wiosna w Paryżu…

 

 

 

 

Był sobie Dzban.

 

Urodził się dawno, gdzieś w połowie minionego wieku, w czasach nieciekawych, prawdopodobnie w Olkuszu, ale to tylko domysły, bo on sam na temat swojego urodzenia niewiele mówi… może nie pamięta…  a może nie chce?…

Przyszedł na świat  w rodzinie Dzbanów Do Kawy, jako niewiadomoktóre dziecko, rodzinie niezbyt zamożnej, rzec by można – ubogiej nawet ( zresztą któraż rodzina niewiadomoilodzietna jest zamożna?).

Zaraz po narodzinach ubrano go w czerwony kubrak, emaliowany, bo ciężkie czasy były, a w emalii długo mógł chodzić, i cerować nie trzeba było.

Czasy jego narodzin były szare, w sklepach prawie żadnego wyboru kolorów, dzieci w rodzinie całe mrowie, to i dziwić się nie ma czemu, że czerwień po starszych braciach dostał (zostało jej jeszcze trochę sprzed wojny)… musiała być już jednak  bardzo zleżała, bo kolor… hmmm… kolor  bardziej na płachtę dla matadora, co to w corridach z bykami tańczy, się nadawał, niż na ubranie dla Dzbana.

Dom rodzinny opuścił wcześnie, pacholęciem jeszcze będąc, sprzedany do służby w pewnej śląskiej rodzinie, spędził tam całe dzieciństwo i młodość.

To był dobry czas, Dzban  wspomina go z rozrzewnieniem i tęsknotą. Oma parzyła w nim kawę dla swojego Wnuka GórnikaDzban stał sobie w zalanym słońcem oknie, wesoło puszczał parę z dzióbka, patrzył na kręcące się wielkie koło kopalni i czekał…       Potem przychodził Wnuk, Oma przechylała Dzban i nalewała Wnukowi kawy, patrzyła z troską czy aby nie za gorąca, czy dosyć słodka… a później delikatnie  myła Dzban, wycierała miękkim ręcznikiem, polerowała do sucha i odstawiała, błyszczącego, na półkę do następnego dnia…

A potem Wnuk przyprowadził do domu Żonę i zaczął się nazywać Mężem..

Teraz Żona parzyła kawę. Przez jakiś czas jeszcze, jak dawniej, Dzban stał na słonecznym parapecie , patrzył na kręcące się koło, czekał na koniec szychty i z parującą w brzuchu kawą wypatrywał powrotu Męża… przez jakiś czas, bo później stawał już na stole, nie w oknie,  zalewany w ostatnim momencie, z poparzoną wrzątkiem emalią. Już nie był pieczołowicie myty, nie był delikatnie wycierany, już nie błyszczał jak kiedyś…  Zdarzyło mu się też nie raz i nie dwa spaść ze stołu i boleśnie uderzyć…

Wkrótce  okazało się, że i emalia, mimo, że na ciężkie czasy, wieczna nie jest.

Dzban się zestarzał…  Pewnego dnia Żona obejrzała go dokładnie, pokręciła głową z dezaprobatą i dała Dzieciom do zabawy.

Dzban przyjął to z rezygnacją. Wytłumaczył sobie, że taka jest kolej rzeczy – jak się jest młodym i pięknym, to się jest stworzonym do parzenia kawy, jak się jest starym i obitym, to już tylko do zabawy w piasku….

Jakże się mylił! On teraz dopiero zaczął naprawdę żyć!

To nic, że w brzuchu zamiast bulgocącej kawy miał grzechoczące kamienie i piasek, to nic! Za to teraz od rana do wieczora towarzyszył mu wesoły śmiech Dzieci, teraz wyszedł z domu na powietrze, poczuł ciepło złotego słońca i pieszczotliwy dotyk wiosennego deszczu,    nauczył się nosić wodę, robić piękne babki z błota, czasem gościł w sobie kwiaty – żył!

Ale Dzieci dorosły. Dzban leżał teraz porzucony gdzieś pod płotem, brudny i zapomniany.

Znalazła go Żona, popatrzyła na niego, obejrzała wszystkie dziury w emalii, poobijany brzuch, i już-już  miała go wyrzucić do śmieci, gdy nagle pomyślała – a, niech tam! może kiedyś się jeszcze przyda…  

Zaniosła na strych i zamknęła w skrzyni.

Nikt nie wie ile czasu minęło, Dzban nie potrafił liczyć lat.

Najpierw wspominał i tęsknił… a  potem…  potem zapadł w jakiś dziwny ni to sen, ni-nie-sen….

Śnił, a może marzył o podróży. Nie wiadomo skąd mu się te marzenia wzięły, bo przecież nigdzie do tej pory nie był – nigdzie poza domem, podwórkiem i strychem… a jednak marzył o podróży do… tak, tak! Do Paryża!

Pewnego dnia na strych przyszła U.   Zajrzała do skrzyni i zobaczyła Dzban – brzydki,  z poobijaną, czerwoną emalią…

A potem przywiozła go do mnie – kupkę czerwonego nieszczęścia –  postawiła na stole i powiedziała – zrób coś

Zabrałam go do pracowni, z nadzieją, że sam mi podpowie co mam zrobić, postawiłam na półce i czekałam… ale on milczał.

Stał tak sobie, i stał, wciąż uparcie się nie odzywając, aż kiedyś, gdy już zupełnie straciłam nadzieję, niespodziewanie wyszeptał – chciałbym pojechać do Paryża

– Do Paryża?! Byłeś tam już?

Jeszcze nie, ale chciałbym

– Opowiesz mi coś o sobie?

Eeee, nie ma o czym

– Zawsze jest! Spróbuj…

No to posłuchaj  –  urodziłem się dawno, gdzieś w połowie minionego  wieku, w czasach nieciekawych
zaczął cicho…

…………………………………………………………………………………………

… i chciałbym pojechać do Paryża… – zakończył niepewny, czy go nie wyśmieję.

 

Nie wyśmiałam.

I zabrałam w tę podróż.

 

Paris au printemps… czyż jest coś piękniejszego?…

 

 

Myślicie, że jest teraz szczęśliwszy?

Mam nadzieję, że choć trochę tak…

12 komentarzyto wiosna w Paryżu…

  1. Gofira napisał(a):

    cudny jest i z pewnością szczęśliwy

  2. Viola napisał(a):

    Dzięki Goofi, bo to znaczy, że Tobie się podoba 🙂
    Cieszę się…

  3. Shanna napisał(a):

    Sliczna historia. A drugie zycie….miodzio. Teraz posluzy jeszcze wiele lat. A kto wie, moze kiedys znajdzie go pra, pra, pra…..wnuczka Uli i tym razem dzban bedzie chcial pojechac do…Chin:)

  4. Viola napisał(a):

    Ha,ha, może… tylko wtedy moja pra, pra, pra… wnuczka musiałaby mu w tym pomóc…

  5. poddasze.decouart napisał(a):

    I pewnie pomoże.Śliczny dzban! 🙂

  6. Viola napisał(a):

    Dzięki Anula 🙂

  7. Dyzia napisał(a):

    Piękny i taki twój 🙂 A jego historię wspaniale opowiedziałaś 🙂

  8. Viola napisał(a):

    Dzięki Dyziu,
    a historię to sam Dzban opowiedział, ja ją tylko spisałam…. 😉

  9. Jomajka napisał(a):

    Dzban już widziałam, gdzie indziej. A historia mnie zauroczyła. przeniosła w klimat baśni Andersena, ale nie tych najbardziej popularnych lecz tych mniej znanych, które doceniłam dopiero jako dorosła osoba. Piękne rzeczy robisz i pięknie o nich piszesz.

    • Viola napisał(a):

      Witaj Kochana!
      Ale się cieszę, że tu trafiłaś i mam nadzieję, że będziesz wpadać częściej 🙂
      Dzięki za to „piękne” i „pięknie” 😉
      A Pana A. uwielbiam i qndulencko mi schlebia Twój „klimat baśni Andersena…”

  10. meryluśka napisał(a):

    Dzban-ek prześliczny,a wiesz,że on ma kolegę (a może brata?)-imbryk do porzenia herbatki??

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »