BELLE JARDINIERE – MISZ-MASZ CZYLI KOLAŻ…

 

– Mamuś?…

– Mami?!

– Maaamooo!!!!

 

 

 

– Tak? Mówiłeś coś?

– A jak! I to od dobrych 5 minut – Nieletni wywinął orła oczami, żeby dobitniej zaznaczyć te 5 minut – a ty nic…

– Nie ściemniaj synuś, nie ściemniaj, co najwyżej od marnych czterech… tak mi się właśnie wydawało, że coś mi brzęczy nad uchem od czterech minut, na pewno nie od pięciu, bujać to my ale nie nas – odpowiedziałam  wracając z konieczności, acz niechętnie,  do rzeczywistości  z moich światów równoległych, gdzie przebywałam od rana i próbowałam, teoretycznie na razie, rozwiązać arcyważną kwestię transferowania na olejowane drewno, co wydało mi się rzeczą nie cierpiącą zwłoki w rozwiązaniu, jako, że transfery uwielbiam, a ostatnio i do olei pałam miłością wielką, a one jak powszechnie wiadomo tłuste dość są i z transferami niekoniecznie kompatybilne – czego dusza chciała?

– Pytałem co to jest kolaż?

– To nie pytaj po próżnicy jak mnie nie ma, poczekaj aż wrócę, szkoda  czasu i atłasu, a w ogóle to mógłbyś sobie poczytać – odpowiedziałam z lekka zirytowana, bo nie lubię wracać znienacka i z zemsty owiałam dziecię  smrodkiem dydaktycznym – kto czyta, nie błądzi…

– Chyba kto pyta? Poprzednio mówiłaś – kto pyta nie błądzi… – Nieletni machnął ręką w bardzo wymowny sposób, mający wyrażać podobne treści, co wywijanie orła oczyma, ale bardziej dosadnie – jak to cię nie ma? A ty to kto?

– Ja to ja, ale czasem wybywam w światy równoległe… znaczy duchem wybywam, bo ciało zostawiam, kto by tam targał taki ciężar – dałam się wkręcić w dyskusję, choć dobrze wiedziałam, że przecież dziecię doskonale ze stanami nieważkości rodzicielki obeznane, więcej – przejawia symptomy bardzo podobne moim, szczególnie jak matka – istota powołana do dręczenia młodej duszy – każe wynieść śmieci / wypakować zmywarkę / wyprowadzić psa/ itp. itd… – pytasz jakbyś nie wiedział, a wiesz! – też wzmocniłam wypowiedź wymownym gestem – i to od piętnastu lat! Te dwa brakujące tygodnie się nie liczą – dodałam szybko, uprzedzając reakcję  Nieletniego, który już się szykował do riposty (wiem, bo oczy mu błysnęły), że jeszcze wcale nie piętnaście, wcale! bo brakuje owych, nic nieznaczących, dwu tygodni, jakby to miało jakieś znaczenie… bo niby  co znaczą jakieś głupie dwa tygodnie w stosunku do wieczności?…

 Nieletni  uwielbia takie drobiazgowo-szczegółowe rozliczenia, uciekając się do nich w najmniej stosownych momentach, czym mnie wprowadza w stan pasji…

Ma to po Najlepszym. Oba człony – i szczegółowość i wprowadzanie mnie.

 

 – No to powiesz mi wreszcie co to ten jakiś kolaż jest?

– Misz-masz.

– Co masz?

– Misz.

– Że co misz???

– Masz.

– A tak bardziej po ludzku? Żeby człowiek zrozumiał?

– No mówię przecież – kolaż to… no  taki misz-masz to jest właśnie…  hmmm… no takie warstwy…  jakby ci tu… no wiesz, takie jeden na drugiego, jeden na drugiego…

– I Chinole stanęli na Księżycu – wpadł mi w słowo – ja chcę wiedzieć co to jest kolaż, a nie jak Skośnookie zdobyli tego Srebrnego. Skup się.

– Rany! Kolaż to są warstwy – się z lekka zirytowałam, bo jak można nie wiedzieć co to jest misz-masz??!! – war-stwy, czaisz?… Ogr ma warstwy, kolaż ma warstwy, cebula ma warstwy, rozumiesz?

– Że co to są warstwy? No jasne, oglądałem Shreka to wiem, ja tylko  nie mam pojęcia co to ten kolaż – Synek oblekł facjatę w minę p.t. „ O ja nieszczęsny i sponiewierany przez bezduszność tego świata i własną mać do tego” – to jak w końcu?

– Och, ssssmoczyca, ale mnie męczysz! No się nakłada jedno na drugie, potem drugie na trzecie i znów… robi się taki przekładaniec, taki zlepek, z różnych rzeczy… z fotografii na ten przykład… albo gazet różnych… szmat czasem… albo transferów (no, i chyba już wiem, jak zrobić transfer na olej!), a potem z tych misz-maszów  powstaje coś zupełnie nowego, to taka technika artystyczna, taki środek wyrazu, wielcy tego świata też się parali kolażem, że wspomnę choćby Picassa… Rozumiesz?

– Noooo nieeee wieeeem…  – Młody efektownie przeciągnął samogłoski – coś mi chyba świta, ale tak do końca to chyba jeszcze nie… A ty byś umiała taki kolaż zrobić?

– No jasne!– odpowiedziałam beztrosko i z wielką pewnością w głosie, bo wciąż mi się zdarza robić za wszystkowiedzącą i umiejącą matkę, co by podbudować chwiejący się autorytet – to prościzna jest, takie jedno na drugie i już.

– Naprawdę??! Umiałabyś? – Nieletni spojrzał na mnie z podziwem i uwielbieniem bijącym wręcz z jego szarawych ócz, aż mi się ciepło na sercu zrobiło –  wiedziałem, że ty potrafisz!!! I że nie będę się musiał wstydzić.

– Ty… – poczułam nagłe ostrzegawcze ukłucie w czerepie – a o co tak naprawdę chodzi??

– No o kolaż – dziecię pozwoliło sobie na lekki uśmieszek pod miejscem na wąsy – no bo wiesz… zgłosiłem się do  referatu o kolażu… i pani powiedziała, że jak przyniosę jeszcze jakiś przykład tego kolażowego czegoś, taki zrobiony, to będzie wyższa ocena…

– Ale przecież ja to nie ty – próbowałam się desperacko ratować – ja się absolutnie nigdzie nie zgłaszałam , i kto ma tę ocenę dostać?

– No wiadomo, że ja, za referat – dziecko emanowało spokojem i samozadowoleniem wprost przesadnym – tylko nie pyszcz, już napisałem… a ten kolaż to tylko taki przykład ma być, taka kropka nad i, jak to zawsze mówisz… zresztą nie panikuj, pytałem pani, czy ty możesz zrobić, bo chciałbym, żeby było ładne, a ja nie potrafię tak ładnie jak ty, i że ja będę asystował i podawał co tam będziesz chciała, a przy okazji się będę uczył… i że tobie będzie miło, jak mi będziesz mogła pomóc, bo ty lubisz pomagać…   i pani się zgodziła, bo cię chyba lubi, pod warunkiem, że będzie jej wolno  pokazać to w pokoju nauczycielskim, to co miałem zrobić??… też się zgodziłem…

 

…………………………………………………………………………………

 

Na temat technik socjometrycznych, które, jak się już nie raz przekonałam, moje dziecko opanowało śpiewająco, można by nawet rzec, że ma je w małym palcu i że przejawia wybitne wręcz zdolności w tym kierunku, będzie innym razem…

 

…………………………………………………………………………………

 

A kolaż w temacie Belle Jardiniere, który mnie zauroczył u Grażynki co to bawi się w Decoupage wieczorową porą :),  zrobiłam na kolejnej wielgachnej tacy, która okazała się świetnym polem, nie poletkiem – polem! (z powodu oczywistego, t.zn swoich gabarytów) doświadczalnym i doskonałym narzędziem dla mojej osobistej zemsty faraona nad dziecięciem mym, po wychodkach ganiać go nie zamierzam, ale z tobołem wielkim do tej szkoły wysłać (nic większego na stanie nie posiadałam) to już i owszem… wychodzi więc na to, że okrutna nie jestem, ale złośliwa to już tak.

No cóż, trudno… jakoś to przeżyję…

 

Całość wyszła monochromatyczna, utrzymana w sepii i brązach, w stylu retro,

do kompozycji wykorzystałam transfery grafik, doskonaląc technikę transferowania na olejowane drewno, oleje, maski, stencil, złoty lakier, bitum, woski postarzające, patyny i pasty pozłotnicze, całość woskowana.

I tylko w paru miejscach pozwoliłam sobie na delikatne maźnięcia turkusu…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Taca drewniana, BELLE JARDINIERE, 640 x 540 x 80 mm

27 komentarzyto BELLE JARDINIERE – MISZ-MASZ CZYLI KOLAŻ…

  1. Shanna napisał(a):

    Kawal dobrej roboty!!!!
    Ale ja sie nie znam….techniki socjometryczne???? Ja tam mis o malym rozumku jestem. Wiem za to, ze tort ma warstwy:P A cebula smierdzi, a jak sie ja zostawi na sloncu to robi sie brazowa i rosna jej wloski……
    🙂

    • Shanna napisał(a):

      Zapomnialam dodac, ze w tym tyrcie jest bymba:P

      • Vika napisał(a):

        Taaa…. jakbym Tobie tłumaczyła ten kolaż, to na bank porównałabym do tortu 😀 się wie 😀
        Ale Nieletni tortów nie lubi, chyba nigdy nawet nie spróbował, to się bałam, że przykład pusty byłby… 🙂 On nawet nie wie, że tort ma warstwy.
        A gdzie ta bomba? Bymba?

  2. Dyzia napisał(a):

    Jak dla mnie bomba! Albo bymba 🙂
    Tylko rombów brak, a muszą czarne drapieżne być 🙂
    Zamawiam romby podane na trzeciej tacy 🙂

    • Vika napisał(a):

      Dyzia, NO PROSZĘ CIĘ!!!
      Jak to nie ma rombów?? No jak to nie ma??!!
      Co prawda nie czarne, a ciemnobrązowe na zmianę ze złotymi, ale jak najbardziej romby to są…

      O sorry…
      Po głębszej analizie i wnikliwemu przyjrzeniu się raz jeszcze stwierdzam, że to jednak kwadraty są, a nie romby…
      Ale gdyby tak Jej Wielkość obrócić deczko i od winkla zerkać, to można by uznać przy odrobinie dobrej woli, że romby 😛

      • Dyzia napisał(a):

        Paczem i nie widzem 🙁
        Ah, chodzi ci o te kawałki kwadratów w prawym dolnym?
        STANOWCZO ZA MAŁO by je uznać za romby patrząc nawet koślawym łokiem 🙂 Chyba co by od winkla, ale kolorek nie ten, nie drapieżny 😉

        • Dyzia napisał(a):

          Zapomniałam dodać, że ciągle trwam w zachwycie! 🙂

          • Vika napisał(a):

            Nie drzaźnij lwa!
            Bo sobie tę tacę obrzydzę i będę musiała zasiąść do kolejnej, a czasu na fanaberie nie mam!
            Robota mnie goni i muszę ją najpierw przerobić… Tę robotę, co to mnie goni, nie tacę…

  3. Grarzynka napisał(a):

    No proszę jakie rzeczy się tu dzieją…..no dobra dumna jestem jak nic tylko moja technika do Twojej to zupełnie inne bajki ile Ty różności potrafisz użyć. Taca stara jak świat wyszła – uroczo stara a zarazem bardzo elegancka no i cel do tego szczytny. Napisz, co tam się działo w tym pokoju nauczycielskim jak to panie nauczycielki zobaczyły czy bardzo im szczęki opadły.

  4. Vika napisał(a):

    Inspiracją mi byłaś, o pani 🙂
    i Twoją komódkę przed oczyma dusznymi wciąż miałam, gdy tę tacę dziergałam, ale to już wiesz.
    Mam nadzieję, że gdyby je postawić obok siebie, to zbytnio by nie odstawały (no poza kolorystyką jeno) 🙂
    A prezentacja Jej Wielkości ma nastąpić w przyszłym tygodniu, jak tylko jakieś przecieki do mnie dotrą z tego pokoju z dziennikami to dam znać.

  5. Aniolek napisał(a):

    Jak tylko zobaczyłam tą tacę to od razu się w niej zakochałam.Nie będę się wymądrzała na temat technik jakie zostały zastosowane do jej ozdobienia…bo szkoda na to czasu,a poza tym ja przy Tobie Vikuś to dzieciak w pieluchach jeszcze jestem w te klocki.
    Taca przemawia do mnie całą swoją wielkością.A te manekiny i panie w sukniach retro ujrzałam od razu jak na nią luknęłam.Uwielbiam takie wzory choć sama osobiście boję się takie stosować w swoich pracach.Dlaczego…a kto to wie,co siedzi w mojej głowie za licho i źle mi podpowiada.A może warto spróbować…
    Kolory też moje,boskie połączenie brązów w różnych odcieniach +sepia.A i zapomniałam dodać,że jednak ten turkusik musiał gdzieś się zakamuflować.:)

    • Vika napisał(a):

      Bardzo, bardzo się cieszę, że Ci się podoba. Nawet nieskromnie się przyznam, że i mnie też 🙂
      Taka sepia z brązami zawsze ma w sobie ciepło, jest jak czekolada z odrobiną rumu w zimowe wieczory – energetyczna i rozgrzewająca…

  6. Aniolek napisał(a):

    O tak o czekoladzie to Ty mów do mnie jeszcze.W każdej postaci pożeram,połykam,popijam…dużo,jak to nie wiele człowiekowi potrzeba do szczęścia.A do tego kubeczek gorącej,parującej podany na takiej tacy-podwójne rozkosz.

  7. Grażyna napisał(a):

    Prawdziwa bymba 🙂
    Podziwiam za hektary … ale prawdziwy artysta przecież je uwielbia – może dać upust swojej wyobraźni 🙂 I Ty Violu czynisz to … pięknie jak zawsze 🙂

    • Vika napisał(a):

      O tak, prawdziwe hektary, było co robić, tych transferów na takim polu zmieściło się milionpięćsetstodziewięćset, a jak bym się postarała, to jeszcze z dwieście bym wtryniła…

  8. Magda napisał(a):

    Super ten kolaż, podoba mi się to połączeni motywów i kolorów 🙂

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  9. małgorzata napisał(a):

    że super wiadomo, ale i tekst i paraca super. biedny e-brat

  10. Marzena napisał(a):

    Należało się nieletniemu to tachanie za socjotechniki stosowane na własnej rodzicielce :-))
    Ciekawam czy jakieś przecieki dotarły do Ciebie z tego tajnego pokoju.
    A co do tacy – i ja gapię się i zachwycam i podziwiam mnogość transferów, które cudnie się przenikają.

    • Vika napisał(a):

      No absolutnie należało!
      Była wina, musiała i kara.
      A przecieki były, były… ale mam nieodparte wrażenie, że zdecydowanie przesadzone, to i zmilczę…

  11. Marzena napisał(a):

    Rozumiem, że to wrodzona skromność nie pozwała Ci na upublicznienie przecieków? 😉

  12. eLPassja napisał(a):

    No i miałam właśnie napisać, że taca kolażowa jest ABSOLUTNIE PIĘKNA, ale to ponoć całkiem niepoprawnie po polsku jest! 😀 Zatem niech będzie SKOŃCZENIE PIĘKNA, chociaż brzmi znacznie gorzej i nie do końca wyraża moje emocje. Hmmm, pozwól zatem Violu, że choć może nie po polsku, to jednak ABSOLUTEM będę je nazywać. Dla mnie ABSOLUT nie jest żadnym zaprzeczeniem. 🙂

    • Vika napisał(a):

      eLuśka, co Ty się tam będziesz przejmować niepoprawnością 😀 😀 😀
      Absolut to absolutnie piękne słowo jest 😀

      Wielkie dzięki zatem za nie.
      A wiesz? Zarumieniłam się…

  13. el.passja napisał(a):

    Oooo widzę, że już tu byłam, A to i dobrze, bo właśnie mi słów kolejnych zabrakło by wyrazić swój zachwyt nad Twoją BOSKĄ ROBOTĄ. To pozwól, że zmilczę, bo co tu gadać, kiedy gęba rozdziawiona w podziwie mi sterczy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »