JAJO W STEAMPUNKOWEJ KLATCE…

…czyli Milczenie Owiec, znaczy chciałam powiedzieć Gęsi…

Nie jestem jajowa (ani zresztą bombkowa też nie). Nie lubię ich robić. Moja niechęć jest duża i zatwardziała i prawie tak wielka jak ta, którą czuję do butelek. Choć „prawie” robi tu jednak różnicę.

Nie zmienia to jednak faktu, że nie lubię i już. A ostatnio w ogóle czuję awersję do jakiejkolwiek aktywności craftowej, więc dawno temu zamówione pisanki nie miały wielkich szans na zrobienie.

Obiecałam…

Ale w żaden sposób nie mogłam się za nie zabrać.

Cóż więc począć, gdy trzeba zrobić na gwałt ileś tam, sporo, tych jaj, a nie można się zmusić do roboty? Gdy się nie chce ogromnie, gdy nie ma motywacji, a czas goni?

Otóż wtedy należy zrobić coś dla siebie, takie coś-bylecoś, bez ładu, składu i planu, bez napinki, bez myślenia, dla samej zabawy i przełamania niechęci do jakiejkolwiek aktywności, i liczyć, że potem siłą rozpędu uda się zrobić również i te zaległe.

Kiedyś już korzystałam z tej metody i pomogło, więc i tym razem postanowiłam spróbować, choć wielkich nadziei nie miałam. No ale nóż-widelec…

I co??

I pomogło!!!

To co ujrzałam w swoich rękach, gdy skończyłam, rozśmieszyło mnie do łez 😀 Było tak niepodobne do niczego, że bardziej już nie można. Choć właściwie nie, trochę było podobne, bo natychmiast skojarzyło mi się z maską na twarzy Hannibala Lectera, a to rozśmieszyło mnie jeszcze bardziej. I jeszcze w dodatku w niczym, absolutnie w niczym, nawet w najmniejszym fragmencie (ogólny kształt jaja się nie liczy!) nie przypominało pięknych, jasnych, wiosennych pisanek, które zamierzałam zrobić.  Rozśmieszyłam się więc jeszcze bardziej 🙂

A że śmiech zawsze działał na mnie mobilizująco i ozdrowieńczo to i zachciało mi się te czekające jaja jednak zrobić.

Tego śmiesznego jaja nie zamierzałam nigdy  nikomu pokazywać.  Jednak po zastanowieniu zmieniłam zdanie – właśnie z uwagi na terapeutyczne właściwości śmiechu.

I jako, że śmiech jest ostatnio u mnie towarem mocno deficytowym, a przecież bez niego życie jest smutne, szare i ponure, postanowiłam się nimi – i jajem, i śmiechem –  z Wami podzielić.

Śmiejcie się więc na zdrowie, jako i ja się śmiałam.

 

2 komentarzeto JAJO W STEAMPUNKOWEJ KLATCE…

  1. rosier napisał(a):

    A ja Ci powiadam, że TO jajo znajdzie naśladowców. Zobaczysz, że w necie zaroi się od lutowanych (cyną!) jaj !!!! Takie mam skojarzenia. Mam jeszcze inne, ale to nie tutaj. 🙂
    A ono całkiem fajne, może odgapię… 🙂 Tak po mojemu. I będę pierwsza! 🙂 A w G. mamy robić jaja, więc już wiem za jakie się zabiorę.:)))
    Buziaki!

    • Vika napisał(a):

      Rób! To niezła zabawa jest!
      A w G. mają być jaja, ale czarno to widzę – w takim natłoku różnych, różnistych atrakcji na jaja chyba zbraknie czasu 😀
      Ostatnie promyki słońca Ci ślę, bo zaraz znikną za horyzontem…
      No i buziaki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »