Niby nic, a cieszy…

 

 

 

taka półka… byle jaka, dawno wyszła z mody, bo te tralki toczone, bo ten kolor bury, bo charakteru jej brak i pazura nie ma, bo taka pospolita, że aż strach…

 

tak, tak – to moje własne słowa sprzed – mniej więcej – siedmiu lat.

Tak wtedy o niej myślałam, mało – bez pardonu głośno o tym mówiłam…

 A potem   bez najmniejszego żalu i wyrzutów sumienia skazałam ją na banicję i zapomnienie w kącie pewnej starej, ciemnej, zakurzonej piwnicy.

Wyprowadzałam się, a ona w żaden sposób nie pasowała do mojej nowej kuchni i moich nowych, wymarzonych, czereśniowych mebli.

Zupełnie nie pasowała! Bo jak ją tam postawić z tym jej pospolitym burym brązem, z tymi  tralkami… i tym kształtem, co to ni w pięć, ni w jedenaście?…

Strrrrasznie mi teraz wstyd 🙁

 Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że działo się to w czasach, gdy byłam jeszcze zupełnie zdrowa, nie zarażona chorobą decoupage zwaną…

ba! ja wtedy nie miałam  zielonego pojęcia co to ten jakiś tam decoupage jest!

a tam – co to jest… ja nie wiedziałam nawet, że w ogóle  jest!

No a potem na to decoupage zachorowałam 😉 i, chwała Bogu, choruję sobie zdrowo już szósty rok i żadnej chęci wyzdrowienia we mnie nie ma :), ja nawet czule pielęgnuję wszelkie symptomy tej choroby w sobie, więcej – sama wynajduję wciąż nowe i nowe i pilnuję, żeby się rozwinęły w pełni…

Ale wracając do półki… pewien niespodziewany splot okoliczności sprawił, że znowu weszłam do tamtej starej i zakurzonej piwnicy, w której nie byłam od siedmiu lat, i w której przez następne siedem pewnie nie będę, i zobaczyłam w kącie  – półkę, moją starą, znielubioną kiedyś półkę…

niby wszystko było w niej po staremu – pokrywał ją ten sam pospolity brąz, tralki miała te same, i ten kształt, co to ni w pięć, ni w jedenaście, nic się nie zmienił… ale ja zobaczyłam ją już inaczej, zobaczyłam ją przez pryzmat decoupage’owej choroby – i spodobała mi się natychmiast, i przestało mieć znaczenie, że kolor, że tralki, że kształt, że nie pasuje do mojej teraźniejszej kuchni (też coś! jak nie pasuje, jak pasuje???)…

Targałam ją przez pół miasta, a potem… a potem to już poszło błyskawicznie.

I oto jest – mała rzecz, a cieszy 🙂

Półka co przepoczwarzyła się w motyla… no może bez przesady z tym motylem, ale, że się przepoczwarzyła to fakt 🙂

 

13 komentarzyto Niby nic, a cieszy…

  1. małgorzata napisał(a):

    CUDNA EHHHHH no talentu to Ci zazdroszczę 🙂

  2. Shanna napisał(a):

    Dobrze czasem pochorowac, co nie:)

  3. Dyzia napisał(a):

    A tak, wstydź się… jako i ja się czasem wstydzę, że pewnych rzeczy wcześniej nie doceniłam 😉 Co nie? Śmieszne jest porównanie naszych gustów, które miałyśmy jakiś czas temu, a teraz są całkiem inne… Stare żelazka to zawsze doceniałam, od dzieciństwa, ale tralki to niestety nie. Bo nie wiedziałam, że można z nich takie cudeńka zrobić 🙂

    • Viola napisał(a):

      Masz rację, gusty ewoluują i dojrzewają, choć może to my dojrzewamy do pewnych gustów?
      no i z tymi tralkami też tak właśnie miałam…
      Teraz nie potrafię przejść obojętnie obok żadnego starego przedmiotu, a już w pobliżu porcelany to korcipki dostaję natychmiast 😀

  4. rosier napisał(a):

    Ja też do tych antytralkowych należałam. I w krzesłach nadal nie za bardzo mi leżą, jako że kojarzą mi się z pokojami wyposażonymi w meblościanki na wysoki połysk, z takimż stołem z krzesłami „tralkowymi” wokół, brrr…
    U Ciebie piękność kolejna. Przepoczwarzenie super! W motyla cudnej urody… paź królowej… z przetarciami, etykietami przetransferowanymi, tak jak lubię. Ja bym pewnie jeszcze z jedną różyczkę dokleiła, tak na uboczu…
    Miłej niedzieli, Violu!

    • Viola napisał(a):

      No tak – Rosier bez różyczki? – nie nada 😀
      Ale robię teraz chustecznik , tam to różyczka na różyczce i jeszcze różyczkę różyczką pogania, ciekawe czy Ci się spodoba? 🙂

      • rosier napisał(a):

        Ja nie tak jak niewierny Tomasz!
        A jeśli jeszcze różyczka różyczkę pogania i to Twoją ręką zabieram bez oglądania!

        No i jest już pierwszy komentarz do różyczkowej pracy!:)

  5. LoveCreations napisał(a):

    alez super!!! ja ostatnio mam faze na transfery,
    strasznie podobaja mi sie te Twoje przetarcia! Boskie!
    Fajnie czasem odkopac cos z czelusci przeszlosci i nadac temu nowe zycie!
    xx

    • Viola napisał(a):

      zawsze warto coś odkopać 🙂
      tylko coraz mniej tego zakopanego jest…
      ale przecież są jeszcze wszelkiego autoramentu giełdy staroci i takie tam różne zapomniane strychy, szopy i piwnice, nie?
      Dziękuję za odwiedziny i zapraszam znów 🙂
      Fajnie, że zostawiłaś ślad, dziękuję 🙂

  6. Joaśka napisał(a):

    Wiele historii oraz wielkich inspiracji zaczyna się na strychach czy w piwnicach , gdzie trafiaja niepotrzebne przedmioty . Zapomniane skarby ……….. czekają aż ktoś je przepoczwarzy a tym samym odkryje na nowo.
    Półka wróciła do łask … i pięknie się teraz prezentuje.

    Pozdrawiam dołączając wiersz M. Pawlikowskiej -Jasnorzewskiej pt. „ Strych na Kossakówce „

    „Chodź wybierzmy się na strych oboje,
    w starą dżunglę nad naszym pokojem,
    gdzie nietoperz zwisa soplem z pluszu…

    Strych misterium.
    Głucha podświadomość
    Gwarnych ludźmi roztargnionych domów,
    środek między emouvant i louche (…)”

    • Viola napisał(a):

      Taaa, święte słowa… i jeszcze na ukochanych pchlich targach alias Flohmarkt’ach najróżniejszych – kopalni kolorowych, dziwnych, tajemniczych, starych i inspirujących przedmiotów…
      W każdym miejscu, jakie by ono nie było staram się odwiedzać targi, Flohmarkt’y, suki czy inne bazary, i zawsze jestem podekscytowana tymi miejscami i usatysfakcjonowana zakupami (choć często towarzyszy mi niedosyt, ale to już inna sprawa…).

      Dziękuję za wiersz.
      Coś czuję pokrewną duszę w Twym ciele mieszkającą 🙂
      Ja też lubię poezję M. P-J.
      zresztą inną/innych też lubię…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »