srebrne trawy na nefrytowej łące…

 

 

… głaskane letnim wiatrem, chylące dojrzałe, nabrzmiałe ziarnem głowy to w lewo, to w prawo, pieszczone światłem słońca w dzień, a księżyca w nocy…  

takie obrazy snuły mi się po głowie, gdy zabierałam się do pracy – prawie czułam delikatny dotyk wiatru, odurzający zapach czarownej łąki, rozgrzanej lipcowym powietrzem…

pierwotnie trawy-zioła miały być złote, ale w ostatnim momencie zmieniłam zamiar i zamiast złotem – pokryłam je srebrem, myślę, że dzięki temu nabrały finezji,  stały się delikatniejsze, zwiewne… takie bardziej… hmmm… zaczarowane? tak, właśnie… zaczarowane :)…  

a więc – Srebrne trawy na nefrytowej łące.

Komplet czterech świeczników w kolorze nefrytu (bejca, tusze alkoholowe, tusze wodne) i srebra (płatki metaliczne, pasta pozłotnicza),  z czarnymi przetarciami (tusz alkoholowy), wzory wyduszane ręcznie.

 

6 komentarzyto srebrne trawy na nefrytowej łące…

  1. rosier napisał(a):

    Uwielbiam ten rodzaj świeczników! I oglądać i robić. Twoje Violu przepiękne!!!

    • Viola napisał(a):

      No coś w tym jest – też wolę okrągłe 🙂
      Miałam opory przed tym nefrytem, bo to „trudny kolor” ale chyba zagrał ze srebrem niezgorzej. Teraz ładuję się w burgund, ciekawe jak on sobie poradzi w wydaniu świecznikowym 😉

  2. poddasze.decouart napisał(a):

    Ja też jestem fanką świeczników. Grunt,to dobry pomysł,a Twój bardzo przypadł mi od gustu.Piękny komplet!

  3. Ania napisał(a):

    moja krew jesteś 🙂 …świeczniki jak moje, tu poczułam się jak u siebie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »