BUTLA W METAL ZAKLĘTA…

 

 

 

… no dobra, trochę naciągnęłam…

Butla jest zwykła, szklana, a metalu  to tu tyle, co kot napłakał.

No, może jedynie  ociupinka, jeśli za metal uznać ten skrawek folii, co to nim brzuch szklanego potwora opasałam, reszta to tylko iluzja, metalu udawanie, czarowanie rzeczywistości za pomocą farb i metalicznych mik, i chropowatej struktury niepolerowanego metalu, o którą się pokusiłam, zresztą  nie wszędzie, a tylko miejscami.

Jakiś czas temu moja forumowa koleżanka wyprodukowała piękną butlę, w cudnych zieleniach i srebrach, z tym samym kawałkiem folii. Zachwyciłam się nieziemsko, bo ja lubię ogromnie butle. Oglądać i podziwiać. Inspirować się.

Ale przecież nie robić – kto mnie zna, ten wie.

Żebym ja, we własnej osobie, z własnej, nieprzymuszonej woli , tak sama z siebie, i w pełni władz umysłowych będąca (powiedzmy), zrobiła butlę, to muszą zajść specyficzne okoliczności, a wśród nich jeden bardzo ważny warunek, otóż muszę mieć chandrę.  

Zły dzień.

Czarnowidztwo, albo chociaż szarowidztwo.

Niemoc twórczą.

Musi mnie nosić i targać.

Muszę się wściec.

Porządnie.

Bo otóż ja,  proszę szanownego gremium, butli robić szczerze nie lubię, podziwiać u innych i owszem, ale robić nie.

A tu, proszę – zrobiłam. Wniosek z tego faktu płynie jeden – zaszły powyższe okoliczności, chandra dopadła mnie czarna, odreagować musiałam, butle na tę okoliczność w specjalnym kartonie trzymam, tam sobie spokojnie czekają, okoliczność zaszła to wyjęłam jedną i… zrobiła się właśnie taka „metalowa”. Dlaczego akurat taka? Nie mam zielonego pojęcia… na pewno jakiś obraz tamtej cudnej, koleżankowej butli w czerepie mi się majtał, bo zachwyciła mnie ona ogromnie,  jak już wprzódy  mówiłam, a tu butla trafiła mi się w bardzo podobnym kształcie…

a może potrzebowałam czegoś naprawdę ciężkiego, żeby w razie potrzeby z większym impetem i hukiem móc to roztrzaskać na jednym albo drugim akyszu i szara jedynaczka, co to ją jedną, jedyną na wyposażeniu posiadam, takie podszepty „metalowe” w podświadomość mi sączyła…

Butla jest wielka, pękata i ma uchwyt, więc w razie czego kłopotu z uniesieniem (nawet z zawartością) nie przewiduję.

Ale póki co, odstresowałam się samą robotą i używać jej w charakterze broni rażenia nie zamierzam… 

Póki co.

Bo zawsze mogę zmienić zdanie.

Kolorystyka onej jest nieokreślona. Raz taka, raz siaka. Pewne jest tylko to, że do malowania użyłam paru odcieni złota. I srebra. I szarości ze dwóch.  I metalicznego szmaragdu. Turkusu też dałam. I czerni. Nawet sepii. Miedzi też. I pewnie jeszcze  paru innych barw,  których nie pamiętam.

I wyszedł klasyczny misz-masz.

Ale chandry się pozbyłam 🙂

A potem dorobiłam jeszcze jajo. Do kompletu.

31 komentarzyto BUTLA W METAL ZAKLĘTA…

  1. Muza;) napisał(a):

    Ja nie wiem, czy taką butlę to można otwierać… Była puszka Pandory, jest butla Viki, w której chandra jest zamknięta…
    Tajemnicza rzecz.

  2. Teresa napisał(a):

    I wielka szkoda kochana bo robisz rzeczy z wielka klasą.
    No taka zwykła butelka a naprawdę niezwykła. A ta sesja zdjęciowa cudowna

  3. Hania napisał(a):

    Piękna i tajemnicza, ta butla. A te wzory na folii to tłoczenia czy tak pięknie konturówkami malujesz ?

  4. Irurka napisał(a):

    Vika ile lat trzeba ,,bawić się w te klocki”, by tworzyć takie cudeńka?

  5. Grarzynka napisał(a):

    Baaaardzo piękna i baaardzo niezwykła, ale czy ja powiedziałam coś nowego. Chciałabym coś kiedyś spróbować w tym stylu, ale nawet nie wiem od czego zacząć. Cudna!

    • Vika napisał(a):

      Jak to nie wiesz od czego??
      Od chęci, a te już przecież masz 🙂
      No to do roboty, na barykady, zdobywać szańce, czy tak jakoś ;)i już.

  6. rosier napisał(a):

    Oj Vikuś, przecież butle to Twoja kolejna specialite!!!!! Ale Ty jeszcze tego nie wieeeesz!!!!!
    Rób i pokazuj!!!! O takie właśnie, anty-wirusowo-bacteriologiczne, do pharmacie się nadające!

    W razie czego służę surówkami…

    • Vika napisał(a):

      O nie, nie, nie, nie!!! Butli robić nie lubię i tego się będę trzymać 😉
      Ale przyznaję, że jako odstresowywacz są niezastąpione 🙂
      Surówek jeszcze parę mam, ale jakby mi się tych chandr zebrało ponad miarę i antydepresantów by mi nagle zabrakło, to ruszę do Ciebie jak w dym!

  7. Shanna napisał(a):

    :):):):)

  8. Olinta napisał(a):

    I co ja mam napisać?
    Że Ci szybko kolejnej chandry życzę? 😀
    Te metalowe wytłoczki aż się proszą, by ich na wszystkim używać i okleić nimi cały świat, bo ładnie wyglądają i dają wiele możliwości.
    Jedno mnie dziwi.
    A mianowicie, że Ci butle raczej tak na bleeeee są.
    Szkło lubisz, prawda?
    A butle przecież szklane i w wymyślnych kształtach.
    I jakie fantastyczne zastosowanie znajdują, o! 😉
    Poza tym tanie i właściwie można tu o recyklingu mówić.
    To tak w ramach posenowo-plessowej oszczędności. :)))
    Choroba mi zatyka zatoki aż po przysadkę, więc dzisiaj jestem odwrócona w stronę światła i ciepła pomimo późnej pory.
    Tak więc wybieram szesnaste.
    Kawa przednia. Przylecę zaś.
    PpP!

    • Vika napisał(a):

      No i w tym cały jest ambaras – że szkło szkłu nie równe…
      Szkło lubię ogólnie, a w szczególności (butli) nie i sama nie wiem dlaczego.
      Oszczędności jestem wierna, sorguję te butle do kartonu, wszystkie, które mi się trafią i dalej ich nie lubię, chyba jestem skomplikowana w środku swym trochę. Przy czym moje nielubienie tyczy tylko tych na be, wszystko inne szklane lubię, a nawet kocham, i gdybym tylko mogła to utonęłabym w tym szkle na amen, lekce sobie ważąc wszelkie drewienka, ale… sama wiesz.
      A z tymi zatokami uważaj – walczyłam z tym świństwem pół stycznia i cały luty, i jeszcze teraz, jak sobie wspomnę (tfu! na psa urok!), to mnie wstrząsa.
      Kuruj się.
      Kawę mam zawsze świeżo umerdaną, więc bywaj 🙂
      PpP

      • Olinta napisał(a):

        Te zatoki rzuciły mię siem na ślepia.
        Wczoraj jaja nie widziałam, a dziś jest.
        Czy ja mam iść do dochtora od ócz czy od razu do psychola…?
        A jajo takie zaczepne.
        Jak granat! 😉

        • Vika napisał(a):

          Do dochtora! Od ócz! Koniecznie!
          Napisałam wyraźnie, że POTEM dorobiłam jajo.
          Wczoraj jeszcze POTEM nie było, POTEM jest dziś.
          Niech przebada Ci te od patrzenia, bo nie widzisz.
          Tego co napisane jest 😛
          A jajco wygląda jak granat, bo ma za zadanie go udawać 🙂 znaczy, że niby metalowe takie, w obłościach granatnych całe i zawleczkę posiadające.
          Niech no mi teraz jaki akysz podskoczy – najpierw butlą bez łeb, a potem jajcem wybuchowym poprawię.

          Czy za takie deklaracje sadzają????

          • Olinta napisał(a):

            No coś Ty!
            Nagrodę się dostaje w postaci szkła unikatowego…:P
            Ale deklaracja musi podparta być pismem zaległym, he, he…
            A akyszów jakby mniej cosik.
            Odbezpieczyłaś granat???!!! 😀

          • Vika napisał(a):

            Jutro pogoda pod psem ma być, to pismo zaległe, mam, nadzieję, sprokuruję.
            Mam taki plan 🙂
            A póki co PpP

  9. maria napisał(a):

    o butli już pisałam ,że mi się podoba, ze …. i tak dalej;-)
    i teraz dochodze do wniosku, ze należy SE wreszcie takiego wielkiego robala zakupic! bo on ułatwia robotę, o tym też już mówiłyśmy i wiadomo z jakich powodów bólowych heheheh
    Ale i z drugich na czym by człowiek tego nie przykleił to będzie ok! ozdobnie, inaczej ciekawie, obie butle widziałam oli i tą i obie mi pasują.
    A to, ze nie lubisz tego rodzaju szkła to cię rozumiem! bo też ci homikuję butle i tak se stoją, stoją, stoją… niektóre leżą:-)
    właśnie dostałam zrzut fajnych fasonów, ale co niektóre maja jeszcze trochę napitku i szkoda zlać do jednej;-))) więc stoją z usprawiedliwieniem)
    A „granaty” swietne i znowu big coś tam się kłania!
    a mnie się właśnie skonczyło złoto!!! no wzięło się i paskudnie, złośliwie właśnie na weekend się skonczyło, samo i z zaskoczenia $%^&*()_+|
    no i mam usprawiedliwienie co by nic nie robić, idę na spacer!

    • Vika napisał(a):

      No qundulacja nareszcie!!!! Nareszcie ktoś, kto mnie i moją niechęć do tych na be rozumie, więcej – podziela! Dzieki Ci, o Mario, dzięki, zaraz mi lżej na duszy.
      Ja też przemyśliwam nad kupnem robala jakiegoś, tyle, że to dopiero pół kroku niestety, bo drugie pół (kosztowniejsze jeszcze bardziej i końca wydatków nie mające) to te wykrojniki wszelakiego różnego autoramentu… mieć jeden to nic, to tak, jakby go w ogóle nie było, bo rzygniesz nim raz, może drugi, ewentualnie trzeci, i co? i się znudzi – mnie się znudzi na bank, znam siebie niestety… – musisz kupić drugi, trzeci, dwudziesty siódmy… i bankructwo się jawi albo i ogłoszenie upadłości…
      Szkoda, że tak daleko do Cię, pani, bo można by spółę posenowo-breslauową uskutecznić w tych robalowych akcesoriach 🙂
      A co do braku złota na niedzielę, to łączę się z Tobą w bólu wielkim!
      Ale nie ma tego złego, wszak spacer raz na jakiś czas też się przyda 😀

  10. maria napisał(a):

    … no fajnie było! ciepełko, słoneczko, zielono ci u nas już, już prawie co nie co już kwieciem się obsypało:-)
    A jutro podobno deszcz, więc z braku… złota pośpię sobie hehehehe
    poczytam…
    A co do robala to zdaję sobie sprawę, że potem to niekończąca się historia czyli tzw wykrojniki:-( żebym ja choć trochę scrapowa była! A ja się przed scrapami bronięęęęę, zobaczymy co z tego wyniknie? choć postarzanie książki to bliżej scrapów niż decu.
    Taaa co by Poznań i Wrocław tak bliżej były ……………..
    Właśnie pooglądałam sobie zajęcia w Kreatywnie, ciągle coś robią, ja tam też coś robiłam, może by i mnie jeszcze zaprosili? ( czyt warsztaty w P) a we Wro niccccccccccccc, jakby ugór decoupageowy!
    A jeżdzić z całym prawie majdanem do P… to tak trochę nie po drodze 🙁 i z spotkań towarzyskich i ew zarobkowych nici.
    No chyba z tej zgryzoty powinnam/muszę dziś dotrzeć do dna jednej z tych na be!
    Ale potem bedzie na mnie patrzeć krzywo, że ona już gotowa a ja nie bardzo chcę ją upiększyć.
    Dobra konczę bo mi się worek z głupotami rozwiazał a ja do barku jeszcze nie doszłam:-0 pozdrawiam

    • Vika napisał(a):

      U nas już pada, i chwilami powiewa zdrowo, aż strach się bać, ale zdążyłam zrobić porządek na ogrodowych włościach (hahaha, moje włości wielkości chusteczki do nosa :)), ponapatrywać się na kwiaty na rajskiej jabłoni (nie do uwierzenia, że już kwitnie), na maleńkie listki na bzach, i inszych krzewach.
      Cudnie było, ciepło i pachnąco, i dobrze, że się zmobilizowałam, bo moje włości na tle tych wypieszczonych sąsiedzkich to już jak zapuszczony ugór wyglądały.
      Teraz zdycham, kręgosłup jakby nie mój, ręce też obce… ale przynajmniej sumienie nie skrzeczy nad uchem.
      A do scrapów to ja też bokiem 🙁 jak kiedyś zrobiłam karty świąteczne, to śmiałam się sama do Nowego Roku, czyli robal i wyciskacze, czy jak je tam zwą, nie miałyby w tej materii nic do roboty.
      Podeślij trochę tego, co tam z tej na be sączysz, to może mi się poprawi…

  11. maria napisał(a):

    …podesłać mogę:-) nie ma sprawy!
    A i u nas leje, sążniście. Mój ogródek wielkości trochę większej chusteczki, wygląda jak dziki las, ale ja go nazywam tajemniczym ogrodem;-))) jeszcze się nie doczekał prac wiosennych, a drzewka zaczynają puszczać pąki, już, już a będzie kwitło… mój ogródek to ostoja zwierzymy i ptactwa wszelakiego w centrum Wro.
    A,że dookoła ogródków właściwie brak więc i konkurencja mała, a jak zarośnięty to i wścibskie oko ci się nie wślizgnie nieproszone za płot.
    I tego się trzymam, to nie moje lenistwo tylko potrzeba zachowania prywatności hehehehe
    Decu leży, może jutro jak nie będzie lało to się przejadę do sklepu po złotko, bo bez niego to ani rusz! masakra.
    Muszę machnąć parę jaj? plaskatych? może zwierzątek w stylu zeszłoroczne? nie wiem jeszcze, jedno jest pewne hurtu nie będzie, jarmarkowanie to nie moja bajka%^&*()_+ tylko święta za progiem i trzeba się sprężać!
    A jak bym miała robala to poszłabym w tym roku na skróty i machnęłabym wyciski robalowe po całości i po problemie, nie mam jakiś pomysłów na króliczki i kurczaczki a jak wchodzę w internet i widzę te serwetkowe jaja to mi się $%^&*()_+ jakoś tak robi.
    Może jak ciśnienie wzrośnie to się pozbieram do tzw kupy…

  12. Dyzia napisał(a):

    No super! Lubię takie ciężkie klimaty 🙂
    Zapałałam miłością i muszę też taka sobie zrobić 🙂

  13. Marzena napisał(a):

    Ja też jakąś taką niechęć do butli mam ale jak widzę tę Twoją to i owszem zaczynam myśleć, że one, te butle to jednak fajne mogą być.
    Zarażona przez Dyzię tłoczonkami postanowiłam jednak zainwestować w maszynerię i zakupiłam maleństwo takie co to wykrawać nie chce ale tłoczyć to i owszem. Koszty dużo mniejsze i na maszynkę i na folderki. Muszę zatem potłoczyć i zakuć w to butlę jakąś.

    • Vika napisał(a):

      No to może te posenowe dusze tak mają, że niechęć do tych na be czują?
      A butle są fajne – u innych. I bardzo lubię je oglądać i podziwiać – u innych. U takiej Dyźki na ten przykład… ot sprzeczność egzystencjalna 🙁
      A czy Tobie jednak bardziej by nie podpasował ten robal tnący? Do scrapów jak znalazł…

      • Marzena napisał(a):

        Pewnie, że by podpasował. Ale 143 a 400 to znacząca różnica w cenie. Foldery też taniutkie (16-18zł) w porównaniu z wykrojnikami. Tak więc chwilowo sprawiłam sobie tłoczącą torebeczkę i wykorzystuję papierki i w karteczkach i w deku.
        Jakbyś miała jakąś tłoczącą potrzebę to mów śmiało :-)Moje pierwsze, wykorzystane papierki wyszły z dyziowej maszynki. I tak choroba się rozprzestrzenia..:-))

        • Vika napisał(a):

          Dzięki za propozycję 🙂
          Póki co tłoczonek robalowych mam znaczny zapas, coś tak na rok pewnie, ale zapamiętam 🙂 🙂
          Dzięki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »