ZABAWY ZE SZKŁEM…

 

 

 

… nieustające, bo lubię i już 🙂

Ostatnie niebieskie anioły dały mi porządnie w kość, no rzec można, że mnie wykończyły nawet.

Niebieskości śniły mi się po nocach, nawet Szara była nimi oczadziała i zachowywała się jak po najlepszym zielu, nic robić nie mogłam, bo natychmiast oczy zachodziły mi sinoniebieską mgłą, a robota czekała.

No dłużej już tak być nie mogło, trzeba było coś zaradzić i to natychmiast.

A co jest najlepszym odstresowywaczem i lekiem na wszelkie zło?

Jasne, szkło!!!

A w jakim kolorze?

A w najdalszym od niebieskości!

A co z tego szkła?

A obojętnie, byle szklane było.

Tyle, że nic akurat wolnego nie miałam, w Starej Rzeźni nie byłam już wieki całe, zamówione patery jeszcze do mnie  nie dotarły, żadne czyste szkło mi się po siedzibie rodowej jakoś nie walało i w oczy nie lazło, a ja MUSIAŁAM!

A w dodatku dostałam całe mnóstwo cudownych, nowych mediów do szkła prosto z niemieckiej VIVY i aż ręce mnie świerzbiły, żeby się nimi pobawić…

I wtedy przypomniałam sobie o nim…

Stał w łazience od wieków, znaczy jakieś siedem lat, czyli od czasu, gdy ktoś – znowu wiem kto, ale nie powiem 🙁  – wlał do niego gorącą wodę w celu umycia (jakby nie można było umyć zimną!) i on wtedy złośliwie sobie pękł był…

I tak sobie potem stał (pęknięciem do tyłu) i stał.

Wielki szklany dzban.

Wkładałam w niego różne ustrojstwo, w zależności od potrzeby aktualnej – a to wsypałam potpourri,  a to wetknęłam jakiś wiecheć traw, a to upchnęłam przytargane ze spaceru badyle i gałęzie, albo powciskałam  bombki tudzież jaja, w zależności od rodzaju świąt.

No zwyczajnie się marnował.

A miał potencjał, co natychmiast zobaczyłam jak na niego spojrzałam nowym okiem.  I co, że pęknięty?? Do moich celów nadawał się śpiewająco 🙂

I jeszcze gabaryty słuszne posiadał, więc i zabawy obiecywał więcej.

Szybko wysypałam z niego co tam wcześniej wsadziłam i jeszcze szybciej zaciągnęłam do mojej sutereny, co by go poddać obróbce.

I się zrobił…

Teraz jest czarny, z przetarciami w kolorze srebra, ma turkusowy, półtransparentny pas z drobnymi pęknięciami, przetykany srebrnymi nitkami, a dookoła rosną na nim trawy połyskujące metalicznym srebrem. Dalej jest szklany, choć już inaczej 😉

I nie jest gładki, jako, że wciąż jestem zafascynowana różnorakimi strukturami…

 

 

Dzban 260 mm x 220 mm (dolna średnica), szkło, witraż, mixed media

 

 

12 komentarzyto ZABAWY ZE SZKŁEM…

  1. Marzena napisał(a):

    No nie wiem jak on mógł tak sobie siedem lat stać spokojnie bez żadnej ingerencji! Taki kształt! No cudo po prostu. Daleko uciekłaś od niebieskości :)) Ale dobrze, że turkus miał szansę bo się pięknie z czerniami komponuje. I oby te struktury chodziły za Tobą jak najdłużej bo świetnie je układasz.
    p.s. idę kawkę na słoneczny, jesienny taras zaraz wypić to wyglądaj moich machnięć pomiędzy samolotami 🙂

    • Vika napisał(a):

      Nie ma obawy – struktury trzymają jak w okowach, nie ma szans, że puszczą 😀
      A wiesz, że sama nie mogę zgadnąć dlaczego ten dzban nie został zrobiony, i dlaczego tak długo…
      Aż mi w końcu było wstyd, gdy moje znakomite decoukoleżanki, bywając z wizytą w rzeczonej łazience, ze zdziwieniem pytały DLACZEGO???

      No, ale w końcu przyszła kryska na Matyska i oto się stał 🙂

      Nie widziałam wczoraj jak machałaś, a szkoda, bo pogoda świetna była i mogłabym z Tobą stereo tę kawę pić, no wielka szkoda…
      Dziś się chyba tarasowo już nie da, bo spójrz za okno na te kłaniające się drzewa – wieje… ale machnąć Ci dam radę!
      No to mach-mach!

  2. Magda napisał(a):

    kurczę nietypowy efekt końcowy jak tak patrze to nawet nie widzę że to szkoło”było” 😀
    Podoba mi się 🙂

  3. Olinta napisał(a):

    I on taki goły sobie stał u Ciebie?
    Całkiem?
    U mnie to by stał do uśmiechniętej z kosą, ale że u Ciebie?
    Toż on z zawiści i zgryzoty pękł!
    Patrzył na ubierane koleżeństwo i nie wytrzymał odrzucenia po prostu.
    Wszyscy w złoto i inne bogactwo ubrani, a on jako ten paluszek goły.
    Może nawet i nie paluszek, a sam król jak z bajki, ale z nagim… uchem, ekhem, ekhem…;)
    Doczekał się nareszcie szaty i od razu wygląda szczęśliwiej.
    Przepasane brzucho dumnie pokazuje i nosa zadziera.
    Nawet od środka tryska kolorem z radości!
    A trawy? Trawy szumią tę historię i niosą w dal…
    PpP

    • Vika napisał(a):

      Całkiem i goły na amen.
      I z siedem lat tak.
      Sama się dziwię 🙁
      Sobie.
      Ale już jest w nowych szatach i jako ten król teraz dumnie łazienkę zdobi 🙂
      A trawy szuuumiąąą….

      A ja? A ja czekam na słów kilka, bo zaległość Ci się zrobiła 😛
      Póki co PpP serdecznie.

      • Olinta napisał(a):

        Cooo??? Mnie???
        Jak Ty to mówisz – toś teraz walnęła jak łysy grzywką o trotuar (czy jakoś tak…).
        Przecież Ty jesteś do tyłu o nowelkę zaległą!
        Ale nie ma sprawy, bo ja przecież noce lubię to i Twoje i swoje zaległości odrobię.
        I będziem kwita. 🙂
        Ć.

  4. Vika napisał(a):

    O beton!!
    Walnął.
    Ten łysy.
    Tą grzywką.
    O beton.
    Jaki trotuar, jak rany? On spektakularnie walił.
    No chyba, żeby ta promenada betonem wylana, to niechby…
    Ale beton musowy jest.

    No i dobrze, żeś nocolubna, i skrzydełek przysiądziesz, i zaległości odrobisz, bo zrobiłam résumé, znaczy winien/ma i wychodzi jak byk ma, znaczy ma mieć mła.
    No to mła czeka.
    Póki co spokojnie jeszcze, ale może się zmienić….

    • Olinta napisał(a):

      Wyobraźnia mi tę kobitkę z parasolką pokazała i stąd trotuar chyba.
      No bo przy niej o betonie jakoś nie wypada (chodnik mi jeszcze przez czerep przeleciał, ale czułam, że to nie to).
      A swoją drogą to u Ciebie teraz Francyją zapachniało i aż się wyprostowałam za biurkiem co by fason trzymać.
      Ty wiesz, że ja te damesy to lubiem łokropicznie, więc popieram mocno.
      Niczym beton! 😀

      • Vika napisał(a):

        A to Jesień we własnej osobie jest.
        Prawda, że śliczna?
        I ona tak borem-lasem pomyka, a na co spojrzy, a czego dotknie natychmiast barwami zakwita…
        Będzie tak szła i szła, aż do przyjścia Zimy Pani.

  5. lisek Skwierzyna napisał(a):

    Cudowny post, humor i dystans! Plus ogolnie bardzo fajny blog 🙂 Gratuluje! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »