podeszłam do zadania naukowo i tę koronkę robiłam już  inaczej i bardzo się pilnowałam żeby w równoległe nie ulecieć przy robocie).
Wszyscy wiedzą, że nie przepadam za symetrią, więc i tu jest asymetrycznie, inaczej niż u Sylwii, ale też nie chodziło mi o kopiowanie, a o inspirację jeno.
Bombka to spory sopel (11 cm), malowany od środka w „obsydiana”, na zewnątrz ma rzuconą koronkę, tak na ukos trochę, bo maskowałam łączenia Tongue

( strasznie mnie one drażnią w tych akrylowych bombkach i zawsze próbuję je jakoś utylizować, znaczy w tych, które robię ja, bo w innych aż tak mi nie przeszkadzają).

Zdjęć zrobiłam 115, słownie: sto piętnaście! z czego wybrałam 5, słownie: pięć! i to na siłę, bo i te powinnam odrzucić.
Trudność polega na tym, że ta koronka „łapie” światło w jakiś niekontrolowany sposób i dopiero wtedy ożywa, bez tego światła jest tylko srebrna, ze światłem – błyszcząco-srebrno-perłowa, tyle, że między złapanym, a niezłapanym światłem jest ułamek kąta tylko i złap tu biedny człeku ten ułamek tak, żeby tę perłę i błysk pokazać, w dodatku Sonka miała olbrzymią trudność, żeby dobrą ostrość chwycić, ale może coś na tych zdjęciach dojrzycie jednak, a jak nie, to chociaż może wyobraźnia Wam podpowie.

 

 

28 komentarzyto BOMBKI W KORONKACH…

  1. Dyzia napisał(a):

    Hm… Tak se teraz myślę, że nie tak łatwo zrobić takie ciuniuchne pajęcze koroneczki jak ma Sylwia, chyba że… Ma mega bombki! ;D
    Wyobrażasz sobie nadziabać takich koroneczek na bombce serduszku? Nawet, jeśli to te większe 🙂
    Ale Sylwię mogę se podziwiać u Sylwii, a u ciebie podziwiam dalej obsydian, ja bym ten klejnot widziała obsadzony w misternej sieci srebrnej konturówki bogato upaćkanej w czarnej patynie na stare srebro, czujesz to? Stare cacuszko 🙂 Już tam na kielichach taki efekt masz, roztopiony ołów 🙂
    Za to na tej fajny świąteczny brokatowy błysk, no i powalczyć z materią trzeba było dalej.
    Łańcuszki, koraliki, klejnociki – super 🙂
    A pierwsza bombeczka na zdjęciach ma niesamowity klimat i na pewno przy choinkowych lampkach taki zachowa 🙂
    Mam nadzieję, że docenisz ten mój wyjątkowo dłuuugi komentarz jak na mnie, choć z Olintowymi to nie mam się co równać 😀

    • Vika napisał(a):

      Dyźka, ja w szoku jestem, nie tylko że doceniam! Takiego długiego Twojego to ja jeszcze nie czytałam 😀 😀
      Aż mi się spać odechciało zaraz.

      O srebrze na obsydianie myślałam, ale na sercu (coś jak Twoje serducha), nie na soplach, chciałam zrobić taką siateczkę, tylko jak sobie pomyślałam ile to roboty i rozplanowywania tych oczek siatkowych to nie wiem czy mi się będzie chciało… W każdym razie jedno serducho mam odłożone, tak na wszelki niewiadomy…

      • Dyzia napisał(a):

        Niech ci się zachce, bardzo prosiem 🙂
        Piękna będzie 🙂

        • Vika napisał(a):

          A jak skopię to będziesz zmywać?
          Wiesz jak się zmywa konturówkę, co nie? 😛

          Ale… ale gdybym zrobiła na takim rombie (mam!), to te oczka siatkowe chyba prostsze by były bo nie musiałyby się zbiegać w dole serca… no… brzmi interesująco 🙂

          • Dyzia napisał(a):

            Pewnie, przyślesz do mnie i ją zmyję 🙂
            Ale odeślę czyściutką plexi ;D

  2. Olinta napisał(a):

    Oba warianty bombkowe fajne z naciskiem na pierwszy jako Twój, bo drugi powinien być realizowany po kawie, przy której to MOŻE dowiedziałabyś się (to co teraz piszę to całkowicie moje domniemanie nie poparte żadną szkołą ni przeciekiem, ani tym bardziej wiedzą praktyczną), że to nie o materię, a o ciągnięcie jej idzie, no i dzióbek co w ciup ma być tak mały, jak najmniejsze ucho igielne mieszczące w sobie włos jeno.

    P.S. Jakby ktoś nie zauważył to zwracam uwagę, że TYM RAZEM napisałam jedno zdanie. 😛

    • Dyzia napisał(a):

      A ja myślę, że S. kordonkiem je dzierga ;D

      • Olinta napisał(a):

        Wyciągam lufkę.
        Drżyjcie narody! 😀

        • Vika napisał(a):

          O qundulencja, aż się qupio czuję… jedna, co szczędzi słowa nagle się rozpisała, a druga, co zawsze się rozpisywała nagle się oszczędna w znakach graficznych zrobiła… ki diabeł?? 😀 😀 😀
          Ha! Musi, że bombki taką moc mają!
          Ale zaraz, zaraz… Ćmo, a po co Ci ta lufka? Teraz to się znów lufką wciąga? Bo ja nie na bieżąco jestem 😛
          Ja to bym wodną faję wyciągnęła…:P

          • Olinta napisał(a):

            Wodną fają to Ty se możesz humor poprawić, a nie koronki dziergać. 😀
            Do lufek Ci linka wyślę.
            A jedną wsadzę do pudła co pół roku stoi u mnie i towar zbiera.
            Już jestem ciekawa jakie nią wzory wyhaftujesz! 😉

          • Vika napisał(a):

            To tą lufką nie wciągać, a pyrgać mam? Do przodu otworem gębowym? Jeeeenyyyy, koniec świata…

  3. pestQa napisał(a):

    A mnie to się najbardziej ta Twoja asymetria podoba, bo też miłośnikiem jej jestem 🙂 i kształt sopla. A gdybyś jeszcze ten brokat przyćmiła czymś, to byłaby dla mnie zachwycająca … choć przecież na Święta ma być świątecznie i wystawnie i na bogato …w zasadzie.

  4. Shanna napisał(a):

    Tak, tak, tak….rob dalej. Obsydian przepiekny.

  5. Marzena napisał(a):

    No cóż, ja buzię rozdziawiłam i się gapię od kilku dni. A dzisiaj tylko mogę napisać, że cudnie koronkujesz. Bo cóż jeszcze można dodać?
    p.s. jak tylko zobaczyłam, że u Dyzi więcej niż jedna linijka to pomyślałam – koniec świata! ależ Dyzia się rozpisała! :)))
    A w razie czego – do mnie to bliżej do tego zmywania jest ;))

  6. Marzena napisał(a):

    p.s. I jeszcze miałam powiedzieć, że bardzo żałuję, że taką ciemną oprawę tej pierwszej zafundowałaś. Bardzo bym chciała ją zobaczyć w pełnej krasie

    • Vika napisał(a):

      Nie ma czego żałować i tak dosyć, że w ogóle ją pokazałam, ale jak umowa, to umowa 🙂
      A z tymi koronkami to przeciwna sprawa jest, najtrudniej zacząć, ale potem to ani się obejrzysz, a koronka sama się kładzie…

  7. Magda napisał(a):

    Inspirowane ale Twoje 🙂

    Widać Twój styl i to właśnie lubię 😀

    Pierwsza bobka zupełnie inna, ciekawa, taka na bogato 😀

    Druga łagodniejsza, też świetna! Koronka już zupełnie inna 🙂

  8. Ada-Adriana napisał(a):

    Piękne bombki, rewelacyjne i nawet brak światła mi nie przeszkadza, wręcz pięknie wyglądają w tym oświetleniu.
    Cudo !
    Podoba mi się wszystko w nich, bo mają swój klimat,
    są jedyne w swoim rodzaju.

  9. Poddasze Decouart napisał(a):

    Piękne bombki! Widać bogactwo duszy.Ten, blask, ta precyzja, eh!

  10. Aldona napisał(a):

    Po raz kolejny odwiedzam to magiczne miejsce, pełne niezwykłych prac. Czytam to co piszesz z zainteresowaniem i uśmiechem. Oglądam zdjęcia, nawet po kilka razy. Nawet nie udaję, że wiem jak je zrobiłaś ( prace, nie zdjęcia 🙂 i tym bardziej podziwiam. Długo potem w mojej głowie latają te Twoje anioły, rozsiewają złoto, srebro, turkusy i rozświetlają moje czarne myśli. Lubię to uczucie 🙂 I dziękuję Ci za to 🙂
    Ala

  11. Vika napisał(a):

    Witaj Alu w moim jutrze 🙂
    Miło mi Cię gościć…
    Mówisz, że moje alieny rozświetlają Twe myśli? O, to wielki dla mnie komplement 🙂
    Bywaj więc tu, bywaj często!

  12. Renata Połeć napisał(a):

    Alu,
    dlaczego napisałaś to, co ja chciałam napisać (skąd wiedziałaś co myślę 🙂 ???
    Czarno-srebrna bombka mrugnęła do mnie swoim szlechetnym blaskiem na żywo i pomimo tego, że lubię jasne kolory, muszę stanowczo potwierdzić jej niezwykłość i urok 🙂
    Violu Kochana nadal nie mogę oderwać oczu od mojo-Twojej tacy i wcale mnie to nie nudzi <3

    • Vika napisał(a):

      Ależ ona, taca owa, ciemna!
      No, prawie ciemna… Właśnie, prawie… może to dlatego jeszcze Cię nie odrzuca? 😛
      Ileż można coś oglądać???
      Myśl teraz o koniku 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »