Puszka tu, kubek tam..

 

 

o pardon, nie żaden kubek – osłonka!

 

Puszkę miałam…

Po jakimś C2H5OH była, z wytłaczanym wieczkiem, z nazwą tegoż wyskokowego, w owalu cała, taka  akurat na… no właśnie, na co? Nieważne! Na biurko choćby. 🙂

Kubek też miałam, stary i emaliowany, w bardzo niepopularnym kolorze, ciemnoszary, brzydki i poobijany…

i idealnie nadający się na osłonkę dla doniczki.

Na pierwszy ogień poszła puszka – w założeniu miała być jasna, takie „ czyste decou ”, w ramach sprawdzenia czy jeszcze potrafię tak, zgodnie ze wzorem:  farba (jasna) + motyw (kwiatowy) + lakier  = finito.

Szło nawet-nawet, pomalowałam, nakleiłam i powstrzymałam się dzielnie przed wszelkim ciapaniem, wyszło – nie powiem, czysto, ale poniekąd, że się tak wyrażę, obco…  nic to… miało być klasycznie, bez żadnych myków, to jest – pomyślałam sobie i odłożyłam na bok, żeby się zająć wieczkiem.

Ale ono z  tłoczeniami przecież, o czym, robiąc puchę, na śmierć zapomniałam…

I ten tłoczony napis w żadnym razie  nie pasujący do kwiecia, co to na puszce wykwitło, chyba żeby wielce naciągany wywód myślowy poprowadzić, że niby jakaś nalewka z kwiecia onego?… ale jak na złość w żadnej szufladce mojej pamięci nawet najmniejsza wzmianka o fiołkowej nalewce się nie plątała, co skrupulatnie sprawdziła szara jedynaczka…

Nie, wywód na nic. Trzeba czegoś innego…

Zamalować to? Można… ale i tak będzie widać…

Nakleić coś? Na nic, napis wylezie…

Zaszpachlować? Pojechać reliefem? Eeee… średnio… a i to wieczko na relief za małe…

 

– Tej no, co jęczysz? Dekor na tym zrób –  szepnęło osobiste diablę cichutko – to prościzna, umiesz przecież…

– Jaki dekor? Taki jak zawsze? Taki złoto-czarny?

– No!!! Taki dekorek jak nic zakryje te wstrętne tłocznia, sama zobaczysz – dalej kadziło mało subtelnie siarką – będzie pięęęknieee…

– Właściwie to czemu nie? Mogę spróbować – pomyślałam z niejaką ulgą, że problem w prosty sposób sam się rozwiązał (ha! diabeł!!), a w  dodatku w tak przyjemny sposób, bo dekory robić lubię… np. takie stylizowane róże, czy cóś ( tu wyszło raczej cóś, co mi absolutnie nie zepsuło humoru ;))

 

No to zrobiłam.

Faktycznie łatwo poszło, a  dekorek wpasował się idealnie, zakrył cały napis, został pięknie pozłocony, dorobiłam mu cudne turkusowe tło… i…

I potem szybciusieńko, w tri miga –  i przyznaję bez bicia – nie bez… hmm… błogości chyba (?) w głębi jestestwa mego nagle zalęgłej  :P, rosnącej w oczach i wrzeszczącej w niebogłosy z uciechy  przerobiłam puszkę…

już bez wstrzymywań dzikich jakichś,

bez jasnej farby,

bez kwitnącego kwiecia (no może tylko z wyjątkiem dwóch róż, ale to tak  tylko, żeby nawiązać do dekoru na wieczku, gdyby jednak ktoś się tam dopatrzył róży, i one, te róże,  takie „naszkicowane” jeno są,  aaa… i jeszcze kilka… naście… dziesiąt… różyczek jako tło, tyle, że one maleńkie, to się nie liczą 😉 ),

ale za to z turkusami, złoceniami, starą reklamą i w ogólnie  vintage’owym stylu również niestety też 😉

Kubek vel osłonkę to już tylko do kompletu dorobiłam…

 

A puenta??

Ano jest, nawet kilka…

mogłaby być taka – „ miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle ”…

albo taka – „ jak się nie obrócisz, poopencja zawsze z tyłu ”…

albo i taka – „ wyżej nerów nie podskoczysz ”…

 

Pewnie wymyśliłabym jeszcze coś w ten deseń, ale po co?

Jest jak jest i  zdaje się, że na  te złoto-turkusy w wydaniu vintage jestem skazana i nic na to nie poradzę…

Taka karma i trudno, jakoś muszę z tym żyć 🙂

 

 

29 komentarzyto Puszka tu, kubek tam..

  1. Shanna pisze:

    Ki diabel….ale jak dobrze doradzil:)
    Podoba mi sie bardzo. I pucha i kubek… ups przepraszam…..oslonka:)Ale o jednej fotce zapomnialas. Trzeba bylo cyknac zanim zaczelas wieczko robic. Chetnie zobaczylabym to jasne tlo I kwiecie jakies na nim. W przypadku Twoich prac idealnie czyste decu byloby to jak trafienie 6tki w totka:)
    Ale ja Twoje maziania, ciapania i turkusy (i nie tylko) lubie. Maja ”to cos” czego wielu innym takim ”wyciapanym” pracom brakuje. Te sa dopieszczone od poczatku do konca. A wszystko przez tego kochanego diablika:)

    • Viola pisze:

      No nie pomyślałam o tej focie, bo do głowy mi nie przyszło, że będę przerabiać, ale jak następnym razem wpadnie mi do głowy taki zwariowany pomysł żeby zrobić „czyste decou”, to nie omieszkam, słowo :

      A tak w ogóle, to kochana z Ciebie kobita, dziewczynko z Krainy 😉
      ale to, to już ze sto razy mówiłam….

  2. Shanna pisze:

    Koniecznie pamietaj o fotce…nawet tej skapcanialej:)
    Milo sie patrzy na takie przemiany.
    A taki diablik by mi sie przydal. Weny mi trza…

  3. Dyzia pisze:

    Dobrze ci ten diablik poradził 🙂 Na początku myślałam, że znowu Aparacik sam kolorystykę dobrał do pracy, ale nie, jednak jest to morze turkusu! Mnie, niekolorowej, to zawsze takie prace zaskakują 🙂 Pozytywnie zaskakują. Super się ogląda takie niby zwykłe rzeczy przemienione w oryginalne byty.
    A jak mi idzie ku vintage, zamiast zamierzonej czystości, zawsze sobie powtarzam, że nie ma się co gwałcić 😉 W końcu ręce i oczy wiedzą lepiej co się nam podoba 🙂 Inaczej jest tak jak piszesz: obco.
    Za tydzień zapraszam na oglądanie mojej puchy a’la Vika… choć sprawy poszły jak zwykle w swoim kierunku, ale przynajmniej transferki są 🙂 A ponieważ także miałam kłopot z napisem na wieczku, w podobne dylematy jak ty wpadłam. Rozwiązanie przyszło troszkę podobne 🙂 A u ciebie widzę na wieczku 2 lilie i liście na dole. A najbardziej czarującym fragmentem dla mnie jest szlaczek z ciemnych różyczek, a powtórzenie tego samego pod zamknięciem jest jak wisienka na torcie 🙂

    • Viola pisze:

      No są turkusy, są… i to cały ocean nawet, nie tylko morze…
      Sama nie wiem co ja mam z tym turkusem ostatnio, nic tylko turkus tu, turkus tam…
      a tu to już chyba pojechałam po bandzie, nie uważasz?

      Bardzo mi się podoba to co napisałaś z tym gwałceniem się 😀 – masz rację, nie ma co uprawiać samogwałtu, bo to żadna przyjemność, a i tak na końcu się okazuje, że on do niczego nie prowadzi, bo wychodzi co wychodzi 🙂
      A Twojej puchy to już się nie mogę doczekać 🙂

      • Dyzia pisze:

        A wiesz, znalazłam turkusową ekolinę i świecznik, z którym mogę zrobić wszystko… Na razie mogę powiedzieć tylko, że słabo z palców się zmywa 🙂
        Ale, ale , wróciłam, by się spytać o poopencję – czy to może to samo co sempiterna?

        • Viola pisze:

          Dokładnie! 🙂 Poopencja i sempiterna to jedność i tożsamość jest 😀 😀 😀
          Ekoliny jeszcze w życiu nie próbowałam, pojęcia nie mam jak się tym maluje,
          te „moje” turkusy zawsze mieszam sama i głównie z metalików, poza białą, akrylową bazą.

          Mówisz, że świecznik? że można z nim wszystko?? no to już widzę, jak po nim tym turkusem pojedziesz… tylko wiesz… hmmm, jakby to powiedzieć… no… chciałam Cię uprzedzić, bo Cię lubię siostro w decou, że te turkusy to zdradliwe qundulencko są, niby farba jak farba, a zaraźliwe to tałatajstwo jak rzadko, a jak już zarazi to potem trzyma w szponach i nie puszcza… no mówiłam, nic tylko turkus tu, turkus tam, ech szkoda gadać…

          • Dyzia pisze:

            Spróbowałam, fajny akwarelkowy efekt, ale wracam do obklejania gazetą, bo w tym czuję się dobrze 🙂

  4. Magda pisze:

    Ja bym podsumowała tak: bez sensu walczyć z intuicją i wyczuciem własnego smaku i stylu.

    Przepiękne prace, wyszły niepowtarzalne. Wieko puszki fantastyczne:)

    Będę przychodzić tu i oglądać aż kiedyś odgadnę jak takie cuda się tworzy 🙂

    Pozdrawiam ciepło w te deszczowe dni:)

    • Viola pisze:

      No tak, bez sensu – bo wystarczy chwila zamyślenia w tym całym „procesie tworzenia” i ręce już nie słuchają głowy, jadą po swojemu… a że ja się notorycznie zamyślam, to i wychodzi… to samo co zawsze :,
      z drugiej zaś strony da się zrobić coś „na zadany temat ” 😉 ale taka praca mało cieszy i męczy w dodatku – mówię o sobie, bo znam to z autopsji – i w dodatku jakby się przy niej nie napracować, jakby się ona nie podobała „inwestorowi”, to mnie jej zrobienie satysfakcjonuje średnio…
      Cieszę się, że się Tobie podoba i dziękuję za pozdrowienia,
      ja dzisiaj paliłam w kominku, więc moje pozdrowienia są wygrzane i takie Ci ślę – gorące i owiane dymem… 🙂

  5. LoveCreations pisze:

    hahah 😀 ulzylo mi, bylam pewna, ze to tylko ja gadam ze soba. Ale ufff… 😀
    w sumie dobrze od czasu do czasu z kims madrym pogadac 😉

    Prace oczywiscie piekne i bardzo Twoje, jakos nie wyobrazam sobie, ze moglabym zastac u Ciebie cos w stylu- farba,kwiatek,lakier 😀
    Takie czary mary sa bardzo ciekawe! 🙂

    • Viola pisze:

      Ano gadam ze sobą namiętnie i bez umiaru, choć nie zawsze tak parlamentarnie 😉
      a i cieszę się niepomiernie, że nie tylko ja uprawiam ten sport 🙂 🙂 🙂

      Dzięki za miły komentarz i za odwiedziny 🙂

  6. rosier pisze:

    Cóż… Tak wiele już zostało napisane n.t. Twej cudnej puszencji i takowej kubko-osłonki, Twych zmagań z pokusami i dylematów, że nic innego mi nie pozostaje jak podpisać się pod słowami mych poprzedniczek i pozostawać w niemym zachwycie nad onymi.
    Nie walcz Violu z turkusami ubranymi w odcienie złota, srebra czy miedzi! Skoro Ci one tak pięknie wychodzą, a ręka sama się po nie wyciąga, bierz je i kładź tak jak intuicja każe. I pokazuj, pokazuj, pokazuj… Ja się nigdy nie znudzę!
    Ściskam mocno!

    • Viola pisze:

      Dzięki Martula, dzięki wielkie 🙂
      koniec z nierówną walką, od teraz hulaj dusza leć w turkusa 😀 a i metali „szlachetnych” też sobie nie będę żałować, a co!
      Hmmm… właśnie się zabrałam za kolejną puszencję…
      aż się sama boję ;)…

  7. Shanna pisze:

    Przytuptalam jeszcze raz zobaczyc te cudenka:)

  8. Bardzo lubię te Twoje dylematy,a właściwie ich efekty – te kolorki i złocenia,transfery,szczegóły,szczególiki…Co tu dużo gadać,prawdziwa uczta dla oczu i mnóstwo,mnóstwo inspiracji. :)))

  9. Grarzynka pisze:

    Ja bym dodała ciągnie wilka do lasu, bo puszki jak najbardziej Twoje i najniezwyklejsze jakie widziałam, więc pozostań proszę przy tych swoich metodach. Garnek też jest super, bo po prostu powala mnie ta Twoja sepia z zaświatów. Dylematy miej sobie i nawet próbuj nowych rzeczy, bo tez trzeba, ale to co robisz po mistrzowsku trzeba kultywować.

  10. Viola pisze:

    O qundulencja jaśnista jego mać – sepia z zaświatów… toś mi dała do myślenia teraz…
    sama nie wiem czy to w stronę komplementy patrzy, czy wprost przeciwnie, że niby taka ona, ta rzeczona sepia, bardziej upiorna jakaś?… 😀 😀 😀
    Ale po chwili namysłu uznam, że to komplementa jest, bo jak rzekł był kiedyś pewien Sagan Françoise – Komplement powoduje wydajność kobiety – to mi będzie jak znalazł (ta wydajność), bo następną puchę robię 🙂

    Uściski z Posen Grarzynko 🙂

  11. Grażyna pisze:

    Twoje prace są całkowicie inne i niepowtarzalne …piękne. Turkusy też uwielbiam a do tego jeszcze z takimi złoceniami… chciałabym obydwie rzeczy dotknąć i popatrzeć z bliska, w realu, dokładnie się przyglądnąć wszystkim detalom 🙂

    Hihi, teraz dokładnie rozumiem co pisałaś u mnie o nierównej walce 🙂

  12. Lawendowo pisze:

    Cudnie naciapane,bardzo chciałabym tak umieć. Pozdrawiam serdecznie.

  13. Olinta pisze:

    Czy już wszyscy goście wyszli z salonu?
    Filiżaneczki po herbatce umyte?
    Biszkopciki schowane na „zaś”?
    Pozwolisz, że jako późnowieczorna ćma przysiądę w kuchni.
    A Ty otwórz puszkę i zaparz kawę. Czarną, ciężką, smolistą.
    I nalej ją do kubka, proszę.
    To będzie najlepsza kawa w stworzonym do niej naczyniu.
    Przy kawie dobrze się rozmawia, a kuchnia sprzyja słowom.
    Nie słowotokowi. Słowom.
    W innej kuchni już byłyśmy.
    I tam też już padły słowa. Z przekazem.
    Tutaj przekaz już padł:
    nie ma się co gwałcić.
    Jednemu do twarzy w bieli, a drugiemu w sepii z zaświatów.
    Jeden lubi złoto, a drugi też złoto, ale w zadymionej postaci.
    Jeden używa szablonowej czerni, a drugi czerni bez konturów , przetartej i takiej, która do końca czernią nie jest.
    A teraz gra w skojarzenia:
    Gwałt to przemoc.
    Przemoc zabija.
    Zabójstwo jest karalne, więc…
    nie ma się co gwałcić. :)))
    Do zobaczenia przy następnej kawie.
    I puszce.
    Z mykiem.

    • Viola pisze:

      Goście wyszli.
      Filiżanki paradne pomyte i w komodzie już śpią.
      Biszkopty też na „zaś” pochowane, w stosowną puszkę upchnięte.
      Cisza i spokój.

      Teraz czas na póżnowieczornych alias wczesnonocnych ciem rozmowy 🙂
      (jakoś mi nigdy nie pasowało to „ciem”, odruchowo kojarzę z kapciem i zaraz mi nastrój pryska… powinno być „ćmów” bo pasuje do mów i bzów, no dobra, wiem… do krów, gzów i innych koniów 😉 też pasuje, ale pomijam…)

      Otwieram puszkę, zaparzam kawę – gorącą jak piekło, czarną jak diabeł, czystą jak anioł i słodką jak miłość – wlewam do kubka i stawiam na kuchennym stole…
      Częstuj się Olinto 🙂

      I masz rację – najlepiej się rozmawia wieczorem, przy kuchennym stole, z parującym kubkiem kawy w ręce.
      Słowa wtedy nabierają głębi i znaczenia… i ważą inaczej…

      Fajnie tak pogadać.

      Ale żeby komuś było do twarzy w sepii z zaświatów??! bo, że w bieli to się wie ;P Jesteś pewna? to mi zombi trąci… 😀

      Cieszę się, że wpadłaś :)i pomykaj tu, pomykaj – następna puszka już jest, jeno na sesję czeka, a tę z kawą mam zawsze pod ręką…

  14. Joaśka pisze:

    Ech te turkusy …Violu masz ogromny talent .Twój blog mnie tak zainspirował , że będę to wracać ,podgladać ,uczyć sie ….może kiedyś i ja taka puszkę popełnię. Na razie nie mam turkusowego pojęcia jak się do tego zabrać aby uzyskać taki efekt .Gra kolorów , to cieniowanie , ciekawe transfery …chapeau bas

    • Viola pisze:

      Z tym talentem to bym chyba była ostrożna 😉
      ale, że Cie inspiruję to się baardzo cieszę…
      a transferów spróbuj! to kapitalna zabawa 🙂

      Dzięki za cudny komentarz i bywaj tu, bywaj… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »