MAPY, LATANIE I PTAK.

 

Lubię patrzeć z góry.
Jakkolwiek dwuznacznie to zabrzmiało – lubię.
To bardzo przyjemna czynność.
Różnie można patrzeć.
Tak trochę z przypadku, leniwie i bez większego zaangażowania, tak człowieczo – z okna, balkonu, tarasu widokowego, albo z dachu. Nawet z Fernsehturm na Aleksanderplatz.
Można też tak hardcorowo  – z urwiska, z lotni, samolotu, wiszącego mostu gdzieś w Andach.. Albo z balonu.
Można też tak już całkiem, całkiem z góry, z perspektywy nieba – patrzeć na mapy.

Tak człowieczo – z okna, balkonu czy tarasu – patrzą wszyscy. Ja też. Czasem.
Z urwiska, lotni, mostu czy balonu – patrzą wybrańcy. Ja nie. Nigdy.
Choć kiedyś miałam okazję polecieć balonem.
Nie skorzystałam. Nie żałuję.
Z samolotu patrzą niektórzy. Ja… hmmm… trudno powiedzieć, że patrzę, ja zerkam.

Otóż w samolocie jestem zwykle niebywale zajęta. Głównie baniem się. Choć zdecydowanie wolę bać się na miejscu przy oknie, bo jednak… gdyby… nie daj Boże… ten samolot miał spaść… to ja koniecznie chciałabym to widzieć.
Najlepszy ma lęk wysokości, nie muszę z nim o to miejsce walczyć, a Nieletni nigdy nie wykazywał chęci patrzenia (on używa samolotu jedynie do spania, poza oczywiście przemieszczaniem się – śpi przemieszczając się, albo przemieszcza się śpiąc). Mam więc to miejsce przypisane do siebie niejako z urzędu, odgórnie i na zawsze w każdej podróży. Zerkam więc sobie jednym okiem co widać, jednym, żeby sobie nie przeszkadzać w tym baniu. Chyba, że jest coś nieziemsko pięknego – chmury, słońce, ośnieżone wierzchołki gór, połyskujące daleko w dole morze, rozświetlone nocą maleńkie miasta, rozrzucone w niezmierzonym błękicie wód tycie wysepki, albo pioruny bijące w skrzydło… no, wtedy to co innego, wtedy zapominam o strachu i patrzę, patrzę, patrzę… bez opamiętania.
Potem oczywiście boję się podwójnie, bo przecież przez chwilę nie bałam się wcale i muszę nadrobić… Bilans, wiadomo, musi wyjść na zero.

Za to mapom przyglądam się od zawsze.
Pewnie to zamiłowanie do ich oglądania wyssałam z mlekiem ojca.
Mój ojciec, geograf, zawsze powtarzał, że wykarmił mnie własną piersią.
I choć nigdy jakoś nie sprecyzował tego karmienia, mimo, że usilnie domagałam się wyjaśnień w tej niezwykle intrygującej mnie kwestii, to chyba innej możliwości jednak nie ma – mapy zaaplikowano mi w mleku ojca.
Ale w moim wewnętrznym jestestwie kołacze się też zamiłowanie do wszelkich działań z szeroko pojętej dziedziny sztuk plastycznych, a to już na pewno nie po ojcu, a po mamie… Mam więc silne podejrzenie, graniczące niemal z pewnością, że musieli mnie chyba karmić na zmianę, bo niby skąd to u mnie?
Niemniej jednak fakt map pozostaje faktem – przyglądam się im zawsze i z ogromną przyjemnością.
Wszystkim.
Patrzę sobie na nie z okazji okazji (np. jakichś podróży małych i dużych) i bez żadnej okazji też, z czystej przyjemności przyglądania się. Mogę tak godzinami.

Ale kiedyś…
Kiedyś dane mi było doznać zupełnie innego, wręcz metafizycznego widzenia…
Kiedyś miałam okazję spojrzeć na świat z innej, nieznanej, nawet nie przeczuwanej, ptasiej perspektywy…
Zdarzyło się parę lat temu.
Jechałam kolejką górską, wysoko, wysoko… na Jaworzynę Krynicką.
Było upalne, letnie popołudnie, trasa wiodła wąską przecinką, między dwoma zalesionymi zboczami, stojącymi tuż obok siebie, bliziusieńko,
okna kolejki były otwarte…
pomyślałam wtedy, że gdybym wyciągnęła ręce to bez problemu dotknęłabym ich obu.
Nagle, zupełnie niespodziewanie, bez żadnego ostrzeżenia, kolejka stanęła, lekko się zakołysała i znieruchomiała.
Była jak zawieszona w próżni – bez styczności z ziemią, bez styczności z niebem…
Nim zdążyłam się przestraszyć – spojrzałam w bok i tuż obok siebie zobaczyłam gałęzie rosnącego drzewa, odurzyło mnie przesycone zapachem igliwia i żywicy, rozedrgane od ptasich treli i gęste od skwaru, powietrze.
Było zielone jak to drzewo, poprzecinane słonecznymi smugami.
Znalazłam się w zupełnie innym świecie.

Do tamtej pory myślałam, że drzewa rosną po to, by na nie patrzeć z dołu, by zadzierając głowę i przysłaniając ręką oczy od światła lejącego się z nieba, oglądać sączące się przez koronę promienie, poruszane wiatrem liście…
I nagle wtedy, w tamtej magicznej chwili, zrozumiałam, że to jest tylko myślenie ludzi, że ptaki myślą inaczej…

I ja się właśnie wtedy poczułam jak ptak – jakbym sobie na chwilkę przysiadła na jednej gałęzi, złożyła skrzydła, by przyjrzeć się tej drugiej z bliska i spokojnie, bez pośpiechu, mogła policzyć szmaragdowe igły… i za chwilkę miała lecieć dalej, na inne drzewo, na inną gałąź, innym igłom się przyglądać…
I przez jedno mgnienie byłam wolna.
Jak ptak.

35 komentarzyto MAPY, LATANIE I PTAK.

  1. Ada-Adriana napisał(a):

    Bardzo ładna taca, piękny motyw, relief, świetnie się prezentuje jako całość !

  2. Maria napisał(a):

    …no toś się rozpisała:-)))latanie hmmmmmmmm
    trochę polatałam , trochę pooglądałam ale najprzyjemniejszy był widok mojego domku z okienka samolotu, którym skąś tam już nie pamiętam wracałam jak już prawie lądowaliśmy we Wro, bo jak samolot leci z kierunku Katowice albo Warszawy to nad moim domem a jest już stosunkowo nisko i można nasz daszek dostrzec…
    A najbardziej oszałamiajcy widok był jak któregoś razu lądowaliśmy w Dubaju, a u nas jeszcze problemy z prądem były, młodzież pewnie nie pamięta hehehehe, a tam feria swiateł.
    A teraz mam z 300m do Sky Towera i jak wjadę na taras widokowy to mam widok na pół Polski;-)
    Faktycznie o oglądaniu czegoś albo z skąś można by długo…
    Byłam u ciebie parę dni temu i napisałąm się, napisałam:-) a potem zrobiłam klik i @#$%^&*()_+ wszystko szlag trafił!
    więc próbuję jeszcze raz i oby dobrze się to zakończyło bo %^&*()_ napisałam, ze jesień mamy piękną tego roku, bo za oknem ze 20 stopni na plusie, że butle mi się i słoje podobają, że bombki mi się podobają i coś tam jeszcze aaa herbaciarka, ale już ochów i achów nie bedę powtarzać, choćby dlatego ,ze pogoda się zmieniła ;-(
    aaa to Twoje sopelki natchnęły mnie do zakupu moich sopelków:-) a co było potem to już wszyscy wiedzą zaglądając na mojego bloga.
    Ale taca fajna i ten ptaszek i klimacik i kolorek i całość zuzamendokupy mi pasuje.

    • Vika napisał(a):

      To nie ja, to pióro znowu się porządziło, ja to napisałabym „to jest taca” i finito, ale nie ono, ono to zaraz musi się rozpisać i mędzić, nudzić i smędzić jak dziadowski bicz się rozkręcić 😛

      A ja też mieszkam obok lotniska i wiem o czym piszesz – najpiękniejszym widokiem w powrotach z podróży wszelakich jest widok swojego własnego kawałka dachu z okna samolotu…
      Cieszę się, że to czarnidło Ci się podoba 🙂

  3. Muza ;) napisał(a):

    No to mam do powiedzenia tylko tyle, że jest to bezczelnie, nieprzyzwoicie piękna taca. O.
    Obrażam się na chwilę, że ja tak nie umiem, a jak mi przejdzie, to wrócę popatrzeć jeszcze.

  4. Shanna napisał(a):

    Boska:)

  5. DecouDream napisał(a):

    Artyzm. Jestem wielbicielką Twojego talentu.

  6. Muza ;) napisał(a):

    No to żem przyszła znów. Się pogapię 🙂 Podumam, jak to do cholery i dżumy się robi…

  7. Dyzia napisał(a):

    Czytać to ja lubiem, ale najbardziej o tym co oglądam, a tu nic, trudno 🙂 No, chyba, że ptak 🙂 Taca fajna, motyw ciekawy 🙂
    A mapy, to ja też lubiem, co Olinta, jak tu zajrzy potwierdzi.
    Aż dziw, że jestem pierwsza przed nią? ;D
    Aha, fajna, to mało powiedziane ;D

    • Dyzia napisał(a):

      Aha, jeśli to jest ta mroczna to proponuję 1: 0,75 – 0,5 dla jemiołuszki, albo innego kwoka, i 0,25 dla czarnych rogów, recht? ;D

      • Vika napisał(a):

        Ostro grasz!
        Recht? Nein, ist falsch.
        Tylko zeropół dla jemiołuszek? znaczy kardynałów?? Tylko?!!
        A Ty nie widzisz, jakie te pitaszki mrocznie czernią maźnięte?
        I aby zeroćwierć dla rogów? Chyba dla jednego….
        A boki całe w rombach mrocznoczarnych to nic? Zerozero??
        Ja nie wiem czego Ci tu brakuje. Chyba skrzeku nietoperza, albo czachy gdzieś z boku, żeby było jeden…
        Jak dla mnie jest 1:1 w mrocznych tacach 😀
        I tego się będę trzymać.
        Howgh!

        I się cieszę, że fajna, to mało powiedziane 😀 😀 😀

        • Dyzia napisał(a):

          Romby się nie liczą,, bo ja też mam, za to mam tekst o pogrzebie i mam na to świadków! I jak pogrzeb przebijesz? I z czego w takim razie to menu (w domyśle) się składa? ;D
          A wiesz co mam pod spodem? Grobową czerń… ;D

          • Vika napisał(a):

            Grobowa czerń się nie liczy, bo też mam.
            A z tym pogrzebem to aż poleciałam żeby zobaczyć, bo jak poprzednio byłam, to nic takiego nie widziałam… i teraz też nie rzuciło mi się w ok.
            To tekst jakiś pogrzebowy na tych gazetach jest? Bo nic się odczytać nie da i może ściemniasz.
            I kto tym świadkiem? Bezstronny on jest aby?
            Nooo… jeśli jest, to chyba muszę przyznać, że wygrałaś, gdyż/ponieważ/albowiem/że tego pogrzebu nie przebiję, bo na mojej to nawet marnej czachy nie ma 🙁

          • Dyzia napisał(a):

            Rosier się pogrzebu dopatrzyła, to chyba dobry świadek, co nie? Niestety, byczy nagłówek o tym traktujący zalepiłam, hi, hi…
            A tak na serio to chyba jednak moja weselsza, dodam ci do całego punkta 🙂

  8. Marzena napisał(a):

    No cóż ja tu mroczności żadnej nie widzę. I cóż, że trochę kolorystyka ciemna jest? Ale, że mroczna? Wcale a wcale. Zdecydowanie Dyzia prowadzi :))
    A poza tym to taca bardzo, bardzo. Ptaszory fajniutkie, szablony też niczego sobie. Mogłaby mi posłużyć trochę 🙂

    • Vika napisał(a):

      Taka z Ciebie krajanka? Taka??
      Oj, będziesz Ty chciała ciastek z tej tacy… 😛
      No bo w końcu przecież kiedyś jakaś kawa/herbata wspólna nas czeka 🙂

      • Marzena napisał(a):

        No to sobie narobiłam :)) Ale może chociaż kawki dostanę odrobinkę jeśli na ciastko nie zasłużyłam.. A na usprawiedliwienie swoje mam, że ja krajanką Dyźki przez kilka lat byłam..
        No ale cóż jak mogę jak ja tu mroczności żadnej nie widzę tylko miłość tych dwojga. A ta czarna czeluść to wstęp do ichniego wspólnego raju jest :))

  9. Magda napisał(a):

    wow ale cudna praca:)
    nic oryginalnego napisze, ale naprawdę zachwyca 🙂

  10. Renata Połeć napisał(a):

    Mroczna, mroczna, ociekająca czarna patyną 🙂 Wiem, co piszę, bo łapsko o nią trochę wybrudziłam 🙂 1:1 drogie Panie wg mnie. (No, chyba siem podlizałam…)
    <3

  11. pestQa napisał(a):

    Świetna taca! Motyw genialnie wtopiony w ramę , cudne cienie i światła.

  12. Olinta napisał(a):

    Pomału nadrabiam zaległości.
    Sypiąc głowę popiołem w końcu dotarłam.
    I od razu potwierdzam co bym nie zapomniała:
    Dyzia lubi mapy (co może być utrapieniem dla współbiegacza po mieście, ale tego jej nie mów :D) i prawdą jest też, że cmentarz miała na tacy i to w dodatku francuski! 🙂
    A Twoja taca jak nie mroczna jak mroczna przecież!
    Toż ten ptasio z mroku wyfrunął i na pałąku przysiadł, żeby poromansować w świetle.
    I jak już wybrankę omami trelami to ją w ten mrok wciągnie.
    A do mroku brama w kształcie serca prowadzi i wszystko jasne!
    To znaczy ciemne, ale wiadomość na tacy jasna i podana jak na tacy. 😀
    No a napis to już chyba dla tych co od razu nie zakumali z powodu tego ciepłego wiatru co hula za oknem i służy rozkojarzeniu. 😉
    PpP i lecę do następnego posta!

    • Vika napisał(a):

      No! Lepiej późno niż wcale, się wie 🙂

      No powiedz mi co w tym jest, że nikt nie widzi na tej tacy drugiego kardynała, a jest! ino wszyscy o tym jednym na pałąku? Musi ona mroczniejsza nawet niż myślałam 😛

      Co do ciepła zaokiennego to sobie właśnie patrzę na rozświergotaną sikorkę, co to przysiadła na brzozowej gałązce tuż za moim oknem, i której się pewnie zdaje, że na wiosnę idzie, bo świergoli wesolutko jakby mena szukała, słyszę doskonale bo okno mam otwarte – czujesz to? otwarte-listopad-głęboka jesień-świergot ptasi! No czad!
      Nie wiem czy u Cię, pani, wciąż halny ciepłem hula, w razie gdyby nie, to swoje (ciepło!) podsyłam.
      I oczywiście PpP

  13. Olinta napisał(a):

    No jak nie ma jak jest przecież drugi wychodzący z czeluści!
    Jak ślepowron widzi to i reszta powinna.
    Nie wspomnę, że nawet się pci dopatrzyłam co by mi do historyjki przypasiła, he, he…

    • Vika napisał(a):

      Pcia to czytelna jest jak na dłoni przecież 😉
      A ja myślałam, że sobie o tej kardynałowej to tak gdybasz jeno, a Ty ją dojrzałaś 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »