DMUCHAWCE, LATAWCE, WIATR…

 

 

 

i coś, czego szczerze nie lubię – mdf…

Ilekroć przychodzi mi coś zrobić na surówce z mdf-u mam ambiwalentne uczucia, bo z jednej strony już na dzień dobry mam zwarzony humor, że mdf, ale z drugiej tak troszkę się cieszę, że… mdf,  że będę  mogła bez żadnych wyrzutów sumienia  wskoczyć sobie na ulubionego konika i się oddać bez reszty najulubieńszemu DD (skrót pochodzi wcale nie od Do Doopencji, a od  Doświadczalnego Decoupage)  terminu ukuty przeze mnie i na własny mój użytek, więc próżno go szukać w sieci, którego to DD jestem absolutną fanką…

będę mogła się oddać bez reszty, bo jak skopię, to żal nie będzie, boć przecież tego mdf-u szczerze nie cierpię.

A skrzynka, kupiona w zamierzchłej dekupażowej  przeszłości, zawadzała mi koncertowo, wciąż ją przestawiałam z kąta w kąt, chowałam „na wieczne zapomnienie”, a ona ciągle mi w oczy właziła, no to w końcu postanowiłam ją zniszczyć raz, a dobrze, a że od jakiegoś czasu chodził mi po głowie pewien pomysł wart spróbowania, to się skusiłam…

Skrzynka, jak skrzynka, nic specjalnego ( w końcu to tylko  mdf  zwykły, bleee), w dodatku przypominająca bardziej kufer niż skrzynkę, o dziwnych proporcjach, zbyt wysoka jak na mój gust, ale do DD się nadawała. Boki pomalowałam  dwoma olejami o różnych kolorach, oddzielając je złotym paskiem i powoskowałam, a wieko… no, tu to już sobie pogalopowałam na tym ulubionym koniku do woli, ale efekt, który się mym oczom na popasie ukazał, w pełni mnie zadowolił. Otóż owa góra wygląda jak inkrustowana metalem (ciepłe, stare złoto), na którym delikatną, czarną kreską rysują się owe dmuchawce z tematu, a wokół nich fruwają pojedyncze, malutkie, porwane przez wiatr parasolki. Część z nich jest też rysowana delikatną, ledwie widoczną czarną kreską (transfer),  a część to spękania, które w te parasolki się ułożyły. Dodałam jeszcze trochę turkusowych jeziorek, żeby przełamać monotonię kolorystyczną, trochę bitumicznego wosku (ostatnio mój ulubiony specyfik), żeby wydobyć głębię i dodać temu złotu patyny lat, gdzieniegdzie sypnęłam złotego mikowego pyłu, a potem wszystko  zatopiłam w szklącym żelu, żeby uzyskać grubość warstwy zdobionej.

I muszę przyznać, że doświadczenie uważam za udane 🙂

No tak, na drugie mam Skromność…. 😛

 

 

 

10 komentarzyto DMUCHAWCE, LATAWCE, WIATR…

  1. Ola Wu napisał(a):

    Skromność byłaby zupełnie nie na miejscu 🙂 Nie rozumiem wprawdzie 1/3 tego co piszesz o metodach, ale to nie przeszkadza mi podziwiać efektu tej czarnej magii 🙂

  2. Dyzia napisał(a):

    Podoba mi się ten obraz z dmuchawcami w roli głównej 🙂 Żałuję tylko, że zdjęcia nie są na cały monitor, z ilości zdjęć wnioskuję, że przedmiot nie dał się zadowalająco sfotografować 😉
    To chyba taka praca, którą najlepiej docenia się na żywca 🙂
    Interesująca spękana fakturka i jeziorka. A mdf… nobliwy, stanowi skromną ramę do tego obrazu, a przy okazji wygląda jak prawdziwe drewno 🙂 I zameczek pięknym szczegółem jest 🙂

    • Vika napisał(a):

      Oj tak, zrobienie zdjęcia, znaczy dobrego zdjęcia, temu czemuś graniczy z cudem…
      Spękania wyjątkowo mi podpasowały, bo same grzecznie ułożyły się w te wirujące na wietrze parasolki, no nie wszystkie, nie wymagajmy zbyt wiele, ale część tak – wystarczyło tylko delikatnie musnąć miką i wyszły parasoleczki jak żywe 🙂
      A zameczek był w pakiecie z tym, tfu, emdeefem, teraz sobie przypominam, że chyba właśnie dla niego kupiłam kiedyś ten znienawidzony… Ja go tylko podbarwiłam miejscowo i finito.

  3. Olinta napisał(a):

    Z MDF-em miałam podobnie, a wkurz mnie brał, że czasem różne pudełka miały fajniejszy kształt niż te dżewiane.
    I zaczęłam to sobie tłumaczyć w ten sposób, że one nie są gorsze, bo przecież MDF jest zrobiony z włókien drzewnych! 😉
    A Twój kuferek z boczkami pociągniętymi smołą wygląda zacnie.
    Ciemne, ciężkie kolory przełamane złotem i lekkość dmuchawca to fajne połączenie.
    No i do tego ta pajęcza siateczka!
    Jeśli zdobić MDF to tylko w ten sposób.
    Ale fot stanowczo za mało i następnym razem dopominam się o więcej!
    PpP

    • Vika napisał(a):

      Fot mało, bo to jeden z tych przedmiotów, co to niefotografowalne są…
      Też jestem zła z tego powodu, bo aż mi żal, że nie mogę pokazać tego grania złota i tej lekkości (a jest, jest!!) owych zwiewnych dmuchawców, ale trudno, jak nie to nie i już.
      Teraz me jestestwo zaprząta wiosna i nie zamierzam sobie psuć humoru jakimś mdf-em 🙂
      Idę robić foty do ogrodu 🙂
      PpP

  4. Shanna napisał(a):

    Ty wiesz, ze mnie sie wszystko (prawie) podoba.
    A z dmuchawcami pomysl mialas super.

  5. Vika napisał(a):

    Ciekawe dlaczego nigdy dotąd ich nie wykorzystałam jeszcze?
    A one takie wdzięczne w roli motywu zdobniczego.
    No nic, co się odwlecze to nie uciecze, pewnie teraz jak wpadnę w trans, to wszędzie je będę wtryniać 🙂

  6. Ada-Adriana napisał(a):

    Piękne pudełko, i nie wiem dlaczego jakoś go wcześniej nie widziałam.
    Pięknie opisane przez samą autorkę i dziewczyny, ja tak nie potrafię , więc napisze to co myślę .
    Sam kształt, jak dla mnie zwykły, ale za to wieczko jest cudowne, magiczne, dmuchawce jak prawdziwe, a spękania i struktura – zadziwiaj mnie 🙂 Są wyjątkowe .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »