zrób mi coś… prooooszę…

 

 

 

 

 

 

– Ale co?

Coś.

– A co to jest Coś??

– Nie wiesz? Coś to jest Coś. Ja jeszcze nie mam Cosia. Zrób mi…

– No dobrze, zrobię… a jakie to C ma być?

– Z autami. Czerwonymi. I już.

I zrobiłam.

Coś dla Małego Chłopca, który wszystko ma, poza Cosiem.

Z autami.

Czerwonymi.

Coś na biurko, bo Mały Chłopiec bardzo lubi rysować i koniecznie musi mieć  Coś do trzymania kredek w karności.

I podpisałam, żeby Chłopiec wiedział, że Coś należy do niego.

I do jego  kredek 🙂

Mam nadzieję, że Coś mu się spodoba….

4 komentarzeto zrób mi coś… prooooszę…

  1. rosier napisał(a):

    Czy ten (to) „coś” już zabrany(e)? Oczka mi się doń zaświeciły, choć ja stara baba i z autkami to mi nie bardzo po drodze, ale TE strasznie mi się podobają na tym Twoim „cosiu”.
    Poza tym bardzo fajnie wymyśliłaś imię pisane rozmaitą czcionką i wielkością. Praca pierwsza klasa, Violu. Braaaawo!!!
    Aaa i koroneczka też mi się widzi mimo, że to praca dla chłopca, pięknie ją wykańcza.
    Słoneczne pozdrowienia prawie z przemyskiej ziemi.
    Marta

    • Viola napisał(a):

      Jeszcze nie, dopiero dostarczone będzie…
      A Mały Chłopiec właśnie na etapie zachwytu świeżo zdobytą umiejętnością pisania własnego imienia jest – stąd te, różną czcionką Mateusze, tam umieściłam ;)żeby zobaczył, że różnie to imię pisać można.
      A i koronka specjalnie tam się znalazła – w celu ochrony delikatnych paluszków tegoż Chłopca (zabezpieczyłam, pewnie, że zabezpieczyłam, obstukując dokładnie i mocno ten puszkowy rant, ale tu chodzi o paluszki mojego własnego Starszego Budrysa, to i nie dziwota, że przewrażliwiona jestem ;), a poza koronką nic mi do głowy nie wpadło… mam nadzieję, że mi wybaczy ten dziewczyński element…)
      Bardzo się cieszę, że się Tobie podoba, bo ja sama nie wiem, czy to o takie Coś chodziło…

      I dziękuję za pozdrowienia (szkoda, że mi trochę zapachu piwonii nie przysłałaś) i swoje w tę daleką drogę wysyłam… 🙂

  2. rosier napisał(a):

    Podoba mi się podoba. No i mówisz, masz… ślę zapach piwonii, albo lepiej róż, bo one teraz królować zaczynają. A mam taką żółtą pachnącą, wieczorem szczególnie.

    No i… kurka wodna… jeszcze cosik… no muszę Ci napisać… choć nie powinnam w tym wątku, ale niech tam… Do Twojego powolniaka mam… hmm… delikatnie mówiąc stosunek ambiwalentny. Jego kuzynostwo, to rude paskudztwo, które w tym roku niestety i do mnie, póki co w nielicznej ilości sztuk, dotarło ląduje w słoiku z solą. Twa lekkość pióra (klawiatury):) „postać” tę tak nieskazitelną i rozumną ukazała, ale ja bym toto i tak eksterminacji poddała.:)
    Ale, ale… jeśli Cię owa fauna interesuje priorytetem do Posen słać mogę. Nawet systematycznie 🙂
    Buziaki ogromne. M.

    • Viola napisał(a):

      Aj, bo ja do rudzielców też miłością nie pałam (poza jedną taką rudą Anią, którą kocham od stu lat, kiedy to podlotkiem nieopierzonym będąc, pierwszy raz o jej przygodach przeczytałam :))
      No i „mój” Powolniak to chyba jakiś inny sort jest, tak mu fajnie z tych czułkowych oczek patrzy 🙂
      no i bawi mnie jego zadziorność i tupet 😛
      Ale przysyłaniem kuzynostwa się nie trudź, mnie on jeden za całą rozrywkę wystarczy 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »