NOWOROCZNY CUD…

 

 

 

 

…. zdarzył mi się!

I zaskoczył tak, że wciąż jeszcze w zaskoczeniu i niedowierzaniu trwam.

I nie chodzi tylko o to, że dotychczas nigdy o takim noworocznym nie słyszałam – o wigilijnym i owszem, ale o noworocznym – nigdy, a o to, że zgodnie ze wszystkimi znanymi mi prawidłami on nie miał prawa się zdarzyć!

 A się zdarzył…

  Miałam na warsztacie herbaciarkę.  Nic specjalnego – spokojna, szara, z lekkimi przecierkami, jedyną fanaberią w niej miał być krak na tylnej ściance wnętrza – takie srebrne, cienkie linie na tej szarości, tak sobie ją wymyśliłam – praca prosta, nieskomplikowana i łatwa.

   Nie jestem wielką fanką kraków, nieczęsto je robię, a jeśli już, to raczej dwuskładnikowy… I nie to, że się go boję – nie boję się, nie czuję przed nim żadnego respektu, i nie, że mi nie wychodzi, bo odpukać – wychodzi, specjalnych kłopotów z nim nie miewam, pęka zawsze i – jeśli już robię – to zazwyczaj wychodzi tak jak chcę…

Teraz też miało tak być…

   Kraka położyłam automatycznie, tak jak zawsze, nie zmieniałam ani grubości warstw, ani warunków schnięcia, ani jego czasu – wszystko tak jak zwykle… i… nie popękał!

Nic, a nic! Nawet jednej najmarniejszej kreseczki… Nic!

Wqundulenciło mnie to ostro, ale nie miałam czasu żeby przeanalizować w czym rzecz.

Widocznie herbaciarce nie dane było tego kraka nosić , nie to nie.

Nawet nie zmywałam tego kraka, przetarłam jeno papierem lekko,  tak tylko, żeby wyrównać powierzchnię  i przemalowałam wnętrze na jasno, żeby taka smutnoszara nie była, a zanim farba wyschła dałam jeszcze drugą warstwę w odcieniu leciutkiego turkusu, przetarłam i zostawiłam do wyschnięcia… To było wczoraj.

A dzisiaj oczom własnym nie wierzyłam – na farbie (!) pojawiły się piękne, duże spęki…

Nie miały absolutnie żadnego prawa się pojawić – a się pojawiły…

Ano nic innego jak cud! Noworoczny.

Choć gdyby ktoś mi to opowiadał, to z całym szacunkiem, ale bym nie uwierzyła…

 Cieszę się jednak ogromnie, bo – zgodnie z powszechnie znanym przysłowiem – „Jaki Nowy Rok, taki cały rok” – czeka mnie rok cudów… no  i bardzo dobrze, bo mam z tym rokiem wielkie plany związane  🙂

I mam nadzieję, że będzie w cuda obfity. I nie tylko w kwestii kraków…

 Czego Wam i sobie życzę.

 A herbaciarka dostała jeszcze dekor na front i medalion na tę popękaną ściankę, trochę bitumu, trochę past pozłotniczych i prezentuje się tak: 

13 komentarzyto NOWOROCZNY CUD…

  1. rosier napisał(a):

    Ja tam wszystkie Twoje prace kwalifikuję jako CUDY, CUDA, CUDEŃKA… Są jedyne i niepowtarzalne i ilekroć tu wpadam, zawsze popadam w zachwyt! Tak jak i tym razem. Co tam krak… On i tak by wylazł, choćby za kilka dni nawet, bo Tobie nie może się coś NIE udać, Violu!
    W tej herbaciarce podobają mi się właśnie kolory. Te Twoje łączenia turkusu z metalicznymi odcieniami tworzą pałacowy przepych. Kocham ten rodzaj kunsztu w Twoich pracach!

    Violu Kochana cudownego Nowego Roku Ci życzę, obfitującego właśnie we wszelkiego rodzaju cuda i cudeńka oraz tylko cudownych ludzi wokół! 🙂

    • Vika napisał(a):

      <3 Martuś <3
      czy ja już mówiłam, że Cię przeogromnie lubię??
      To mówię – lubię!!
      I dziękuję za przesympatyczny komentarz.
      I czuję jak mi skrzydła rosną 🙂
      I za życzenia dziękuję.
      I swoje już w Twoją stronę też wysłałam, lada chwila je poczujesz…

  2. Shanna napisał(a):

    A ja nadal podziwiam piekny bursztynowy medalion.
    Ale to juz Ci chyba mowilam:)

  3. Grażyna napisał(a):

    Cudna praca, jak zawsze, i wcale nie potrzeba tu cudu, żeby taka wyszła 🙂 Bursztynowy medalion na tych rozmytych turkusach tworzy niepowtarzalny klimat…piękna, piękna herbaciarka !!!

  4. Magda napisał(a):

    podziwiałam już tą pracę wcześniej ale nie wiem czemu nie zostawiłam śladu po sobie..
    Świetna jest, wszystko w niej gra i kolory i reliefy!

  5. wiesia napisał(a):

    Przepięknie to wykonałaś!! Gratulacje.

  6. Dyzia napisał(a):

    Jest w tej pracy coś co przyciąga, medalion oczywiście też, ale także to jasne wnętrze przywodzące na myśl porcelanę. Przez swój koloryt i tą porcelanowość skontrastowaną z odrapanymi boczkami i rdzą, kojarzy mi się ze starymi łazienkowymi urządzeniami. Albo wiesz, taki zapomniany kran, zlewik gdzieś tam, w ogrodzie za krzakami… A pordzewiałe dekory to poezja! Znowu zazdraszczam 🙂

  7. el.passja napisał(a):

    Świetna herbaciarka. Dekory pięknie, bogato zdobione. A Ci powiem, że mnie się zdarzyło, że mi krak nie popękał. I do dzisiaj nie wiem czemu. 😀

    • Vika napisał(a):

      Bo Cię nie lubi 😀
      A tak serio to z tymi krakami to nigdy do końca nie wiadomo, chimeryczne i złośliwe są jak nie wiem co…
      A to wilgotność aury nie taka, a to temperatura nie odpowiada, a to pędzel się nie podoba, albo tysiąc innych przeszkód sobie wymyślą, a ty siedź człowieku i płacz. No gorzej jak z panną na wydaniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »