O POSENOWEJ DUSZY RAZ JESZCZE…

 

 

 

 

Raz jeszcze, bo już kiedyś było.

No więc ciężko z nią żyć, bo niereformowalna ona  jak rzadko.

I przechytrzyć się nie da.

 I zawsze postawi na swoim.

 

Nie inaczej było i tym razem.

Otóż miałam ja sobie lampę. Nic specjalnego – zwykłą taką, z mlecznego szkła, kupioną w zamierzchłej przeszłości, w czasach pierwszego zauroczenia Ikeą, słowem lampa, jak lampa, miała światło dawać i tyle.

I dawała wiernie.

Aż do tego nieszczęsnego remontu.

Przed Sodomą i Gomorą schowałam ją, pieczołowicie wprzódy owinąwszy, do kartonu, bo mimo, że jakąś gorącą miłością do niej nie pałałam, to przecież zasady znam –  szkło to szkło, musi być zabezpieczone, bo kruche z natury i strzaskać się może.

Remont się skończył (o, dzięki ci, Panie, bo jeszcze trochę i bym zwariowała jak nic). Pomału zaczęłam wypakowywać majątek rodowy poupychany w każdym zakamarku siedziby rodowej, no i siłą rzeczy i boskim prawem kolejności dokopałam się w końcu i do niej.

Wyjęłam  ostrożnie (szkło!), odwinęłam delikatnie i – no do tej pory pojęcia  nie mam zielonobladego jak to się mogło stać – upuściłam na podłogę… Ja! Szkło! Mnie się nie zdarza nic zbić! Ja zawsze ze szkłem jak z jajkiem! U mnie w domu szkło i owszem, tłuczone jest, ale zawsze przez Najlepszego albo Nieletniego – nigdy przeze mnie! A tu masz…

Moja posenowa dusza jęknęła głucho, aż się echo po całym kadłubie rozeszło, po czym załkała gorzko i rzuciła mięsem soczyście.

Spojrzałam na tę nieszczęsna lampę i zaraz zobaczyłam wielką dziurę w miejscu, gdzie jeszcze chwilę przedtem był sobie narożnik. Ziała ciemna i poszarpana, jak wyrzut sumienia, bo faktycznie sumienie mną szarpało, a dusza jęczała i zawodziła, bo uszczupliłam wszak zasoby rodowe, co to kiedyś w masę spadkową wejdą.

I w tym momencie każdy normalny człowiek wziąłby taką kaleką lampę i zwyczajnie wyrzuciłby ją do wora na szkło (segregujemy odpady), bo nie oszukujmy się, majątku nie kosztowała, ba – ona była wręcz tania – i spokojnie kupiłby sobie nową.

Każdy, ale nie taki, co posenową duszę w sobie nosi.

Ta dusza moc wielką posiada i na takie marnotrawstwo w żadnym razie nie pozwoli.

Nic wyrzucić nie da.

Będzie gniotła z siłą walca, będzie smędzić i jęczeć do znudzenia, dniem i nocą, na okrągło. Oszaleć można…

Człowiek z taką duszą już na starcie jest przegrany.

Człowiek, a co dopiero słaba kobieta…

Nawet się zbytnio nie opierałam, dobrze wiem do czego ta posenowa jest zdolna, znam ją przecież jak zły szeląg, albowiem  żyję z oną we wspólnym stadle już prawie od stu lat (przypominam, że „prawie” robi wielką różnicę :P)

 

Skoro więc zwykła utylizacja nie wchodziła w grę, no to się zabawiłam…

I „urodziłam” tę lampę na nowo.

Musiałam tylko zamaskować ten roztrzaskany narożnik…

lampa Ikea,

szkło malowane delikatnym srebrnym lakierem – efekt koronki

srebrny dekor

srebrne nóżki

13 komentarzyto O POSENOWEJ DUSZY RAZ JESZCZE…

  1. Mirka napisał(a):

    Można by powiedzieć nie ma tego złego, ale wolę, jakie to szczęście, że spadła…..hihi bo teraz jest cudna 😉
    Pozdrawiam 🙂

  2. Shanna napisał(a):

    Przepiekna:)

  3. Renata Połeć napisał(a):

    Czarodziejko moja kochana – lampa klimatyczna, boska i… świeci. Buziaki Violka <3 <3 <3

  4. Jola B napisał(a):

    Aż się chce coś od razu upuścić – niechcący ;)oczywiście. Chociaż nie wiem czy w moim przypadku efekt „po” byłby lepszy niż „przed”. Lampa bardzo stylowa. Gratulacje

    • Vika napisał(a):

      Ech, lepiej nie upuszczać jednak, bo szkło to zdradliwe jest, może się okazać, że po upadku zostanie nam tylko szklana mozaika…
      Dzięki za odwiedziny 🙂

  5. ZUZA napisał(a):

    Ech, znam cierpienia duszy… Wale nie posenowej, ale też nielubiącej wyrzucać czegokolwiek… Tylko talentu i pracowitości, żeby „śmieci” uszlachetnić nie posiadam… 🙁 Dlatego w mieszkanku naszym (gdzie tym kilku metrom kwadratowym do siedziby rodowej!) pełno kartonów i kartoników z rzeczami, które bardzo łatwo można by przerobić na coś pięknego.

    Aaaa!!! Nakrzyczeć muszę! No, muszę! Gdzie zdjęcie „przed”??? Skąd ja mam wiedzieć co Ty tam dorobiłaś??

    No, dobra – pożaliłam się, nakrzyczałam, to mogę teraz napisać, że lampa przepiękna jest!!! Jak ja Ci talentu zazdroszczę!!!

    • Vika napisał(a):

      Ty mi nie masz czego zazdrościć!
      Sama umiesz tak jak ja, tylko – sorry, będę brutalna – lenia w sobie masz 😛
      A lampa taka cała szklana była, biała i bezpłciowa, to i nawet się ucieszyłam, że się jej ten róg strzasł był na amen, że nawet skleić się nie dało…

      A jak tam powidła?? Zrobiłaś?

  6. Marzena napisał(a):

    A ja sobie myślę, że Tobie jakoś tak przez przypadek niby ale nie do końca z rąk się wymsknęła :)) Bo przecież miałaś ochotę uciec od tego sprzątania i kartonów i zabawić się i nową duszę szkłu nadać :))
    I bardzo dobrze. Bo nowe wcielenie niezwykle interesujące jest 🙂
    ps słonko wyszło, więc wychodzę i maaacham, maachamm

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »