GONIĄC MARZENIA…

 

 

 

Marzenie mam.

Jestem z nim zżyta bardzo, bo towarzyszy mi od zarania jestestwa mego, odkąd tylko młodym pacholęciem będąc, zauważyłam swoją od świata odrębność… rzec więc można, że  towarzyszy mi od zawsze.

Marzę o nim na  jawie,  śnię po nocach (można marzyć o Marzeniu?? zresztą nieważne, ja marzę).

Marzenie owo nie ma żadnych szans na spełnienie, bo wciąż ewoluuje, rozrasta się i się zmienia.

A ja je jedynie nieustannie gonię…

Otóż Marzeniem – wielka litera użyta nieprzypadkowo, a nawet z rozmysłem, jako, że owo już bytem samodzielnym i autonomicznym się stało – otóż Marzeniem mym jest, by damą być było mi dane.

Taką subtelną istotą, delikatną jak ta lelija, bladością przezroczystą efemeryczna,

i jak owa lelija podcięta, padać wdzięcznie na glebę, mdlejąc na zawołanie,

i jeszcze żebym tajemnicza była,

i nienaganne maniery miała,

i bladą cerę w kolorze rozwodnionego mleka, albo ewentualnie Bianco lunare Stamperii,

i takim damskim elegantiae arbiter bym była,

i wdzięk wrodzony żebym miała też,

i żebym, leżąc w powabnej, acz z pozoru niedbałej  pozie na szezlongu, jedną ręką kartkowała żurnale w sepii lub stare albumy z fotografiami swych przodków arystokratycznych, a w drugiej długą lufkę z papierosem trzymała (uaktualnienie: dodaję długie, piękne rękawiczki),

i żeby w zasięgu wzroku kolorowy drink z palemką zawsze rezydował,

i u moich stóp żeby ze dwa charty afgańskie wiernie warowały (uaktualnienie: afgańskie zmieniam na borzoje) ,

i kawę – oczywiście wyłącznie kopi luwak z jedynie słusznej miśnieńskiej porcelany (albo może jednak z Rosenthala?… jeszcze do końca nie zdecydowałam) – z wdziękiem wrodzonym  pijała,

i jeszcze żebym wszystkie przeciwności losu mogła załatwiać migreną – leżałabym sobie wtedy z chłodnym okładem parfumą Golden Deliciouasa  od DKNY zalatującym,  na zbolałym, alabastrowym czole bym go z boleścią i rezygnacją wielką nosiła, a moja mina jasno i wyraźnie  wniebogłosy by się darła ociekając pogardą – „co wy wiecie o cierpieniu??!! wy! co prawdziwymi damami nie jesteście!!!”, a domowi chodziliby na paluszkach i szeptem wymieniali uwagi czy już po medyka słać, czy jeszcze chwilę poczekać,

no i żeby ta tajemniczość ze mnie biła jako ta łuna złota,

i wszyscy, którzy by mnie spotykali na swej drodze, musieliby pytać  z uwielbieniem w oczach i głosie – Qvo vadis, Domina?… no qurna, qvo vadis?…

a ja tchnęłabym ledwie słyszalnie, co by tajemniczości nie tracić, takie tylko małe, tajemnicze –  eeeech… (że niby i tak nie zrozumieją przecież),

i żebym do wód jeździła skołatane nerwy leczyć ( albo chociaż na tych wyspach bananowych dyrdymały śnić bym mogła),

no i bentley z szoferem żeby był na każde moje zawołanie…

Nie myślcie, że ja tylko marzę – o, co to, to nie!!!!

Doskonale wiem, że marzeniom trzeba w spełnieniu pomagać! Wiem i raz spróbowałam.

 Kupiłam sobie kapelusz…

 Czarny, bo kolor wydał mi się elegancki, w sam raz dla damy i postanowiłam go nosić, żeby nie wiem co (a lata siermiężnego PRL-u były), do tego uszyłam sobie długą i szeroką spódnicę z maminej, eleganckiej sukni „na wielkie wyjścia” (też czarną – wiedziałam przecie, że strój damy pasować do siebie w szczegółach musi), bentleya z szoferem chwilowo zastąpił maluch, nawet zbytnio się nie upierałam, że marka się nie zgadza, w końcu to drobiazg, ważne, że jeździł, szofer zaś pasował mi bez zastrzeżeń, bo mój osobisty był. Wystroiłam się jak dama, szofer z fantazją pod wrota zajechał, dama wsiadła (nie bez kłopotów, bo kapelusz odznaczał się imponującym rondem, wybrałam największe jakie było dostępne – boć przecież jak spadać, to z wysokiego konia! –  a i spódnica szerokością mu nie ustępowała).

I pojechali…

Spojrzenia  mijanych kładłam na karb zauroczenia i zachwytu damą (mną znaczy) i łaskawie je odwzajemniałam, wdzięcznie chyląc głowę i rzucając od niechcenia zalotne spojrzenia z rzęs trzepotem w pakiecie spod tego ronda (musiałam ostrożnie, bo rondo zamiatało szybę), tudzież pozdrawiając publikę skinieniem omdlewającej dłoni.

 Zajechali na miejsce, szofer, doskonale wpisując się w moje marzenie, popędził drzwi przed damą otwierać (już mu niestety przeszło), dama z wdziękiem wysiadła…

tak miało być! – wysiadła!!!!… ale złośliwa, zawistna rzeczywistość  okazała się dla damy poniżająca i okrutna.

Otóż dama nie wysiadła z wdziękiem wrodzonym oraz powabem powalającym, a zwyczajnie wypadła jak wór z pyrami, okutana w zwoje spódnicy na tę glebę ojczystą, gołą, twardą, zimną i nieczułą, znaczy na trotuar jeden…

i tak leżała w przekrzywionym kapeluszu, z nogami spętanymi czarną jak rozpacz materią, nie śmiejąc podnieść swych pięknych ócz, ze spłonionym dziewiczo licem, wśród śmiechów szyderczych, marząc o cudzie i modląc się z całej siły – o matko kochana – niech ja zemdleję, błagam, ten jeden-jedyny raz!…

No i nie zemdlałam… ani wtedy,  ani przed, ani nigdy potem…

I to jest niezbity i niepodważalny dowód, że bycie damą wciąż pozostaje u mnie w sferze marzeń niestety.

 

Tak więc mam Marzenie…

 

A że ono wciąż dla mnie niespełnione i niedościgłe, to sobie niemożność bycia rekompensuję wtryniając te damy gdzie się da… Tak raz na jakiś czas, dla uspokojenia.

Ot, choćby na tę skrzynkę.

Mogę sobie wtedy spokojnie – choć po cichu – marzyć, że to właśnie ja – dama,  leżę oto sobie w powabnej, acz z pozoru niedbałej pozie, schowana za rondem kapelusza, a u mych stóp wierne charty warują dwa…

A żeby było wytwornie, to dama z przyległościami w szlagmetal jest ubrana, taki trochę przygaszony bitumem, bo przecież nie wypada, żeby dama, jak jakaś dziewka tania, się bezwstydnie wybłyszczała. Damie przystoi stateczność i ciemne złoto 🙂

36 komentarzyto GONIĄC MARZENIA…

  1. Dyzia napisał(a):

    Ale się uśmiałam! Szkoda, że mnie tam nie było, gdy ta DAMA z malucha wysiadała ;D
    Masz większy polot ode mnie, bo spędzając szalony likend w Krakowie ograniczyłam się tylko do kupna melonika, za to memu wtedy lubemu wtryniłam typowy artystowski czarny kapelusz z szerszym rondem 🙂 A że ŻADNE ukrycia głowy mi nie pasują, to melonik tylko raz jeden wystąpił w sesji fotograficznej… No, ale malucha nie miałam, tylko garbusa bez szofera, bo bym nikomu nie dała tego cuda prowadzić 😉
    Także od zawsze mam marzenie – chłopem być!
    Ale nie byle chłopem, tylko takim specjalnym, a konkretnie kanadyjskim traperem na dalekiej północy. Też w futerkach bym chodziła, też, bo twoja dama musowo musi mieć kawałek futrzaka nawet latem, co nie? Ewentualnie północnym Indianinem (to chyba oczywiste, dlaczego północnym), albo tym, od biedy Old Shatterhandem….
    A wracając do pudełka ;D
    Powiedzże, jaki ma kolor? 😀
    No i ten rysunek złotem malowany, bo tak to zrozumiałam – świetnie ci wyszedł!

    • Dyzia napisał(a):

      Znaczy się, klejem malowany 😉

      • Vika napisał(a):

        Całe szczęście, a nie szkoda, że Cię tam nie było i świadkiem tego obrazu nędzy i rozpaczy się nie stałaś.
        Mam zresztą nadzieję, że świadkami owego pożalsięboże zdarzenia były tylko osobniki obce, bo na szczęście reperkusje w kręgach mi bliskich do mnie nie dotarły, a świadek naoczny (który wtedy pozwolił sobie był ledwo na nikły uśmieszek, czego zresztą srodze pożałował)raz jeden jedyny – dużo, dużo później, gdy już oficjalnym Najlepszym się stał i myślał, że mu w związku z tym wolno – spróbował damę upadłą w jakiejś towarzyskiej opowieści z mroków przywołać i… była to próba na raz, bo na więcej instynkt samozachowawczy mu nie pozwolił.
        A futro w Marzeniu pozycję stałą ma, więcej – nawet w wersjach występuje – pełnogabarytowe zimą i okrojone latem, tylko znowu się zdecydować nie mogę czy to popielice mają być, czy gronostaje wystarczą. Wiem co myślisz, że mogę sobie marzyć o różnych w dowolnej ilości, ale tu akurat nie, bo zwierzątka kocham, a wiem przecież, że dama podróbek nie teges jednak, więc muszę zminimalizować.

        Ale, że Ty Oldchłoposiuksem chciałabyś, to bym się nijak nie domyśliła 😀 😀 😀
        Ja Ci mogę pomóc i od dziś będę na Cię OCeeS mówić 😀

        A wracając do pudełka 😉
        Pierwotnie było czarne (bejca) z tą inkrustacją złotą, fajnie wyglądało, ale ta dama taka krzykliwa była, więc zaaplikowałam bitum po całości, potem go starłam, potem aplikację powtórzyłam… i teraz jest czarna z wtartym brązem i starozłotą damą.

  2. Magda napisał(a):

    Cudo a opis całego zajścia niesamowity! hehe niezła ta dama!

  3. Olinta napisał(a):

    Czytam wszystko co mi w oko wpadnie i uwierzyć nie mogę.
    No co Ty wypisujesz?
    Damą przecież jesteś, więc gdzie to marzenie?
    A TAKĄ damą być to nuda tak wielka jak ocean, więc Ci jej nie życzę.
    No bo co byś poza tym czytaniem żurnali robiła?
    I zapomniałaś o rękawiczkach.
    Musowo je dołóż do marzenia, bo bez nich się ufifrasz po pachy i taka z Ciebie będzie dama jak z Dzyzi Indianin…
    I te charty afgańskie, ratunku…
    Borzoje, o, to rozumiem!
    Ech, w ogóle Ci się coś powywracało.
    Gdzie w tym wszystkim pasja, nerw, zaangażowanie, a nawet wkurw jak trza!
    Nie pasuje mi do Ciebie takie kapelutkowe pitu-pitu i już.
    Wyobrażasz sobie damę, która grzebie w smole?
    No nie ma takiej opcji.
    A wyobrażasz sobie życie bez tego?
    Bycie damą nie przeczy byciem Violandą Vikodźminą.
    Violanda to dama innego wymiaru.
    Bez szezlonga, bladości niczym lilija i niech z quo vadis tylko qrna zostanie.
    A pomimo to wielu by chciało właśnie na Twoim miejscu być.
    Wiesz, że pewnie są tacy, który marzą być Tobą?
    To dopiero odpowiedzialność, no nie?
    O swoich marzeniach nie wspomnę, bo byś padła i nie wstała.
    A to nie wypada damie.

    • Vika napisał(a):

      No jak!
      Dama damie nierówna przecież.
      No i jak co bym robiła? Poza tym kartkowaniem żurnali i śledzeniem nowoparyskiej mody? O urodę bym dbała! Do Baden-Baden albo innych Aspen i Sedon bym jeździła. Na szoping bym się wybrała do jakiegoś Harrodsa, albo do Mediolanu po buty bym wyskoczyła. Wbrew pozorom taka dama to zarobiona jest.
      Ale z tymi borzojami to rację masz, chyba niedokładnie domarzyłam i konieczne zmiany już w Marzenie wprowadziłam, podobnie jak z rękawiczkami (dłłługie, z najlepszej acz cienkiej gipiury -już dodane).
      I przecież taką damą mogłabym być tylko w niedziele i święta. I urodziny. No i w imieniny. I w jedną sobotę w miesiącu. Albo w dwie…
      W każdy pozostały czas mogę sobie być sobą z tym qurna wqurwem i smołą, co nie? No powiedz, czy ja aż tak dużo chcę? Bądź człek i przyznaj mi rację…

      A z tym, że ktoś (pomijam nieroztropnie przez Ciebie użyty liczebnik „wielu”, bo to śmiech na sali :D) chciałby być na moim miejscu, toś Szanowna Owadzia Przedstawicielko walnęła, jak – nie przymierzając – łysy grzywką o beton 😀
      Ja nie znam nikogo takiego.
      O, pardon, jednego znam – Nieletniego…
      Często gęsto chłopię deklaruje, że chciałoby być mną, bo wtedy na pewno nie gnębiłoby swojego dziecka każąc mu wynosić śmieci albo – o zgrozo!! – chować buty do szafki i nie maltretowało sprzątaniem pokoju i składaniem swoich rzeczy – nigdy-przenigdy. Ale on należy do familii więc się chyba nie liczy, nie?
      Poza nim to już naprawdę o nikim takim nie słyszałam 😀

      I nie bądź taka – dawaj to Twoje marzenie, odwagi!
      obiecuję, że najpierw legnę wygodnie na glebie, a dopiero potem czytać będę, więc hipotetyczny upadek z góry wykluczę, dawaj!
      I PpP

      • Olinta napisał(a):

        Nie ma siły na Ciebie…
        Stos pacierzowy mi się marszczy jak pomyślę co za nudziary byś w tym Baden-Baden spotykała. A w Aspen? Jeszcze gorzej, bo młodsze, więc już w ogóle we łbach sieczka z sianem.
        O modzie byś gęgała? A bez wyjazdu nie możesz?
        I co Cię do jasnej moda obchodzi?
        Aaaa, obchodziłaby, jakbyś tą anemiczną z globusem była. Kumam.
        Tylko pomyśl jakby Cię prócz głowy kulasy bolały, bo przeca dama w gumowcach nie chodzi tylko w szpilkach.
        I nery byś musiała leczyć, bo lilijska bladość lubi ubiór na „f”, ale to nie jest flanela tylko falbany.
        Tak więc na niedzielę to Ty sobie zakładaj te peniuary, ale na nogi włóż bambosze.
        A na szoping jedź jak zwykle do budowlańca czy plastyka.
        Modę dyktuj czyli rób to co robisz do tej pory.
        No widzisz? Jak tak dalej będę pisać to właściwie okaże się, że to Twoje marzenie można ziścić w mgnieniu oka. 😀 😀 😀
        A moje?
        Zazwyczaj takie do spełnienia których dążę czyli na ten moment jest to „przejażdżka” Koleją Transsyberyjską.
        A to które kiedyś, kiedyś zaczęłam realizować, ale przestałam i już się nie spełni to zostanie prezydentem.
        Czujesz? Mam w głowie mątwę innego koloru niż Twoja! 😀

        • Vika napisał(a):

          Koniec świata!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          Bo ja mam jeszcze jedno marzenie i to spełnię jakem wiedźma!
          To też jest Transsib!!
          Przygotowuję się do takiej podróży od jakiegoś czasu, czytam wnikliwie wszystko, co mi w oka wpadnie i trasę wytyczam (mnie interesuje naj, naj skręt do Pekinu :))
          jest tu jeszcze jedna taka, która też chce (już się zgadałyśmy, tyle, że ona optuje za Władywostokiem, ale tu jeszcze ponegocjujemy :P)
          Jak chcesz to zapraszamy do kompanii 😀 😀
          Właśnie jestem na etapie rozkminiania szczepień 🙂
          To co? Jedziesz z nami????????????????????//

          • Olinta napisał(a):

            No jadę! Ale TYLKO z metą w Pekinie, więc jakby jakie głosowanie zrobić czy cuś…
            A nazad stamtąd to już samolotem czyli wiesz o jaką opcję mi chodzi skoro w tym siedzisz, no nie?
            W sumie to, hmmmm…. ALE JAJA!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 😀

        • Shanna napisał(a):

          Ja tez tym Transsibem chce…od jakis 20 lat o tym marze.

  4. Shanna napisał(a):

    Kapitalna historia. Jak wyobrazilam sobie scene koncowa…no kwintesencja dobrej komedii. Po opisie juz bylo wiadomo, ze to sie powaznie skonczyc nie moze. Zwlaszcza jak ktos zaklada kapelusz z rondem wielkosci kola od tarpana:P
    A szkatulka przy Twoim opisie sie chowa.
    I dobrze zes ja opisala, bo burka drugiego, zwanego potocznie chartem chyba bym nie dostrzegla.
    A w tych marzeniach zapomnij o bladosci niczym – jak to nazwalas – lilija? Toz bladosc tylko o chorobie swiadczy, anemii jakiejs, niedozywieniu, do tego dochodza choroby skorne, brzydki wyglad i inne takie. Dama z wysypka – toz to nie przystoi. Lico powinno byc rumiane a dama zdrowa coby plec przeciwna w zachwyt wprawiac a nie zeby sie ta plec zastanawiala czy juz dzwonic po medyka czy jeszcze poczekac. To dla nich zagadka miedzy leczyc a dobic:P
    A taka ulotna to bedziesz za jakies 100 lat duchem bedac. Wiatr bedzie cie nosil, na chmurce sobie odpoczniesz, lico bedzie blade, cera niemal przezroczysta….marzenia o ulotnosci sie spelnia…kiedys….

    • Vika napisał(a):

      No nie grzesz kobieto z tą rumianością lica, nie grzesz. Rumianość się z plebsem kojarzy.
      Rasowa dama MUSI być blada jako właśnie ta biała lelija, tudzież mleko rozwodnione, bo to jest atrybut prawdziwej damy. Po tym się je rozpoznaje, no i po tym, że mdlą sobie na zawołanie 😀 😀 😀

  5. Shanna napisał(a):

    No mdleja bo sa chore, anemiczne i sie pionu nie trzymaja:P

  6. Renata Połeć napisał(a):

    Super:) Wszystko:) Talent literacki również:)

  7. Muza ;) napisał(a):

    Ja tak w kwestii formalnej. Jesteś pewna, że damy pijają kawę pochodzącą, pardonnez le mot, z kupy łaskuna muzanga, zwanego luwakiem?… Bo jeśli tak, to ja Ci osobiście taką kawę sprezentuję, albowiem dostałam ją w prezencie, z najprawdziwszego Komodo przywiezioną, alem jej odwagi zaparzyć nie miała po dziś dzień…
    Ale nie o tym nie o tym…
    Intarsje na dole boskie. Malunek metalizowany na górze przepiękny! Mimo że za chartami nie przepadam…

    • Vika napisał(a):

      Absolutniem pewna jest! Prawdziwe damy pijają TYLKO kopiluwakową kawę 🙂
      i jak ma Ci się spsuć gdzieś w kącie szafki kawowej to ślij!
      Ja się poświęcę i wypiję 😛

  8. Muza ;) napisał(a):

    Ha, mówisz-masz! Ona jeszcze, ekhem, świeżo wydalona, więc będziesz mogła się napawać INTENSYWNYM AROMATEM…

  9. Renata Połeć napisał(a):

    Rozbawiłaś Viko ;), innymi postami wzruszyłaś, poruszyłaś niaznane struny, wzbogaciłaś… Dawkuję sobie Twój blog jak coś niazwykle cennego 🙂 Dziękuję

  10. Marzena napisał(a):

    I ja bardzo żałuję, ze nie urodziłam się dawno temu, kiedy damy polegiwały na szezlongach, popijając nieśpiesznie kawę i oddając się czynnościom li tylko przyjemnym dla duszy.
    Niestety, polegiwać za długo nie można bo gary, obiadki, bo kurze, bo chwasty… Ale na czynności miłe dla duszy to się zawsze czas wygospodaruje :-))
    Twoją opowieść o damie w maluszku czytałam z zapartym tchem oczekując podobnego końca – hi,hi
    A kawkę takową (luwakową) piłam i muszę powiedzieć, że nie rzuciła mnie na kolana a ja kawowa dosyć jestem. Ot kawa jak to kawa, żadnych szczególnych doznań nie wywołała. Ale na pewno warto spróbować jeśli okazja się nadarzy.

    A pudełeczko niezwykle ciekawe i tajemnicze jest.

  11. Madlen napisał(a):

    Przeczytałam pilnie i historię DAMY jak i wpisy innych marzycielek i ich marzeń…Teraz ja się wypowiem.Jeśli chodzi o postać damy z marzeń Viki t taka literacka dama…dama przebrzmiała i pokryta patyną.Takie już nam damy odległe.Dzisiejsze damy troszkę sa inne.Opis czynności damy jakie tu wyczytałam to teraz życie Snobek ,które damami chcą być i myślą,ze jak się przebiorą i będą się wywyższać to już damami się staną.Nic mylnego one nie wiedza,że dama to nie gadżety tylko stan ducha i języka.Wystarczy,ze otworzą ust koral i wtedy wychodzi na jaw,ze to nie dama a przebrana dziewka kuchenna.Dama to stan ducha i języka.Dama zachowuje się z godnością ale nie wyższością.Dama zajmuje się praca filantropijną i nie lęka się ubrudzić.Dama ma ubrania dobrej jakości ale nie nowe!(zazwyczaj).Dama chodzi ze swoimi psami na mokradła odziana w kalosze, ale nie od Huntera( to dla snobów) czy innego faszionisty ,ale zwykłe takie zielone.Dama zna się na sztuce i uprawia artystyczny zawód.Dama upiecze ciasto dla swojego dziecięcia chociaż ma kucharza.Ona to robi z przyjemności ale nie dla tego ,ze musi.Dama nosi kapelusze ,ale tylko od święta lub gdy ma kaprys.Dama jest ekscentryczna.Dama ma własną opinie ale słucha innych.Dama ubiera się skromnie bez krzykliwych logo na ubraniu).Dama nie musi być blada jak lelija ( to typowe było dla Angielskich dam). Ja mam skórę białą jak śnieg ( Shanna i wcale chora nie jestem…no mogę grac wampira bo i mam oczy bardzo wyraziste jak te filmowe wampiry i lubię nocne życie tylko krwi nie pijam)a chciałam zawsze mieć taką jak księżniczki z bliskiego wschodu.Piękną ciepła która nie cierpi jak trochę słonko ją przypali.Pamiętam jak znajomy przywiózł mi z Indii przecudną suknię jak miałam 18 lat.Wystąpiłam w niej na weselu kuzyna.Wtedy czułam się damą.Jeśli chodzi o kapelusze…to z uwagi na ich braki w sklepach w czasach PRL postanowiłam je projektować.Używałam różnych materiałów.Zimowe były z aksamitu( iście królewski materiał). Projektowałam różne nakrycia głowy.Dla siebie najpierw .Później przyjaciół.Nie było ani jednego takiego samego.Później dla obcych dam i dżentelmenów.Az tak się narobiło,że nic innego nie robiłam tylko je produkowałam.Pewnego dnia powiedziałam dość.Jeśli chodzi o Harty to dama ówczesna poluje z aparatem tak jak Ty Vika to robisz a nie z Hartami.Zostawmy historyczne damy na ich portretach a żyjmy jak damy w dniu dzisiejszym.Byłam w takiej podróży o jakiej marzysz Shanna.Miałam wtedy 9 lat.mama zabrała mnie w kilkumiesięczną podróż .Pociągi tamtych czasów były zupełnie inne.Powolne.Pejzaże nie zapomniane.Godzinami leżałam na swoim łóżku przykryta ogromną pierzyną i spoglądałam za okno.Shanna potrzyj lampę i powiedz swojemu Dżinowi kiedy chcesz w tą podróż pojechać.On czeka by to marzenie spełnić…A co do Ciebie Vika..jesteś damą.Myślę,ze o tym wiesz tylko się z nami droczysz…

    • Vika napisał(a):

      No pewnie, że to dama pokryta patyną, w końcu Marzenie moje swoje lata ma, się zdążyło spatynować i zestarzeć 😉

      Witaj Mado w moim jutrze.
      Zazdroszczę Ci tej paromiesięcznej, nieśpiesznej podróży.
      Ale mam wielką nadzieję, że i ja jednak w taką daleką (no… 7600 km to nie w kij dmuchał) podróż wyruszę, a i będzie ona niespieszna też, bo Transsib sunie z „zawrotną” prędkością, ok. 60 km/godzinę.
      Dzięki za odwiedziny i serdecznie zapraszam znów 🙂

  12. Madlen napisał(a):

    No ja wiem,ze marzenia masz pokryte patyną jak i prace…Ja też takie stare marzenia mam.Można zawsze zrobić zlot dam.Uszyć lub wypożyczyć suknie.Napić się herbatki ,ze starej zastawy.Mogę wyszukać takowe na starociach.Nie wiedziałam , ze pociągi nadal tak powoli suną.Chociaż ostatnio jeżdżąc do Szczecina mogłam się przekonać ,że jednak.Wtedy mnie się ta powolność podobała teraz wolę pęd.Jednak w taką podróż trzeba wyruszyć powoli.Plan już macie teraz tylko dopasować szczegóły.

  13. Grarzynka napisał(a):

    Hmm….nawet się zastanowiłam dzięki Tobie kim chciałabym być gdybym nie była sobą i na nic a raczej na nikogo się nie zdecydowałam a wywrotki zdarzają się każdemu damy nie lepsze ani nie gorsze żeby tego uniknąć. Za bardzo się spięłaś a twoja dama ma niezwykły kolor i w ogóle jest bardzo ascetyczna i powściągliwa jak to dama.

    • Vika napisał(a):

      No tak… bo gdyby się było kimś innym, a nie sobą, to przecież wszystko byłoby inne, a my to nie byłybyśmy my tylko jakieś tam, co pewnie też marzyłyby żeby być kimś innym…
      Chyba się zakałapućkowałam w tych innościach, ale mam nadzieję, że rozumiesz co autor miała na myśli.

      Bo w marzeniach tak naprawdę najlepsze jest to, że są…

  14. Grażyna napisał(a):

    Wreszcie znalazłam „chwilę” by nadrobić zaległości…no uhihrałam się do łez wielkości grochu tryskających we wszystkie strony świata czytając wywody o DAMIE 🙂 Ja z damy to mam jedynie globusa… i całe szczęście, bo czy damie przystoi wywijać łopatą, grzebać w ziemi tudzież marasić się w farbach, pastach i tym podobnych ?
    Zanudziłabyś się Violu na śmierć !!!

    Pięknie wymalowałaś swoje marzenie 🙂

  15. el.passja napisał(a):

    No, jakbym o sobie czytała to znaczy o swoich marzeniach! 😀 Wszystko się zgadza droga Viko….i szezląg i charty (koniecznie borzoje) i kierowca własny i ja na migrenę (lub globus – ten brzmi bardziej dystyngowanie :D) wiecznie cierpiąca i niezbyt przytomnie po świecie stąpająca, wyalienowana przecie ze spraw tak ziemskich i niegodnych damy, w myślach własnych pogrążona, ba nawet to łaskawe skinienie ręką….no, słowem wszystko, wszystko, wszystko mi się tu zgadza!!! Widać śnimy ten sam sen. 😀 Jeden szczegół mnie tylko tu uwiera. A mianowicie rzeczony kapelusz. Hmmm…. chciałam i ja sobie kiedyś szykowne cudo garderobiane, nabyć i z uporem maniaka nosić się niczym dama, ale po pierwszej przymiarce…..szlag trafił moje marzenia. Jako, że jestem dość mikrych rozmiarów, elegancki kapelusz z pawimi piórami nijak mi nie pasił… zresztą, jaki bym na się nie wdziała :), w każdym wyglądałam niczym pastuszek raczej niż dama…, ten co to wiesz, „….w ręku zielony badylek, a przed nim bieży baranek, a nad nim lata motylek”. 😀 No, to se dałam raz siana (jak na wspomnianego pastuszka przystało), wszak natura podła okrutnie ze mnie zakpiła, czyniąc mnie kobietą mikrej postury….chociaż ten szezląg i charty… wszystko to tkwi nadal gdzieś w mej duszy głęboko, a i nieraz o pomstę i niesprawiedliwość losu do nieba wołając!

    Cóż, gdy u góry raz postanowiono, że damą być ja żadną miarą nie mogę. 🙁 , no to i nie jestem. 😀

  16. el.passja napisał(a):

    A pudełko oczywiście cudne. Ech, taką damą być….

    • Vika napisał(a):

      To chyba wiedźmy tak mają, że o byciu damą marzą, boś nie pierwszą wiedźmą, która się do tego przyznaje 🙂
      A tego kapelusza to tak od razu z marzenia nie wywalaj, w końcu kto powiedział, że w tym marzeniu masz go na głowę nasadzać, może sobie przecież spokojnie leżeć gdzieś w tle, na… ja wiem?… sekwojażu cudnym, żakardowym jakimś na przykład? Marzenie to marzenie, swoje prawa ma 🙂

  17. Mira napisał(a):

    Czemu mnie tu jeszcze nie było?
    to znaczy w tym konkretnym wątku……………no nie ważne,
    obśmiałam się jak norka, i ubawiłam po pachy,
    pyszna historia 🙂
    Świetnie, obrazowo wszystko opisałaś, i czułam się tak jak by przy tym była,
    ale to tajemnica, nikomu ani słowa 😉

    W chęci bycia damą chyba coś jednak jest, i każda( nie nie każda, Dyzia traper ;))
    choć troszkę damą chce być, nawet jeśli bez kapelusza 😉

    Ale są takie damy co damami się już rodzą,
    i maja to coś damowego wrodzone, i odnoszę wrażenie,
    że Vika ty to masz 🙂

    Skup się raczej na tej dalekiej podróży 🙂
    Jeśli jeszcze nie byłaś.

    O…. zapomniałam o pudełku hihihihi,
    ale ty wiesz, że mnie się wszystko twoje podoba 🙂

    • Vika napisał(a):

      Mira 😀
      Dzięki za odwiedziny w moim jutrze i bywaj tu, bywaj!
      A co do damy – w Tobie ona mieszka, wiem co mówię!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »