Słój….

 

 

 

 

 

 

… na pierniki miał być.

I jest.

Świąteczny miał być.

I jest.

Kolorowy i obrzydliwie słodko za serce chwytający miał być.

I nie jest.

Był, ale nie jest.

Przez chwilę – w czerwieniach, żółciach, zieleniach, nawet w granatach i niebieskościach różnych… no wprost orgię kolorów na sobie miał…  i w ostrokrzewie, i z choinką, gwiazdą i Gwiazdorem, i z saniami, i worem prezentów nawet też – był…

Popatrzyłam na niego – ładny mi się wydał nawet, i nawet się rozczuliłam, że jednak potrafię tak… ale coś z nim było nie do końca, coś w nim  nie pasowało, coś nie grało – może czerwieni zbyt obficie?  albo ta żółć nie taka…  granat? a po co tu granat?… i turkusu nie ma, a ja przecież mam nową, cudną patynę zza wody, no i Gwiazdor razem z gwiazdą też chyba nie bardzo…

Zaczęłam poprawiać –  tak tylko, trochę i delikatnie, żeby nie zniszczyć tej słodkiej i kolorowej świąteczności… a to tej patyny dodałam, a to ciut  ciepłej miedzi, no i deczko srebra, bo przecież śnieg = srebro… a może bitumu?… tak, bitumu koniecznie, no bo jak  ma być „świątecznie” bez ciepłego, cynamonowego bitumu?? się nie da…

A potem „zniknęłam” czerwień  w przeważającej mierze, i żółć zamieniłam w złoto…  zieleń? owszem, ale tylko jako akcent… no i żeby nie było tak oczywiste, że to świąteczne, niech wyobraźnia się wykaże… ale i żeby trochę było, bo jednak święta to święta… no i żeby opowiadało jakąś/jakieś historie, tak jak lubię… no i przydałoby się chyba widzieć choć trochę tego co w środku – więc ażur! ( o! z tego ażuru, który powstał w wyniku kombinacji radosnej i twórczej oraz Eksperymentalnego Decoupage  😛 , którego jestem wielkim orędownikiem   – bardzom jest dumna, bardzo 😀 )

Napracowałam się, oj napracowałam i to podwójnie… choć chyba faktyczną pracę, mozolną i trudną, wykonałam przy pierwszej wersji – rzeczywiście wtedy czułam trud i odpowiedzialność (te dywagacje – pasuje, nie pasuje? dać ten motyw, czy raczej ten?? zrobić tak, czy jednak inaczej??? no… łatwo nie było), za to przy poprawianiu to już o żadnej pracy mowy być nie może, to już  czysta zabawa była – wystarczyło, że spojrzałam na  szlagmetale, chwyciłam turkusową patynę, ustawiłam miki – i poooszłooo…

Nawet nie wiem kiedy ten słój się zrobił – przysięgam! sam się zrobił! – no i jest absolutnie, diametralnie różny od tego pierwszego…

jest taki jak zwykle… alien znaczy jakiś,  w sepii zza światów i w wydaniu vintage, ech…

A potem odwiedziłam Dyzię

 

i przeczytałam, co napisała u siebie – RÓB SWOJE…

ano właśnie, święte słowa dziewczyna rzekła – rób swoje i się nie napinaj, bo i tak przerobisz…

święte słowa, czego dowodem jest ten oto Słój na świąteczne pierniki, albo Na pierniki słój świąteczny

  Duży, czworoboczny, ze ściętymi narożnikami, złocony, srebrzony i malowany mikami, patynowany, i z koronką, i z ażurem, i z transferem, i z serwetkowymi motywami, i pewnie z czymś tam jeszcze, ale nie pamiętam 😉

Nie bardzo wiedziałam jak i gdzie go sfotografować – czerwonych liści klonu palmowego – dobrego tła dla aliena –  już nie ma, korzenia fotogenicznego nie posiadam (korzeń-korzenna przyprawa-pierniki… pasowałoby…), ani też kamienia mchem porośniętego, nawet małego… choinki odpowiedniej na stanie też nie mam, same jakieś wyrośnięte mutanty w ogrodzie mi się pętają  (tuje jeno małe…  ale odpadają, inny wydźwięk to jest),  śniegu nawet na lekarstwo, ani werandy z cudną ścianą lubo z rozpoczętym malowidłem też niestety nie… ba, nawet pierników jeszcze nie mam (kupne się nie liczą)… padło zatem na zegary – tak żeby pamiętać, że Święta idą, zbliżają się… że wkrótce i na pierniki przyjdzie czas (guzik prawda! wcale nie o czas chodziło… znaczy też, ale bardziej chciałam wielkość słoja pokazać… no dobra, czas też…).

A tak naprawdę to miała być puszka, nie słój… ale mi się w porę odwidziało…

 

 

 

25 komentarzyto Słój….

  1. Magda napisał(a):

    … i wyszło TWOJE 🙂 Dyzia dobrze powiedziała!
    Mi się podoba, w końcu święta to też złoty:)
    Ciekawa tylko jestem jak to wyglądało przed przeróbką, pewnie też fajnie, ale się nie dziwie, że zmieniłaś. Ja ostatnio mam fazę na postarzanie, a robię właśnie coś dla kogoś i ma być takie czyste i proste a mi tak bardzo pasuje tam klimat retro jak nic..no ale „trochę” się powstrzymałam. 😀

    • Vika napisał(a):

      Nic specjalnego, nie masz czego żałować 😉
      był obrzydliwie 😉 słodko-kolorowo-świąteczny, tak do przesytu… nic w nim nie było z tajemniczości, niczego nie trzeba było się domyślać, bo wszystko podane na tacy… wyobraźnia mogła sobie spokojnie zrobić wolne, wyjechać na urlop, zapaść w zimowy sen…
      a dla mnie był chyba jeszcze bardziej alieński, niż alieńskie są moje twory dla innych ;)… no to przerobiłam.

      A hasło RÓB SWOJE to sobie na jakąś gustowną deseczkę przetransferuję i przed oczy powieszę…
      Rób swoje, bo po co masz robić dwa razy? 😀

      • Magda napisał(a):

        ja to ostatnio często robie po dwa razy gdy efekt końcowy mnie nie zadowala 😀 i szykuje kolejne poprawki, a z nie chcianego efektu wyciągam wnioski 🙂

        • Vika napisał(a):

          Od terminu „poprawki” wolę termin „przekuwanie w atut” 😀
          kiedyś sobie taki właśnie termin na własne potrzeby ukułam i sprawdza się :D:D

  2. Shanna napisał(a):

    Podoba mi sie. Cudny, slodziutki I ma wszystkie kolory jakie trzeba, bo I zloto I biel I srebro. A kolenda mnie rozczulila……

  3. Grażyna napisał(a):

    Rzeczywiście…gdybyś pozostawiła pierwszą, tak oczywistą wersję, to byłby to KOSMOS 🙂 Nawet dla mnie, która lubi oczywistość i prostotę, nie bynajmniej dlatego, że jest pozbawiona wyobraźni… . To nie byłoby Twoje, byłoby nieprawdziwe.
    Ja uwielbiam Twoje astroturkusowe klimaty, ocieplone złotem i owiane srebrnym chłodem.
    Sam słój jest piękny w swym kształcie ( prawdziwa szczęściara z Ciebie, że udaje ci się zdobyć takie cacka ) a Ty ubrałaś go w piękną świąteczną historię. Jest przepiękny Violu 🙂
    I aranżacja z zegarem … boska 🙂

    • Vika napisał(a):

      O to, to – nieprawdziwe 🙂
      sama to czułam i dlatego musiałam „poprawić” ;P
      Teraz o wiele spokojniej na niego patrzę…
      A szkło kocham, im ciekawszą ma formę tym bardziej, i rzeczywiście wszędzie go szukam, czy to na wszelkiego autoramentu giełdach, czy w różnych dziwnych sklepach i sklepikach… no mam skrzywienie i już.

      I jakże pięknie powiedziałaś: ” astroturkusowe klimaty, ocieplone złotem i owiane srebrnym chłodem”… Dziękuję 🙂

  4. Dyzia napisał(a):

    Nie dziwię się, że pierwsza wersja, choć na pewno łatwiejsza przychodziła z takim trudem, a gdy zaczęłaś podążać w swoim kierunku, poszło już z górki 🙂
    Ten twój słój to chyba takie twoje credo twórcze… jest tutaj wszystko co wymyśliłaś wcześniej, nie ma tylko tego, czego jeszcze nie wymyśliłaś 🙂 Co teraz? Może pora się ograniczać 😉 I wybierać. A masz z czego czerpać.
    Pewnie słowa: czasem mniej, znaczy więcej, nie bardzo ci odpowiadają twojej wizji, raczej odzwierciedlają moją 😉
    Bardzo podoba mi się przykrywka słoja, jest fantastyczna! I każdy smaczek z osobna i kilka z nich razem… Podziwiam bardzo! 🙂

    • rosier napisał(a):

      Właśnie, przykrywka! Świetna jest, okolona tą srebrną siateczką. A całość tajemnicza jak przystało na Tajemniczą Cichą Noc. A kolęda, choć nie z Polski rodem, to jedna z moich ulubionych…

      No i tak sobie myślę, że z ciekawością obejrzałabym fotki tego cudeńka zanim Cię paluszki zaswędziały i Ci się odwidziało. 🙂
      Buziaki ślę. M

    • Vika napisał(a):

      Co teraz??
      Ano mam coś na myśli, sobie pomalutku dojrzewa i mocy nabiera 😛
      i może, może się coś z tego urodzi… Pożyjemy, zobaczymy…
      A pokrywka i mnie się podoba, szkoda, że nie mogłam tak zrobić całości, ale skoro ten słój na spożywkę przeznaczyłam, to jednak wolałam unikać styczności z farbami, ale kto wie, kto wie… może na jakimś świeczniku popróbuję sobie?

      • Vika napisał(a):

        Martula, nie mam fotek pierwszej wersji, bo wcale tak drastycznie nie chciałam jej zmieniać… ja tylko trochę chciałam ją poprawić i podrasować… ale mi się wymknęło spod kontroli i spostrzegłam się, jak już było za późno 🙁
        A Cicha Noc to i moja ulubiona (znasz legendę związaną z jej powstaniem? :))
        Buziaki odwrotna pocztą lecą (deszczu Ci nie będę wysyłać, choć mam go w nadmiarze, ale nie jestem taka :D)

  5. małgorzata napisał(a):

    i ja to rozumiem, najbardziej zawsze umęczą mnie zamówienia w ktorych klient wszystko określil – wtedy najchetniej powiedziałabym żeby sam sobie zrobił skoro już wszystko wie. a jak tylko zaczynam puszczac wodze fantazji to… no własnie to mam przy tym wspaniała zabawę, a wprzedmiocie tym ukrywam kawałek swojej duszy i na tym własnie, tak jak u ciebie polega magia tworzenia
    strona z tekstem magiczna
    całość cudna

  6. poddasze decouart napisał(a):

    No i jest,przyjemność oglądania! Każdej strony i środka też.I wcale mnie nie dziwi ,że Anioły zastygły w zachwycie i śpiewają radośnie… Buziakuję Ci i pozdrawiam 🙂

  7. Olinta napisał(a):

    Taki weekend to była dla mnie gratka.
    Płonęły znicze i dynie.
    Było ciepło, jasno, ogniście, więc polatałam do wypęku.
    Już jest inaczej, bo łzawo, chłodno i ku zimie, więc niech będzie wyjątkowo herbata, ale zez cytryną, proszę.
    I tak sobie posiedzę i pomilczę.

    Nie umiem długo milczeć, więc łatwo nie jest.

    Ale się staram.

    Pospiesz się z tą herbatą, bo sobie język pogryzę i zeżrę.

    Zatkaj mnie czymś, bo czuję, że jednak nie dam rady…

    Sorry, ale powiedz co Cię napadło???!!!
    I to napadło niejednokrotnie!
    O zgrozo…
    Miałaś założenie, wykonałaś pracę i gdzie ona?
    Została wspomnieniem jeno.
    Nieładnie.
    Nie ma we mnie zgody na takie marnotrawstwo, jakem z tych Tobie podobnych.
    Nie podobał Ci się kolorowy słoik na pierniki?
    To nawet rozumiem, bo już gdzieś słyszałam, że tylko mnie się podobają jarmarki. 😀
    Ale to Cię nie usprawiedliwia, żeby pracę oddać wspomnieniom!
    Trzeba było sprezentować słój dziadkom lub dziatkom i zrobić swój słój.
    I uciecha by była po uszy, i doświadczenie dodatkowe, że kolorowe nie Twoje i nie ma się co następnym razem porywać, bo i po co czas na nie swoje marnować, i może w końcu jakaś fota by się obstała!
    A Ty SAMOLUBNIE spaprałaś robotę.
    I w jakim celu?
    No właśnie…
    Żeby powstało TO???
    Nie mów mi, że to słój na pierniki, bo nie uwierzę.
    Przez mysz mi nie przejdą słowa, które się pisze zazwyczaj w komentarzach.
    No nie i koniec.
    To nie jest słój na pierniki – powtórzę z uporem.
    Świadczy o tym pajęczyna i lamparcie cętki.
    Nie zmylą mnie tu nawet złożone rączyny dziecięcia, bo dzieci tutaj też jakby niekoniecznie spod choinki, a raczej pochodzenia zupełnie innego.
    Czwarte to pokazuje wybitnie! 😉
    Dwudzieste szóste mogłoby ilustrować film „Dom dusz”.
    A czerwone jagody utwierdziły mnie w moich podejrzeniach, bo od razu widać, że trujące.
    We wnętrze nawet oko się bałam wpuścić.
    Czeluść, w której pająk czyha…
    Kolęda może zwieźć, ale to pewnie przynęta>.
    Człowiek się zapatrzy i wpada po kokardki…
    Więc mi nie mów, że to słój na pierniki – po raz trzeci powiadam.
    To jest wiedźmiński słój na tajne specyfiki.
    To jest Twój słój.
    Słój Vikowiedźminy.

    • Vika napisał(a):

      Ty się mnie pytasz co MNIE napadło???!!
      Mnie nic. Niewinna jestem.
      To to qundulenckie diable pomiotło się znowu przypałętało…
      Stał w tle i siarką omiatał to i oczadziałam.
      A słój był taki kolorowo-słodko-gwiazdkowy, i na pewno to diablęciu się nie spodobało, i dlatego kusić zaczął… jak nic dlatego.
      (naprawdę tylko Tobie się podobają jarmarki?? nie fanzol…)
      I myślisz, że ja chciałam oddać wspomnieniom??!! Krzywdzisz…
      A pewnie, że nie.
      Przecież nie po to robiłam, natyrałam się jak koziołki w południe, nadywagowałam w pocie czoła i w konflikcie z Szarą, ponaklejowywałam tych serwetek (a wiedz, że poza mieniem ich w kufrze stuletnim, wielkim i z litej skóry zrobionym, właściwie nic z nimi nie robię – a teraz/wtedy tak!)- i myślisz, że chciałam!!!!??
      Albo myślisz, że nie chciałam oddać (w końcu w tej robocie najbardziej mnie kręci robienie, nie mienie)??
      Chciałam!
      Pewnie, że chciałam!!!!!
      Dziadkom, co prawda, nie, bo oni od dawna już po drugiej stronie tęczy, ale dziatkom jak najbardziej… oczywiście, miałabym z tym problem, bo dziatki u mnie są, ale w ilości półhurtowej – to niby któremu wręczyć? – ale chciałam!
      Próbowałam eliminacje czynić, rachunki robić, które to najbardziej kocha mamunię, żeby je oszczędzić, ale nie wychwyciłam zwycięzcy… myślałam nawet puchar ze słoja ustanowić, wiesz, taki przechodni, ale jestem dość przywiązana do tej mojej progenitury i nie mogłam jej tego zrobić 🙁 (haha wiedźma z empatią, kto by pomyślał?)
      I w tym kontekście nawet wdzięczna jestem temu rogatemu, że się wmieszał (czy to bluźnierstwo? eeee… chyba nie, bo wiedźmy nie bluźnią…) i spokojna o dziecka i ich odczucia estetyczne (nie dostaną – nie muszą patrzeć – ani kłamać – i matki nie znienawidzą) postawiłam sobie ów słój na pierniki na moim zabytkowym bufecie.
      TAK!TO WCIĄŻ JEST SŁÓJ NA PIERNIKI – bo on tylko na produkt finalny – wszystkie tajne składniki, jak skrzydełka ważek, zioło, żabi skrzek i inne ingredienta, trzymam pochowane w schowku na mokradłach, żeby w niepowołane nie wpadły – akysze nigdy nie śpią, wiesz – potem piekę i wsypuję finalnie do słoja, tak dla niepoznaki…
      No i faktycznie dobrze wychwyciłaś – czwarte dla niepoznaki 😀 i piętnaste też 😀

      A teraz przejdę do Ciebie…
      Zmartwiłaś mnie… Arachnofobię masz? Pajęczyn się boisz? Lampartów nie lubisz?? A nie używasz?? Pajęczyna, wiesz to równie dobrze jak ja, to najgłówniejszy składnik jest – i co? boisz się? nie wkładasz?? no nie fanzol, że powtórzenia użyję… wiedźmaś jest to musisz używać! Widziałam Twoją różanoowockową butelkę – akyszom oczy możesz mydlić, że niby wzięłaś i sobie pomalowałaś/okleiłaś i już, akyszom, ale nie mnie… spojrzałam i od razu wiedziałam, że czarowałaś…
      A ja tylko nieostrożnie ślady na słoju zostawiłam (ale to ten bies z piekła rodem czujność mą uśpił) no ale to nie powód, żeby tak głośno i bez ogródek o tym, wszak jakaś solidarność wiedźmowa nas obowiązuje, nie?…
      No dobra już, dobra… dość o tym…
      Herbatę z cytryną uwarzyłam (elgreja lubisz?), wieczorem aliena w oknie postawię – będę czekać, wpadaj!
      Póki co PpP

  8. bea_bak napisał(a):

    Pierwsze co przyszło mi do głowy,a jestem u Ciebie po raz pierwszy, że taka mroczność i tajemnica bije od tych prac. Gapiłam się w Twoje prace bardzo długo, bo i nie umiałam tak na szybko tylko ocenić podoba się lub nie…. Twoje prace są po prostu mega genialne! będę zaglądać częściej 🙂
    pozdrawiam serdecznie

    • Vika napisał(a):

      Witaj bea w astro 🙂 fajnie Cię poznać.

      Faktycznie, coś w tej mroczności i tajemniczości jest…
      Bardzo mnie cieszy, że Ci się podoba.
      No i wpadaj, wpadaj jak najczęściej – miło mi będzie Cię gościć 🙂

  9. Olinta napisał(a):

    O Tobie:
    Pewnie masz rację w tym co napisałaś, boś wiedźma to wiesz.
    Ale w jednym masz rację ABSOLUTNĄ.
    Żeś OCZADZIAŁA! 😀 😀 😀
    Pyszne słowo, zapomniałam, zabieram i używać będę.
    I że jednak na pierniki to słój- próbujesz mi wmówić?
    Może i tak jest. Ale to są Twoje pierniki.
    Robione z zaczynu sporządzanego nocą, którego bazą jest woda z mokradeł, żabi skrzek, jad żmii (jakby Ci kiedy brakło, to krzyknij, a upuszczę swego;)), kilka sproszkowanych wylinek, truchło nietoperza i stuletnie jajo jaszczurki, bo bez jaj pierniki przeca nie wyjdą.
    Są też zioła, ale tych nie wymieniam, bo o tym sza!
    O! To są ingredienta, których używasz do produkcji swoich pierników. I potem wypiekasz je w piecu wraz z alienami co by jeszcze mocy nabrały.
    I wtedy trafiają do słoja.
    Na takie pierniki się zgadzam. Ewentualnie! 😀

    O mnie:
    O arachnofobię mnie podejrzewasz? Nie mam jej!
    Ale przezorna jestem, bo nie wiem jakie pułapki masz nastawione to najpierw oko puszczam przodem, a potem resztę cielska toczę za okiem.
    Pająk głupi nawet jak duży.
    Od wielkości mu rozumu nie przybywa.
    Nie zakuma, że jam nie wróg, jeno swój.
    Trachnie mnie zębiskiem i wprawdzie nie zabije, ale dziurę w kiecce zrobi! Jak w gości latam, to zawsze w niedzielnej, więc uważać muszę na różne sęki (miotły ostatnio jakieś wybrakowane sprzedają), gałęziska, no i te zębiska.
    Tak więc pająki lubię, a jakże.
    Najlepsze są z piołunem.
    I grillowane na siarce. 😉
    Elgrej jest w porzo, ale musi być mocny, nie cyganiony.
    No i zez cytryną, ale to wiesz.
    Ostatnio mi się zapomniało, więc dziś podwójnie:
    PpP PpP

  10. Grarzynka napisał(a):

    Święte słowa nie da się przeskoczyć siebie. Ja tez jak zobaczyłam Twoje prace to mnie wbiło i może kiedyś zacznę umieć używać bitumu, bo na razie stoi od kilku lat bezużytecznie. Piękna praca taka Twoja i nie daj się zwieść. podobnie jak ja.

    • Vika napisał(a):

      Żeby umieć używać to trzeba wziąć i żeby użyteczny stał się, to to wieczko ciepnąć w kąt trza i łapencją wygarniać z tego słoiczka, czy jak tam masz pakowany, i na te pudła/zwierza/czyinnecudnekartki maziać, ścierać, maziać, ścierać, mazia… aż Cię zadowoli 🙂
      I już!
      Sama spróbuj, a pokochasz 🙂
      Masz szczęście, że on się nie psuje, dawaj! 😀

      Dzięki za odwiedziny.

  11. turpis napisał(a):

    Piękny i niespotykany 🙂 Mi kojarzy się z Wenecją … Fantastycznie dobrana kolorystyka, grafika, melanż kolorów … naprawdę piękny 🙂

    • Vika napisał(a):

      Witaj turpis w moim jutrze, miło, że tu trafiłaś 🙂
      Dziękuję za komentarz i cieszę się, że słój Ci się spodobał.
      Bywaj tu, bywaj…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »