Postkarte Posen Rathaus Marktplatz 1900…

 

 

 

gdy tylko wpadła mi w ręce ta stara pocztowa karta z przełomu XIX i XX wieku, od razu wiedziałam, że coś z nią zrobię, prędzej czy później ją wykorzystam (i wcale nie powiedziane, że to będzie ten jeden jedyny raz :)),

uwielbiam wielce wszelkie motywy architektoniczne, na równi z motywami literniczymi, więc wykorzystanie jej w roli motywu było kwestią czasu tylko, pozostawało jedynie dobranie odpowiedniego przedmiotu, na tyle godnego, by ją na sobie nosić, bo to  mój Posen przecież…

Aż wreszcie i nadszedł ów czas, i  przedmiot się znalazł.

Padło na puszkę – kolejną – okrągłą, starą i steraną życiem, ostałą  po jakichś ciasteczkach chyba, z – o dziwo – idealnie zachowanym wnętrzem 😉 – i moją oną,  na własność wyłączną mi sprezentowaną.

Skoro więc moja i dla mnie robiona 😉 to bez gwałtu, a za to z przyjemnością wielką ją popełniłam :)…

Grafikę nieznacznie  musiałam przerobić dostosowując ją do kształtu puszki, dodałam napisy,  delikatnie zmieniłam kolor (rozjaśniłam) żeby wyraźniej wyszedł transfer i niebo ubrałam w chmury, żeby takie „gołe” nie było…

a kolorystyka?… hmmm… no sepia z zaświatów oczywiście :P, choć tym razem w ramach eksperymentu, jako, że wciąż i nadal z uciechą wielką Eksperymentalny Decoupage uparcie uprawiam, ożywiłam ją paskiem w kolorze winnej czerwieni…

i zaraz tę czerwień przyciemniłam transferem i złotem przetarłam bo mnie po oczach raziła,

a potem na dół  dodałam tu i ówdzie plamy szafiru. I tej czerwieni jeszcze też. I umbry. I grafitu. I turkusu. I zieleni. I wszystko przykryłam kolejnym transferem…

No i nie żałowałam sobie złota i srebra. Oraz miedzi również 🙂

I miki nie oszczędzałam.

A potem wieko wylakierowałam na taflę szklaną, gładziutką i błyszczącą,  w której zatopiłam drobiny wyżej wymienionych ” szlachetnych metali „, a dół otuliłam w satynę.

Puszka jest gładka – wszystkie „nierówności” – pracowicie tworzone przeze mnie – są „zatopione” w lakierze, widać je dopiero pod odpowiednim kątem patrzenia (starałam się tak robić zdjęcia, żeby to uchwycić, choć nie wiem, czy Czarna Małpa stanęła na wysokości zadania i pokazała co pokazać chciałam…)

A teraz proszę Państwa (bo wiem z przecieków, że i osobnicy rodem z Marsa tu zaglądają, choć nic nie piszą niestety ;))

– tadammm – orkiestra tusz!

mam zaszczyt przedstawić puszencję  Meine alte Posen

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

20 komentarzyto Postkarte Posen Rathaus Marktplatz 1900…

  1. małgorzata pisze:

    o żesz w morde i inne czlonki !!!!!! tak tak własnie chcę się naumieć tak chcę potrafic taaaaaaak
    cuudna ona – niech ten czas płynie szybciej – teraz – a na „ten” weekend zatrzymamy czas bym mogła się wszystkiego nauczyc pliiiiiss

    • Viola pisze:

      No i fruuuunęęę, fruuunęęęę… 🙂
      bałam się, że ten mój Posen to tak niekoniecznie się może spodobać, ale na Ciebie Goniu to zawsze mogę liczyć :):)
      Przywieź puszkę (bo ja na tę chwilę już żadnej wolnej nie mam) to sobie poeksperymentujemy 🙂

  2. rosier pisze:

    Oj, jak bardzo i ja bym do tego Szanownego Towarzyskiego Duetu chciała dołączyć i wespół poeksperymentować!!!! 🙂

    Violu, Ty z tą Posenową puszencją pod pachą winnaś biegiem do obecnego Rathausu się udać i o audiencję u burmistrza poprosić.
    Na jego miejscu uczyniłabym Cię Honorowym Obywatelem Posen!

    CUDOWNA!!!!!

    • Viola pisze:

      Nie mamy burmistrza, niestety, i to od sześćdziesięciu ośmiu lat, mamy Prezydenta tylko…
      i w dodatku wszystko się pokićkało jakoś, bo ów Prezydent urzęduje w gmachu Kolegium Jezuickiego (ha!) zamiast w Rathaus(enie), gdzie teraz urzędują… koziołki 😛
      fakt, Kolegium też zabytek jak się patrzy, ale gdzież mu tam do Rathaus(enu)? ten młodzik (smarkacz zaledwie XVIII w. się urodził) nawet do pięt dostojnej, XVI-wiecznej siedzibie naszych posenowych koziołków nie dorasta…

      no to chyba muszę zrobić nowa puszencję, żeby do tego Prezydenta się wybrać, co nie?

      I szkoda wieeelka, że taki szmat drogi jesteś od Posen…
      ale może kiedyś?? 🙂

  3. Olinta pisze:

    Zobaczyłam światło w kuchennym oknie i przysiadłam na parapecie.
    Wejdę na chwilę, bo mnie nęci, by zapuścić w oko do nowej puszki.
    Są landrynki? Lubię takie kwaskowe, zółte, bursztynopodobne, z efektem cracle w środku. Podobają mi się porównania do rzeczy i terminów ze świata decou, bo pewne zdania brzmią czasem jak więzienny gryps. A półświatek nęci, bo obcy, nieznany i w związku z tym tajemniczy.
    Wracając do puszki.
    Zastanawia mnie wzór ze spodnie strony.
    Net karmi nas czasem takimi obrazkami, które są zagadkami.
    I pytanie pod nimi brzmi:
    Co widzisz: maskę czy ćmę, albo: starą czy młodą kobietę, lub saksofonistę czy krasnala (czy kogoś tam, bo nie pamiętam).
    Ten obrazek mógłby spokojnie być taką zagadką, bo ja im się bardziej nad nim zastanawiam, tym bardziej dziwaczna odpowiedź mi się pcha na zewnątrz. Jakby go nie obrócić w dyslektycznym czerepie to wychodzi coś innego.
    Ciekawy jest. Cokolwiek to jest.:)
    O powłoce mi się nie chce pisać, bo to nuuuda absolutna. 😉
    Może tylko tyle:
    Paski lubię i nie mam nic na przeciw bez względu na to czy pochodzą z Paryża, co widziałam w innej kuchni, czy tak jak u Ciebie z Posen.
    Góra wieczka wbita tak w metal, że aż fragment wieży strzelił pod naporem weny.
    Czy muszę pisać, że to dało świetny efekt?
    No chyba nie, bo znów powieję nudą.
    Tam gdzie miało chlapnąć to chlapnęło, tam gdzie powinno błysnąć to błysnęło, a tam gdzie miała spaść kolorowa kropla to spadła.
    Nuda.
    Jest znowu tajemnicza poświata.
    Też nuda.
    No i ten misterny jak na marokańskim dywanie wzorek na rancie.
    Nuda na okrągło.
    Tak więc jak się już ponudziłam to sfruwam stąd. 😀
    I życzę sobie, by jak najprędzej pojawiło się na horyzoncie światło w Twojej kuchni i bym mogła się znowu TAK ponudzić.

    • Viola pisze:

      Cześć Ćmolinto 🙂
      Jakże się cieszę, ze dojrzałaś to moje wabikowate światełko kuchenne (specjalnie nie opuszczam rolet, aby mogło się przez nocny mrok swobodnie przebić aż do… qundulencja, ja nawet nie wiem dokąd aż? lecisz jakiś szmat drogi, czy masz blisko całkiem?)

      A klemy są! Przyjrzałam się im dokładnie dzisiaj za dnia, czy ten cracle tam w środku mają – i mają!! Jedynie kolor taki dość odbiegający od bursztynu jest, coś jak patyna bardziej, a to scraclane – ale pięknie to wygląda 😀 scraclane… – serce, to w bitum nawet wpada… Ale nie bój nic, zaraz do najbliższego składu się udam i odpowiednie klemy nabędę.

      A wzór na poopencji puszencji to przecież prosty jest i czytelny bardzo, no i jeśli moja szara jedynaczka nie miała z nim kłopotu to jakimże prawem miałby mieć dyslektyczny czerep? Wiem! Droczysz się ze mną jedynie, droczysz i uciechę masz 🙂
      Toż przecież na pierwszy rzut oka widać, że to ćma jest, prawda – doprawiona lekko artystycznym sosem, bo to te skrzydełka powywijane tak artystycznie, te nóżki cieniutkie, te czułki nad głową, i do tego jeszcze dość spersonalizowana, bo buźkę ma (a nie ma tam jakiejś kompatybilności rysów z inną ćmą aby?)

      Choć zaraz, zaraz…

      bo na drugi rzut oka to mógłby być nawet i aniołek…
      bo to te skrzydełka niby z piórek jakichś, te nóżki skromnie złączone, ta aureolka nad głową…

      ale na trzeci rzut oka widać jak nic, że to Odetta…
      bo to łabędzie skrzydła u ramion jej wyrosły, bo to nóżki w faire des aplombes ułożone, bo to i piórka pląsają nad głową…

      a na czwarty rzut oka…

      dość! czwarty raz okiem rzucać już nie będę, co za dużo to niezdrowo 🙂
      i tym samym przyznaję Ci rację – to jest niewiadomoco ( a szarą do raportu zaraz wezwę, niech się eminencja tłumaczy!)

      No i w dyrdy do tego składu letę, coby te klemy pocraclane nabyć w kolorze odpowiednim, żeby nie zbrakło jak światło znów zapalę 🙂

      • Viola pisze:

        Ha! I już wiem 😀
        i skąd (no trochę to Ty do przelecenia masz… aż dziw, że takie Ćmolintowe delikatne skrzydełka taki szmat drogi wytrzymują, a ile to się muszą namachać, łoj…)
        i to, że ćmo-aniołko-Odetta mało kompatybilna… no chyba, że jakieś rudości bym jej na głowę rzuciła… 😉

        • Olinta pisze:

          Do delikatnych członków mojego ciała mierzonego w hektarach (według oka mego jedynego) należą:
          rzęsy, dłonie i dusza (nie ta od Maryni zwana w gronach szerszych i kuchennolubnych poopencją czy sempiterną).
          Reszta jest jak najbardziej odporna na ścieranie.
          Z ozorem włącznie o czym świadczy długość wypowiedzi.
          Ale od razu pragnę przypomnieć wszem i wobec, że pomimo wszystko nie o słowotoku tu jest mowa.
          Tak więc przefrunięcie from Pless to Posen jest czystą przyjemnością przebywania w tak pięknych okolicznościach przyrody.
          Gorzej jak nastanie zima, bo nie lubię.
          Wtedy zamienię się w hrabinę.
          Albo nie. W carycę, bo lepiej brzmi.
          I każę się wozić. 😀

          • Viola pisze:

            Się wie, że tu o duszną duszę idzie, a nie o żadną poopencję vel sampiternę przecież, toż widać jak na dłoni, że delikatna ona, choć zaryzykowałabym twierdzenie, że przewrotna takoż, a i zadziorna do kompletu… 😀
            Świetnie! bo pasjami takie dusze lubię 🙂
            I mielenie długich wypowiedzi wprost kocham szalenie!!
            no i żaden słowotok to nie jest,of course, a kto tak myśli, ten kiep!
            i jak widzę tak dużo namielone, to zaraz korcipki z uciechy dostaję ;)…
            i zawsze wtedy lżej mej własnej dusznej duszy, żem nie jest osamotniona w tym mieleniu, bo jak widać, sama krótko nie potrafię…

            A zimy nie boj 🙂

            P.S. Pless wyniuchałam bez pudła 😀
            a te rudości na szczycie też???

  4. Olinta pisze:

    Pytanie można dwojako rozumieć.
    Czy, że wyniuchałaś prawilno (ano nos po co jest każdy wie),
    lub czy (o zgrozo – ale co mi tam ;))
    czy na szczycie rudości też?
    Ano one JENO na szczycie.
    W dole norma, znaczy… nogi golę, bo bez tego australopitek ze mnie czyli tłumacząc z łaciny małpa z południa…
    I wszystko się zgadza! 😀

  5. Magda pisze:

    Bardzo udana metamorfoza puszki!

    Grafika super przerobiona i wtapia się świetnie w stara puchę !

    Sepia turkusowa… mmm mi to ona do wszystkiego pasuje i chyba zawsze będzie się podobać. Może i ja spróbuję?

    Kurczę te złote elementy, które wplatasz nadają pięknego artystycznego charakteru!

    • Viola pisze:

      ano pewnie, że spróbuj, to świetna zabawa takie ciapanie 🙂

      Puszka usłyszała pochwały, pęka z dumy… i bardzo prosiła podziękować, co niniejszym czynię 🙂 😉

  6. Shanna pisze:

    Pikna ona. Pikna I juz.

  7. Różana Ławeczka pisze:

    Witaj, pełen profesjonalizm…Tutaj to już zakrawa o magie:) Puszka wydaje się być z innej epoki, gratuluję:)
    Pozdrawiam…

  8. ew.ka pisze:

    mam takie pudełko …. a w nim guziki ,a kiedyś dawno temu były tam landrynki . Twoje jest wyjątkowe 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »