MISA Z PROMIENI SŁONECZNYCH I KSIĘŻYCOWEJ POŚWIATY UTKANA…

 

 

 

 

Słońce przetoczyło swą rozpaloną, złotą głowę na zachodnią stronę nieba, czesząc  promieniami gałęzie drzew i lekko muskając szmaragdową taflę leśnego stawu, rozsypując na niej milion diamentowych iskierek.

Tęczowoskrzydła ważka przysiadła na nagrzanym kamieniu wystającym z wody, rozłożyła swoje opalizujące bajkowymi kolorami skrzydła i zastygła w bezruchu.

Na omszałym, starym pniu, nad brzegiem stawu, siedziała Driada, była zamyślona i zapatrzona w toń. Martwiła się.

– Coś się stało? – Skrzat, który pojawił się nie wiadomo skąd, delikatnie dotknął jej ramienia.

– E, jeszcze nic, ale się stanie… – odpowiedziała cichutko – jeśli nie zaniosę zimnej, wieczornej rosy Różanopalcej Jutrzence, aby mogła sobie obmyć i schłodzić palce, którymi co rano barwi Niebo, przygotowując je na powitanie Świtu, to się stanie… Ona jest wciąż w drodze, wciąż biegnie do przodu budząc Dzień, nie ma czasu aby się zatrzymać nawet na chwilę, obiega niestrudzenie Ziemię dookoła i wkrótce tu wróci, muszę jej dać chłodnej rosy, bo jej rozgrzane palce tracą moc, ale nie mam jej w co zebrać… Potrzebuję naczynia, a w całym lesie takiego nie ma…

– Rozumiem, to musi być coś specjalnego – mruknął Skrzat przysiadając obok.

– Właśnie! Musi mieć w sobie ciepło letniego dnia i chłód nocy, musi być złote jak Słońce i jednocześnie srebrne jak Księżyc w pełni, i jeszcze mieć zieleń traw i malachit leśnego stawu…

Ech…. – westchnęła bezradnie i smutno – skąd ja coś takiego wezmę…

– Złoto Słońca i srebro Księżyca… – powtórzył zamyślony Skrzat – czekaj, może coś poradzimy.

Wyjął swoją zaczarowaną różdżkę, zapatrzył się na słoneczne promienie tnące leśne powietrze i  pieszczące powierzchnię stawu, spojrzał na łąkę pełną żółtych kwiatów i szepczących, turkusowych traw, na siwą mgłę czającą się w ciemnych ostępach lasu, na srebrną głowę Księżyca przygotowującego się do swej nocnej podróży, sypnął diamentowym pyłem, który zaiskrzył w słońcu miriadem brylantowych iskierek i zanim pył zdążył się unieść w górę i osiąść na Niebie zmieniając się w gwiazdy, już trzymał w rękach misę…

Była cała otulona w złoto Słońca prześwitujące przez gałęzie drzew, które gdzieniegdzie wydobywało szmaragdowy turkus  traw i głęboki malachit stawowej wody, a w środku miała srebro Księżyca i szarość leśnej mgły, z której wychylały  zaczarowane kwiaty z kielichami pełnymi wieczornej rosy…

– Och – szepnęła oczarowana Driada – jaka piękna… gorąca na zewnątrz, chłodna w środku… mogę? – spytała wyciągając ręce.

– Tak, wyczarowałem ją dla ciebie przecież – odparł Skrzat podając jej misę, odwrócił się i zniknął tak nagle, jak nagle wcześniej się pojawił.

– Dziękuję – zawołała szczęśliwa Driada.

Ale  tylko Echo, hasające boso po lesie i roznoszące głosy, odpowiedziało jej głosem Skrzata  – drobiazg, przecież jestem tu po to, żeby pomagać  …

A Driada, niczym płocha sarenka, czym prędzej pobiegła na łąkę, otuloną już dziurawym płaszczem Zmierzchu, przez który prześwitywały gwiazdy, by szukać chłodnych kropel wieczornej rosy i strząsać je z kwiatów i źdźbeł traw – kropla po kropli – do misy, żeby, jak tylko pojawi się  Jutrzenka, przynieść ukojenie jej różanym palcom…

 

Oczywiście ta misa, którą oglądacie, to tylko replika tej czarodziejskiej, ale starałam się wiernie oddać tę grę cieni i światła oryginału 😉

choć, przyznaję, z pokazaniem tego, co zrobiłam, miałam  ogromny kłopot, pewnie to za sprawą tych różnych odcieni złota, a może winne jest  srebro ze środka? W każdym razie  gdybym zamieściła jeszcze ze 150 zdjęć to i tak na każdym wyglądałaby inaczej…

Misa jest duża, o wys.140 mm i średnicy 275 mm, wypalana

23 komentarzeto MISA Z PROMIENI SŁONECZNYCH I KSIĘŻYCOWEJ POŚWIATY UTKANA…

  1. Aniolek napisał(a):

    Piękne słońce nad Nałęczowem raduje me serce i duszę…Widok tej misy cieszy natomiast moje oczy.Zmęczone już szarością zimy,która choć w tym roku mało śnieżna to była też mało kolorowa.Wszędzie smutek i każdy z utęsknieniem wyczekiwał pierwszych promieni słońca,ptaków na gałęziach i barw w ogródkach.Ale Ty kochana jak za sprawą czarodziejskiej różdżki sprawiasz,że moje oczy zawsze się śmieją na widok twoich prac.Tym razem jest elegancko,dystyngowanie,kolory przepychu ale wszystko razem połączone daje efekt,że chce się w domu mieć coś takiego.I za to Ci dziękuję!!!

  2. maria napisał(a):

    …. chyba „podpowiedziałaś” mi jeszcze coś w temacie złocenia!
    jak tylko wrócę z zakupo spaceru to popróbuje ;-)))
    a tak w ogóle to mi się podoba !

  3. Shanna napisał(a):

    Piekna. U mie wyglada jak turkusy i zloto. To pewnie ten turkus ode mnie, co:P

  4. maria napisał(a):

    noooooo można;-)
    wr óciłam mocno „przeczochrana” przez moje dziecko i już dziś na pewno nie spróbuje…
    ale coś mi zakiełkowało w głowce!

  5. Dyzia napisał(a):

    Skoro zrobiłaś już jedną replikę to możesz i więcej dla koleżanek, co? 😉
    Chciałabym mieć takie coś w domku 🙂
    Piękna 🙂

  6. Grarzynka napisał(a):

    Piękna i niezwykła jak zwykle u Ciebie. A następna dla koleżanki pewnie wyjdzie zupełnie inaczej. Magiczna.

    • Vika napisał(a):

      Bo to przeważnie właśnie tak jest – tak samo się nie da, choćby nie wiem co…
      I to w tym całym bajzlu jest piękne 🙂

  7. Olinta napisał(a):

    Znowu mnie obcyganiłaś!
    Czytam o Różanopalcej, włączam wizję i oglądam nagietki (żeby nie powiedzieć kółka zębate…) z KOMECIM ogonem.
    Ładne kwiatki…
    Ładne?
    A gdzie tam ładne!
    Piękne są na tym tle!
    Fajowo ten złoty przyjmuje inne barwy.
    I do twarzy tej misie nawet w dziurawej sukience. 😉
    PpP!

    • Vika napisał(a):

      Wcale nie obcyganiłam,tylko żartnęłam sobie. Z tą Różanopalcą.
      Bo chyba nie myślisz, że ja tak na serio do tego różanego koloru bym podeszła? W życiu nigdy! Różany to ja mogę oglądać, choćby na palcach tej od jutrzenki rannej, ale robić to nie-e.
      Ale za to z komecim trafiłaś w sam środeczek 😀 mnie też to łaziło po czerepie nachalnie jak robiłam, i nijak na listki (bo niby one tam, od tych kwiatków, miały być) nie mogłam się przestawić 🙂
      I z dziurami w sukience też masz rację 😛 podziurawiła się w piekarniku – lakier od wypalania pościągał w niektórych miejscach szlagmetal i teraz prześwituje tam srebro (ha! nie od parady ubrałam Zmierzch w bajce w dziurawy płaszcz 😀 😀 😀 )
      Cieszę się ogromnie, że nawet dziurawa Ci się podoba.
      PpP

      Aha, byłabym zabyła – nową mieszankę kawy zrobiłam, wpadniesz posmakować?

      • Olinta napisał(a):

        Poczepało Ciem na tym wiecze co gowy urywa?!
        Mało Ci gatunków kaw zez sklepów rozmańtych?
        Czego Ty do nich jeszcze dodajesz?
        Jaskółczego ziela?
        No chyba, że kawę z kawą mieszasz, o tak, to rozumiem.
        Ale te wszystkie kardamony, cynamony i inne to przecież są.
        Hmmm… No ciekawe, ciekawe…
        Przylecę, bo inaczej pęknę! 😀

        • Vika napisał(a):

          Jaskółczego to zapodaję różnym takim na kurzajki i to tylko, o ile zasłużą, bo jak nie zasłużą to niech sobie z tymi kurzajami łażą, do kawy nie daję, bo gorzka się robi i żółć wywala, chociaż… widzisz! może zrobię taką miksturę specjalnie dla akyszów.
          A dla nas specjalną mieszankę robię, wiesz – trochę ziarenek tej, trochę tamtej, kardamonu tyle, co na czubku łyżeczki, deczko imbiru i cynamonu, wszystko podprawiam brązowym cukrem (ale żeby słodkie nie było, a tylko posmak słodkości miało, takie dalekie wspomnienie tej słodkości, bo ja gorzką wielbię – ale dla Cię mogę osłodzić jak ulepek gdybyś rada była) i prawie już gotowa, prawie… bo potem dodaję jeszcze jednego tajemniczego składnika (powiem, jak wlecisz), zaklinam całość (czaisz, to to zaklęcie z 1277 strony Sekretnego Klnika Wiedźmowego, trzecie od góry po lewej) i gotowe 🙂
          Przylecaj wartko, bo najlepsza świeżo parzona 🙂
          PpP

  8. Magda napisał(a):

    Przepiękna misa! niesamowita gra cieni i kolorów! wszystko tak się mieni i miesza 🙂

  9. Marzena napisał(a):

    Nie byłam do tej pory wielką fanką złoceń i srebrzeń. Coś tam robiłam ale bez przekonania. Ale jak tak sobie spaceruję po Twoim blogu i oglądam te bajkowe cuda to nabieram ochoty wielkiej na działanie w podobnych klimatach. Doczytałam o tych warsztatach. I to tak blisko. Tylko chwilkę prędzej wybywam na cztery dni na zlot tego drugiego forum, więc czy mnie rodzina wypuści chwilę później na kolejne dni?…

  10. Vika napisał(a):

    To zupełnie odwrotnie niż ja – bez tych złoceń, srebrzeń i „miedzień” (ostatnio nawet z przewagą tych ostatnich) żyć nie mogę 😉
    A warsztaty będą następne, jeszcze nie wiem czy w sierpniu, czy we wrześniu, ale będą, więc spokojnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »