TACA CZEKOLADĄ PACHNĄCA…

 

 

 

 

i przeogromna.

Wiedziałam, że będzie duża, bo zanim do mnie przyjechała (wraz ze swoimi czterema siostrami), to przecież znałam wymiary – teoretycznie… jednak  jak ją zobaczyłam, to zwątpiłam! Jest tak duża, że spokojnie za cztery tace może robić :).

Pochodzi z fabryki czekolady, wciąż jeszcze tą czekoladą pachnie, ale wysłużona była już okrutnie, służbę skończyła i przyszłoby jej zginąć marnie na jakimś tacowym śmietniku, albo i w płomieniach nawet, gdyby nie pewna osoba, która postanowiła ją i jej siostry ocalić. I tak trafiła w moje posenowe ręce.

Widać po niej, że wiele w swoim życiu przeszła, widać, że wiele czekolady przeniosła, że od pracy się nie migała i wysiłku nie unikała, że nie raz i nie dziesięć jakieś nieostrożne ręce ją upuściły, jakieś inne nią poniewierały i  szargały jej drewniane ciało.  Mogłam ją zrobić w różnym stylu, nawet nowoczesnym, bo przecież od czego wszelkie masy szpachlowe i inne czary-mary, ale ja chciałam, żeby znać po niej było jej pracowite życie, więc ją tylko oczyściłam dokładnie, dałam nową sukienkę (w róże, a jakże :)) a potem pobrudziłam na nowo ;)…

Teraz będzie całe lato mieszkać na tarasie, będzie się wygrzewać w ciepłym słońcu, czasem przyniesie zimny sok i lody…

I będzie pachnieć czekoladą…

 

Taca 640 x 540 x 80 mm, motyw – mix paierów Stamperii, stemple, stencil, malowana – farby akrylowe, patyna, bitum, drewno olejowane, lakierowana i woskowana (mat)

20 komentarzyto TACA CZEKOLADĄ PACHNĄCA…

  1. Aniolek napisał(a):

    Róże za wzór-a jakże,lepiej być nie mogło!Jest fantastycznie odrestaurowana rękoma mistrzyni.Zdecydowanie dałaś jej nowe życie i widać,że wiele jeszcze szczęścia na tym tarasie ją czeka.Piękna kompozycja,która sprawia że jak na nią patrzysz to myślisz o odpoczynku-ja o kawałku pysznego ciacha u moje mamy na tarasie.:)
    Boki pięknie poprzecierane,wykończone tymi twoimi cudami które fantastycznie współgrają z całością.
    Żal by było gdyby spłonęła lub skończyła na śmietnisku,to wręcz grzech.Teraz cieszy na nowo oczy.Piękna…

    • Vika napisał(a):

      To pierwsza – PIERWSZA!! – praca w całym moim decoużyciu, gdzie użyłam różu 🙂 prawda, że postarzonego na maksa, i pudrowego, a nie w czystej postaci, ale jednak różu…
      Sama nie wiem, czy mi z nim po drodze, czy też wręcz przeciwnie,to się jeszcze okaże – na razie się oswajam.
      No i żeby nie było mi tak strasznie obco to jednak turkus (w okrojonej ilości, ale jest) wtryniłam 🙂
      A taca wymagała ogromu pracy, ale satysfakcję mam 🙂

  2. Teresa napisał(a):

    Viko wspaniale Ci to wyszło .a do tego poetyckie opisy no
    po prostu mistrzostwo. Czekamy na nastepne. Ja zrobiłam juz dwie .

  3. Teresa napisał(a):

    Viko wspaniale Ci to wyszło .a do tego poetyckie opisy no
    po prostu mistrzostwo. Czekamy na nastepne. Ja zrobiłam juz dwie .

  4. Dyzia napisał(a):

    Piękny ogród wyczarowałaś na tej tacy, aż przyjemnie popatrzeć na to bogactwo! Tak się zastanawiam tylko, czy nie za dużo o te pasy, co w ustach ich miłośnika może brzmieć dziwnie… Napisz, że nie za dużo i że pasy i romby pasują wszędzie! 😉
    Jeszcze 3 siostry będą, tak?
    🙂

    • Vika napisał(a):

      Pasy i romby pasują wszędzie!!! (dlaczego ja te romby pominęłam??! no niedopatrzenie jakieś najwyraźniej ;))
      Taca jest naprawdę prze-przeogromna, od jednego rogu do drugiego jakiś hektar, no to musiałam te paski, żeby perspektywę skrócić 😀
      A siostry ma jeszcze cztery, i kiedyś będą… kiedyś, bo jak na razie ta mnie wyczerpała…

  5. Grarzynka napisał(a):

    Kurczaki…..jak to by na śmietniku wylądowała i to jeszcze w kilka sztuk. Ostatnio ludzie mnie wkurzają marudzą, że im się ich domy nie podobają a nawet nie chce się wziąć puszki farby i przemalować najprostszej rzeczy. Okropność. Taka wielka taca jest super jak się ma dom i taras i trzeba gdzieś gnać z kupą garów, więc z pewnością będziesz się z niej bardzo cieszyć. Śliczna jest taka z nutką magii i nostalgii.

    • Vika napisał(a):

      Nawet nie w kilka sztuk, a w sto, przynajmniej ja o stu uratowanych wiem, a podejrzewam, że i tych setek było kilka, w końcu to wielka, warszawska fabryka czekolady jest…
      Fakt, że zniszczone, ale za to z drewna i w niespotykanych ogólnie gabarytach.
      To pierwsza z piątki, którą przygarnęłam,
      a że jej starość i steranie pracowitym życiem od razu narzuciło styl retro, bo to te zadrapania, odpryski, pobrudzenia czekoladą, które się wręcz wżarły w jej ciało – to i się poddałam bez walki i stąd ta nostalgia z niej wylazła 🙂
      Ale druga będzie już chyba kombinowana by Vika… tak myślę, jak już dojrzeję do roboty nad nią 🙂

  6. małgorzata napisał(a):

    że śliczna wiadomo – jak wszystko co z twej pracowni wychodzi, ale tak sobie pomyślałam jak na tym słoneczku postoi i ten zapach czekolady i ta historia

  7. Olinta napisał(a):

    Jakiś wirus paskudny wlazł we mnie i nie zrozumiał jeszcze, że chyba jednak pomylił drogę.
    Ale przy pociąganiu nosem poczułam znajomy zapach i przyleciałam zobaczyć co gotujesz.
    I zastałam strawę dla ducha!
    Pewnie, że jakby czekolada była w filiżance czy chociażby w dużych i grubaśnych kawałach to bym nie pogardziła, bo przepadam.
    Ale w tej niemocy wolę paść ducha.
    Jakbym tę tacę zobaczyła w śród wielu to bym nie odgadła, że Twoja.
    Ale wiosna idzie i u Ciebie też jaśniej. 🙂
    I racja.
    W końcu dość się ta decha czarnej czekolady nanosiła.
    Niech ma kobita odmianę na starość.
    Do twarzy jej w tych barwach i wzorze.
    Dzięki tym drobnym różom wydaje się lżejsza.
    A która kobitka nie chce sobie ująć wagi?
    Będzie Ci za ten lifting służyć długie lata.
    PpP!

    • Vika napisał(a):

      No i ja nie.
      Znaczy nie odgadłabym, że ona moja. Gdybym wśród innych zobaczyła 😉
      Wyszła jak wyszła, bo mnie wielkość ocipiła i ogłupiła.
      Narzuciła myślenie, a u mnie to niezbyt pożądany element, a już szczególnie przy robocie, bo wtedy wychodzi niemoje
      Ale walczę z drugą, wcześniej przezornie Szarą wysłałam na urlop, spokój mam boski, nikt nie mendzi nad uchem, znaczy w czerepie, nikt nie podpowiada, nie eci-peci, nie szarogęsi, kwiatków pod nos nie podtyka, a taca robi się sama.
      Jeszcze nie wiem co wyjdzie, bo przezornie nie patrzę, lubię ten element zaskoczenia na końcu roboty, i to O! co się niekontrolowanie z trzewi wyrywa, a co znaczy „ja to zrobiłam??!! ja?? ciekawe kiedy!?„… 😛
      Jak się zrobi to pokażę… chyba…
      Póki co – PpP.

  8. Marzena napisał(a):

    Nic to, że nie Twoja. A może jakieś drugie ja wychodzi niepostrzeżenie kiedy to pierwsze odpoczywa?
    Niemniej jednak taca i mnie się podoba.
    Że też nie wyrzucali takich jak mój M. w tej fabryce pracował :-((
    A może i wyrzucali ale przecież do głowy by mu nie przyszło przygarnąć ..

    • Vika napisał(a):

      To Ty miałaś związki z tym czekoladowym przybytkiem?
      I nie wiedziałaś o takim dobrze???

      • Marzena napisał(a):

        No nie wiedziałam! Bo gdyby związki były moje to na pewno byłabym w posiadaniu. Ale bliższe związki to mam z moim M, który to miał bliskie związki z czekoladowym rajem. Ale jemu jakby nawet wciskali taką tacę w ręce to by nie wziął. No nie daje się wytrenować bestyja jedna…

        • Vika napisał(a):

          A on z Posen jest aby? Czy jakiś obcy element? Bo jak z Posen, to aż mi się wierzyć nie chce, że ustrojstwem by pogardził…

  9. Marzena napisał(a):

    On taki trochę udający – bo niby wszem i wobec trąbi, że Posen ale zapomina dodać, że od studiów dopiero. W metryce ma lubuskie i baaardzo techniczne geny 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »