skrzynia z perłowym wiekiem…

 

 

 

i śladem czarciej racicy…

 

 

Stała od jakiegoś czasu pobejcowana, stała… i czekała.

Patrzyłam sobie na nią od czasu do czasu, patrzyłam… i nic… dalej stała… i czekała.

Może dlatego, że bejca na niej ma kolor zielony? może…

lubię zielony, ale niekoniecznie w pracy (o swojej mówię oczywiście, bo u innych to i owszem…).

 

Można by więc – nie bez racji wielkiej – spytać dlaczego, u kaduka, dałam jej zieloną bejcę?…

właśnie – dlaczego, do czarta, pobejcowałam ją na zielono???!!!

otóż tego „dlaczego?” nie wie nikt, nawet ja – pobejcowałam i już….

może to Diabeł mnie znów podkusił? (taaa… na bank to wina Złego!)

a może to bozia rozum mi odebrała?… (też być może…)

bo też faktycznie  po co?  skoro nie lubię??  i trudno mi się z zielenią współpracuje???

 

Stała więc sobie taka zielona, stała…. i wciąż nic… czekała…

żadnej struny we mnie nie poruszyła, nic mi w jestestwie mym wewnętrznym nie zadrgało, nic moja szara jedynaczka nie szeptała, żadnych obrazów moje duszne oczy nie widziały…

Nic.

Aż przyszedł czas, że zupełnie nieoczekiwanie wzięłam ją w ręce – bez żadnej głębszej myśli, bez żadnego konkretnego projektu, bez żadnego planu, bez udziału woli nawet  – ja tylko wzięłam, a ręce już same zrobiły to, co zrobiły…

nooo, może nie tak do końca same, bo udział Diabła w tym, że się tak wyrażę – dziele stworzenia – też jednak jakiś musiał być, bo ślady swe zostawił, i to wcale niemało – ba! tak bogiem a prawdą,  to całkiem nawet sporo…

 

Zupełnie nie wiem jak tę skrzynię sklasyfikować? Bo, że nie do decoupage ją przypisać, to pewne  – ona nic z decoupage nie ma wspólnego, nic a nic…

 

Więc w jaką szufladę ją wsadzić??

 

Wieko ma pokryte masą perłową – to dzieło rąk, a w niej Diabeł perfidnie kopytem  wzory poodciskał, więc  ręce  ratować próbowały zapamiętale papierem ściernym trąc, no to Diabeł podstępnie tuszami chlapnął, no to ręce znów tym papierem przecierały metodycznie i cierpliwie, no to Diabeł-wstręciuch jeszcze raz tusze wylał, ale pewnie się wściekł, bo złośliwie użył innych zupełnie kolorów, no to ręce  apiat  za papier, no to Diabeł na złość złotem pojechał, no to ręce

uff, lekko nie było…

 

a potem jeszcze te boki – ręce szablony walnęły złotą farbą metaliczną, no to  Diabeł na to stemple machnął – dwukolorowe, a co!… i jeszcze miejscami emboss wtrynił…

 

cóż więc to jest??

 

chyba jak nic diabelską szufladę na takie twory przyjdzie mi stworzyć…

Jak nic.

 

Ja to tylko uchwyt z guzika zrobiłam, ćwieki wbiłam i ten rant na wieku… i tyle w niej – skrzyni – mojego…

aaaa…. no i ta bejca zielona też moja…

chociaż może i nie… bo skoro ona z kuszenia się wzięła, to może ona nie tak do końca moja??…

ech….

 

6 komentarzyto skrzynia z perłowym wiekiem…

  1. Shanna napisał(a):

    No i piekna jest.

  2. małgorzata napisał(a):

    cudna- wiadomo, ta feria barw, ehhhhh że też nie wszystko jest dziedziczne 🙂

    • Viola napisał(a):

      Ej, córcia 🙂 skąd ten pesymizm??
      A no tak, wiem… urzędy qundulenckie dają Ci w kość…
      Ale w ramach odstresowania możesz sobie przecież machnąć coś podobnego, bo, że potrafisz to wiem doskonale…
      w końcu kto ma lepiej wiedzieć, nie? 😀

  3. Teresa napisał(a):

    Efekty niesamowite brawo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »